W mocy piłkarskiego rytuału

W mocy piłkarskiego rytuału

Niektórzy mówią, że jest tylko jedna głupsza rzecz niż granie w piłkę nożną, a mianowicie oglądanie, jak inni grają. Dla dużej jednak grupy ludzi pielgrzymujących do współczesnych piłkarskich świątyń jest to rodzaj religii zastępczej, która nadaje sens ich codziennej egzystencji, zakorzenia w danej wspólnocie i miejscu, pozwala przeżyć stany niemalże mistyczne.

Żadne wydarzenie na świecie nie wytrzymuje porównania z mistrzostwami świata w piłce nożnej, które obecnie rozgrywane są na niemieckich boiskach. Żadne wydarzenie nie wzbudza też tak wielkich emocji i nie przyćmiewa wszystkich innych spraw, które dzieją się na świecie. Szanowane uniwersytety oferują wykłady poświęcone grze w piłkę nożną, instytuty naukowe badają tor lotu piłki po strzałach najlepszych wykonawców rzutów wolnych w historii tej gry, miliardowa widownia w napięciu śledzi doniesienia z piłkarskich boisk w Niemczech, na stadionach zasiadają prezydenci i koronowane głowy, zamarło życie społeczne, polityczne i kulturalne. Świat jest w stanie futbolowej gorączki.

Piłkarskie uzależnienie

Piłka nożna jest niewątpliwie najbardziej ekscytującą grą na świecie, która fascynuje coraz bardziej nawet kraje tradycyjnie z nią niezwiązane, takie jak Chiny, Japonia czy USA. Wskazuje to, że gra ta kryje w sobie olbrzymią zdolność adaptacji do różnych warunków kulturowych i nie są dla niej tamą żadne uwarunkowania społeczne, polityczne czy religijne. Wyjaśnienie tego fenomenu pochłania naukowców najróżniejszych specjalności, nie wyłączając teologów. Starają się odpowiedzieć na pytanie o pochodzenie i naturę siły, dzięki której piłka nożna stała się największym współczesnym zjawiskiem o charakterze globalnym.

Według danych FIFA z 2000 roku na całym świecie grają w piłkę około 242 miliony osób, co stanowi 4,1 % światowego społeczeństwa. Sama FIFA zaś liczy 204 związki piłkarskie i powierzchniowo obejmuje obszar większy niż teren zajmowany przez kraje należące do ONZ. Równie wielkie jest dziś oddziaływanie gry w piłkę. Zdaniem Franklina Foera, autora książki How Soccer Explains the World: An Unlikely Theory of Globalization: „Piłka nożna bardziej niż Bank Światowy czy Międzynarodowy Fundusz Walutowy przyczynia się dziś do globalizacji”.

W schemacie tej popularnej gry widać dominujące wartości i społeczne napięcia demokratycznych i kapitalistycznych społeczeństw zachodnich: w meczu odbija się zarówno indywidualizm, jak i duch zespołowy, oryginalność i konformizm, spontaniczność i żelazna dyscyplina taktyczna. Mecz ukazuje, że człowiek swoje miejsce i status w społeczeństwie osiąga nie przez narodzenie, ale przez inicjatywę i wysiłek.

Z racji nieodpartej siły oddziaływania piłki wartości te bardzo mocno dotykają wszystkich widzów. Magii meczu ulegają z równą siłą zwykli kibice, jak i intelektualiści czy artyści. Oddajmy na chwilę głos jednemu z nich:

Niech tylko na boisko wybiegnie Legia, żeby pograć z AC Milan, niech z szatni wyskoczy Górnik, żeby powalczyć z Dynamem Kijów, już mi w gardle staje serce, już puls rozsadza skronie, już straszna oćma spada na mój biedny mózg. I pędzę jak kot za walerianą w straszną otchłań rozkoszy narkotycznej, i lecę głową w dół w cudowną przepaść zapomnienia.

Tak swoje emocje piłkarskie opisuje mistrz polskiej prozy Tadeusz Konwicki, który wielokrotnie na stronach powieści dziennika Kalendarz i klepsydra daje wyraz swej miłości do piłki.

Gra stara jak świat

Obecne miejsce piłki w świecie nie jest przypadkowe, gdyż gra w nią towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów. Niektóre prehistoryczne cywilizacje grały już w jej pewne odmiany. Wiele wskazuje na to, że kulturowym źródłem futbolu jest centralna Ameryka i Amazonia, gdzie rdzenne ludy grały w piłkę od ok. 1500 roku p.n.e. Jednocześnie w kulturach tych najbardziej widoczny był sakralny wymiar gry w piłkę, który zatracony został w piłce nowoczesnej. Tlachtli, gra w piłkę wykonaną z kauczuku, miała charakter rytualny i była powszechnie obecna w kulturach prekolumbijskich. Różniła się nieco w każdej z miejscowych kultur, ale zawsze miała ściśle religijny charakter. Rozgrywana była zresztą w pobliżu świątyń. Hiszpański franciszkanin Bernardino de Sahagún w swej pracy poświęconej starożytnemu Meksykowi Historia general de las cosas de Nueva España przedstawił jeden z tolteckich mitów dotyczących powstania tej gry. Jej twórcą miał być bóg Quetzalcoatl, który zbudował czworokątny plac do gry otoczony kamiennym murem. Na tym placu symbolizującym wszechświat — zmagały się dwie drużyny (uosabiające dobro i zło, noc i dzień), które odbijały piłkę symbolizującą Słońce. Zdaniem amerykańskiego antropologa Paula Kirchhoffa, rytualna gra w piłkę stanowi jeden z wyróżników kultur prekolumbijskich. Z jej przebiegu odczytywano wolę bogów i przyszłe wydarzenia. Zdarzało się, że członkowie przegranej drużyny byli pozbawiani głów w przebłagalnej ofierze dla bogów.

Swoje miejsce w najdawniejszych początkach piłki nożnej mają też Chiny — piłki do kopania były wytwarzane w prowincji Shan Xi w okresie neolitu. Później za czasów dynastii Han grano w cuju lub tsu chu, według zasad bardzo zbliżonych do dzisiejszego futbolu. Była to część fizycznego przygotowania żołnierzy. Nazwę gry tłumaczy się następująco: tsu oznacza „kopnij piłkę stopą”, a chu oznacza „wypchana piłka ze skóry”. Gra była niezwykle trudna, a gol wpadał po umieszczeniu piłki w siatce rozmieszczonej między bambusowymi słupkami. Grano w nią często podczas urodzin cesarza. Wielkim jej admiratorem był cesarz Wudi (156–87 p.n.e.), który po podbiciu Azji Centralnej urządził na dworze mecz najlepszych graczy w tsu chu.

Japońską odmianą tej gry była kemari, której początki sięgają ok. 50 roku n.e. Piłka do gry o średnicy około 20 cm zrobiona była z jeleniej skóry i wypełniona trocinami. Gra była niezwykle popularna między wiekiem X a XVI. Niektórzy przypuszczają nawet, że Marco Polo podczas podróży do Japonii obserwował ją i sprowadził ją do Europy. Nie jest to prawdą, gdyż gra w piłkę znana była już od dawna w kręgu kultury europejskiej. W Europie francuscy wieśniacy od średniowiecza grali w brutalną odmianę piłki soule. We Włoszech zaś, głównie we Florencji, od XIII wieku oddawano się grze o nazwie calcio.

W piłkę grali też starożytni Grecy i Rzymianie. Za czasów Juliusza Cezara gra w piłkę — podobna do dzisiejszego rugby — była elementem treningu wojskowego. Wraz z armią rzymską podbijającą kolejne ziemie rozszerzała ona swój zasięg.

Piłka przednowoczesna

Przekształcenie się ludowej gry w piłkę w jej współczesną formę stało się obiektem zainteresowania tak wybitnych socjologów jak Max Weber i Norbert Elias. Podkreślali oni, że w ludowej grze w piłkę można dostrzec pewne cechy charakterystyczne dla kultury przednowoczesnej. Walczące drużyny rzadko miały równą liczbę członków podzielonych zgodnie z umiejętnościami, ale z reguły były to grupy mężczyzn z sąsiadujących i rywalizujących ze sobą wiosek czy miast. Nie było wyraźnej granicy między grającymi a oglądającymi. Nie było jasnych reguł gry ani często sędziego. Najbardziej obiektywną stroną gry był obowiązek trafienia do bramki rywali. Nie było wreszcie żadnego biurokratycznego aparatu do nadzorowania gry.

Ludowa piłka była też w porównaniu z jej współczesną formą brutalna i „nieucywilizowana”. Jak podkreśla Elias, poważne rany czy śmierć w czasie gry nie były czymś niespotykanym. Badacze podkreślają, że gra w piłkę była elementem utrzymywania porządku społecznego i integrowania z lokalną społecznością. Ale nie tylko. Chodziło też o podkreślenie pewnych różnic społecznych, płciowych czy wiekowych. Kawalerowie grali więc przeciw żonatym, a zamężne kobiety przeciw pannom. Często pozwolenie na grę w piłkę było związane z przejściem z młodości w wiek dorosły. Był to więc ważny obrzęd przejścia (rites de passage) z jednego stanu do drugiego. W XVI wieku w Europie w piłkę grano najchętniej w czasie karnawału.

Przejście do nowoczesnej gry w piłkę związane było z jej racjonalizacją i sekularyzacją. Stworzone zostały ścisłe reguły i przepisy, a jej istota została związana ze społecznym wymiarem, którym jest umacnianie więzi społecznej.

To umacnianie więzi społecznej jest obecnie najsilniejszym elementem oddziaływania gry w piłkę. Ludwik Stomma opisał to następująco:

Połączeni komunią z tymi samymi, zapominamy o obowiązujących poza stadionem podziałach klasowych, wiekowych, płciowych, ekonomicznych… Razem krzyczymy, zrywamy się z miejsca, wpadamy sobie w ramiona po bramce. Jak starzy znajomi dyskutujemy, wymieniamy komentarze, klniemy i trącamy się butelkami piwa. Nie ma ciasnych gorsetów codziennego savoir–vivre. Znika wstyd. (…) Trwa to jednak tylko do końcowego gwizdka lub ewentualnie do wygaśnięcia pozwycięskiego amoku. Żegnamy się obcy sobie jak przed meczem.

Dokonujące się w czasie oglądania meczu zatarcie różnic społecznych i powstanie specyficznej, czasowej wspólnoty, która nie ma w sobie żadnych podziałów i różnic, tak naprawdę podkreśla tylko wagę i doniosłość hierarchii i struktury społecznej. Po chwilowej destrukcji norm społecznych dokonuje się — z chwilą końca meczu — ich odrodzenie i swego rodzaju uświęcenie. Każdy bowiem z oglądających otrząsa się ze swoich przeżyć i przyjmuje na nowo świadomie swoją rolę społeczną.

Wracając do początków nowoczesnej piłki, trzeba podkreślić, że muszą być one rozpatrywane w szerszym kontekście powstania współczesnego sportu, który zrodził się z ducha oświeceniowego. Znamienne są więc dla niego od samego początku dwa aspekty współczesnego myślenia, o których pisał Theodor Adorno w Dialektyce oświecenia. Z jednej strony widzimy w sporcie emancypujący się humanizm, który się realizuje w idei fair play oraz idei wyrównywania szans, a z drugiej strony dominuje w sporcie myślenie instrumentalne i racjonalistyczne, które przejawia się w idei bicia rekordów i niezachwianej wierze, że osiągnięcia sportowe da się w sposób nieograniczony pomnażać.

Tę dialektykę nowoczesnego sportu można ująć za Jürgenem Schwierem, socjologiem specjalizującym się w problematyce współczesnego sportu, w dwóch tezach. Po pierwsze, w sportowej walce możemy uzewnętrznić nasze emocje, agresję, instynkt walki i połączyć to z naszą racjonalnością, przestrzeganiem reguł i zasad, odpowiedzialnością za innych (rywali z boiska). To pogodzenie natury z kulturą dokonujące się w sportowej rywalizacji może więc być traktowane jako swoisty wkład przyczyniający się do rozwoju współczesnej cywilizacji. Po drugie, triumfalny pochód kultury sportu w dzisiejszych czasach pokazuje coraz silniej, że w sporcie rządzi przede wszystkim zasada celu, którym jest zwycięstwo. „Humanistyczne ideały sportu zdają się zanikać w wielkich sportowych widowiskach” — zauważa Jürgen Schwier. Sportowe osiągnięcia stają się przy tym towarem, a ideologia dążenia do nieustannego poprawiania wyników i bicia rekordów jest dziś powszechnie panującym podejściem. Wpadki dopingowe Bena Johnsona czy Katrin Krabbe to tylko spektakularne przypadki skutków dominacji tej ideologii.

To wypaczenie ideałów sportu dostrzegał świetnie już na początku XX wieku Witkacy, który w wypowiedzi bohatera Pożegnania jesieni ubolewał, że:

Dziś sport zabija wszystko, zastępuje nawet sztukę, która upada coraz bardziej. Ja sam bardzo lubię narty, ale nie znoszę jak z was, sportsmanów, robi się największe chwały narodów i kiedy wasze idiotyczne rekordy zajmują tyle miejsca w gazetach, gdzie tego miejsca nie ma nawet na poważną artystyczną krytykę (…).

Kopanie na uspokojenie

Cenna dla dzisiejszego świata i wyjaśniająca po trosze fenomen obecności piłki we współczesności jest jej zdolność do kanalizowania agresji. Według wspomnianego Norberta Eliasa, który był pionierem badań nad rolą piłki nożnej w społeczeństwie, jest ona formą udomowionej agresji. W 1939 roku w swej pracy Przemiany obyczajów w cywilizacji Zachodu Elias stwierdził, że mechanizmy związane z pragnieniem agresji, w tym zabijania innych ludzi, poprzez proces cywilizowania zostały w różny sposób opanowane. Nie znikły jednak całkowicie z ludzkiej historii. Nadal odciskają piętno na zachowaniach ludzi. Społeczeństwo potrafiło wytworzyć jednak pewne ramy, w których ta agresja może zostać rozładowana — twierdził Elias. Do tego właśnie służy sport, a przede wszystkim piłka nożna.

Czasem jednak ramy sportowe nie wytrzymują ciężaru wrogości. Ukazują to różnego rodzaju mecze, które uważane są za klasyki w piłce, jak choćby mecze Niemcy — Holandia. Znamienny jest tu mecz z finału Mistrzostw Świata w 1974 roku, w którym Holendrzy ulegli Niemcom 2:1. Przegrana wywołała w Holandii istny stan klęski, porażki czy nawet głębokiej traumy narodowej. Holenderski historyk Auke Kok w swej pracy 1974 — byliśmy najlepsi zauważa, że Holendrzy przegrali, gdyż zamiast skupić się na grze i korzystnym wyniku chcieli przede wszystkim powetować napaść Niemiec hitlerowskich na ich kraj podczas II wojny światowej, dlatego też po bramce dającej zwycięstwo, zamiast spokojnie czekać na koniec meczu, próbowali upokorzyć Niemców w ich własnym kraju. Zdaniem Koka, to była główna przyczyna ich porażki, dlatego też kac moralny był w Holandii tak wielki i tak powszechny. Kiedy zaś Holandia pokonała Niemcy w Mistrzostwach Europy w 1988 roku, jedna z największych holenderskich gazet zatytułowała swoją czołówkę Nareszcie zemsta. „Nie byliśmy po prostu szczęśliwi. Chcieliśmy zniszczyć Niemców” — pisała dalej gazeta. Lepszego potwierdzenia dla teorii Eliasa nie można chyba znaleźć.

Pogańska msza na stadionie

Gra w piłkę nie tylko kanalizuje agresję, ale stanowi dla poważnej części kibiców zasadę regulującą ich codzienne życie w sposób, w jaki kiedyś czyniła to religia. Działa tu więc mechanizm opisany przez religioznawców, zgodnie z którym miejsce religii zajmują inne, cząstkowe zasady, instytucje czy style życia, które dają ludziom najważniejszy punkt odniesienia. Piłka stała się więc dla wielu osób rodzajem religii zastępczej (Ersatzreligion), która na swój sposób ma zapewnić im namiastkę sacrum czy formę jakiejś słabej transcendencji.

„W Ameryce Południowej piłka jest wielką, pogańską mszą” — uważa urugwajski poeta Eduardo Galeano. To jedno z wielu porównań piłki nożnej do religii stara się uchwycić wspólny element łączący obie te rzeczywistości. Z pozoru wydają się całkiem rozłączne, tak jak rozłączna może być sfera sacrumprofanum. Okazuje się jednak, tak jak uważał choćby Mircea Eliade, że czasem sacrum dochodzi do głosu przez profanum. Dzieje się to często wtedy, gdy nie może przejawiać się ono we właściwy dla siebie sposób. Stąd dziś, w okresie słabnięcia obecności religii w życiu ludzi i społeczności, funkcje religijne przejmowane są przez różne rzeczywistości zastępcze, takie jak choćby piłka nożna. Zdaniem Johanny Haberer, niemieckiej profesor teologii ewangelickiej, zarówno piłka nożna, jak i Kościół mają silny wspólnotowy charakter i rytualizują życie człowieka. Z kolei niemiecki teolog Herbert Schlögel podkreślił rolę sędziego w grze jako oceniającego piłkarskie wykroczenia (grzechy). Obiektywny sędzia jest więc w grze rodzajem najwyższej moralnej instancji.

Ciekawym punktem odniesienia do zrozumienia wielkiej fascynacji grą w piłkę jest koncepcja „głębokiej gry”, którą sformułował antropolog Clifford Geertz. Badał on znaczenie walk kogutów w kulturze mieszkańców jawajskiej wyspy Bali. Jego stwierdzenie: „Tylko wydaje się, że walczą koguty. W rzeczywistości, walczą mężczyźni” świetnie odnosić się może też do meczu piłkarskiego. Walki kogutów bowiem odgrywają tę samą rolę, którą w Ameryce odgrywa futbol amerykański, a w Europie piłka nożna.

Walki kogutów, zdaniem Geertza, stanowią metaforyczne zobrazowanie istotnych elementów jawajskiej religii, są dramatyczną metaforą (walka kończy się śmiercią jednego z ptaków) zagadnień związanych z rozumieniem w kulturze męskości, statusu i miejsca w hierarchii społecznej. Siła oddziaływania walk kogutów bierze się z niezwykle silnej identyfikacji (deep play) mężczyzny z walczącym w jego imieniu zwierzęciem, które uosabia nie tylko swego właściciela, ale też jego rodzinę i wioskę.

Czy jednak piłka nożna to obiekt zainteresowań wyłącznie antropologów kultury, religioznawców i socjologów? Nie do końca. Także ten, kto zajmuje się teologią, powinien oglądać mistrzostwa świata — takie przesłanie kryje w sobie książka zawierająca prace jedenastu współczesnych teologów, zatytułowana Fußballgott. Elf Einwürfe. Ukazała się ona w kwietniu 2006 roku pod redakcją Andreasa Merkta. Autorzy podkreślają, że współczesna piłka jest małym obserwatorium kondycji dzisiejszego człowieka i dlatego teolog, który chce się zajmować swą dziedziną bez odrywania się od kontekstu współczesności, nie powinien stronić od poznania sensu tej gry. Choćby w taki sposób, jak ujmuje to francuski antropolog Christian Bromberger:

Nawet jeżeli piłka nożna w najmniejszym nawet stopniu nie mówi nam, skąd pochodzimy i dokąd zmierzamy, to pokazuje jednak, kim jesteśmy. Ukazuje bowiem podstawowe wartości naszego społeczeństwa: tożsamość, którą posiadamy lub o której marzymy.

Dodatkową zachętą dla teologów do takiego podejścia stać się mogą wyraźne próby łączenia sfery piłki i religii. Otóż w wypowiedzi dla ewangelickiego tygodnika „Sonntagsblatt” Monika Hohlmeier, bawarska minister kultury i oświaty, wywodząca się z CSU powiedziała: „Jeżeli istnieje Bóg piłki, to jest on przyjacielem bawarskich zespołów. I w swej dobroci zlituje się nad zespołem TSV 1860 München i wyprowadzi go z dołu tabeli 2. Bundesligii”. Jeśli dodamy do tego, że w jednym z witraży kościoła w angielskim mieście Dudley znajduje się wizerunek piłkarza, to otrzymamy szerszą panoramę zjawiska nakładania się na siebie piłki i religii.

To zachodzenie piłki na inne sfery życia nie jest czymś niezwykłym, a popularność tej gry w dzisiejszej kulturze jest faktem wiele mówiącym o człowieku. Piłki bowiem nie zniszczyła ani postępująca komercjalizacja gry, ani postęp cywilizacyjny. Wciąż wśród ludzi żywa jest chęć do gry i oglądania gry innych. Bez tej żywej wspólnoty grających w piłkę z czystej chęci nie utrzymałby się ani przez chwilę związany z nią przemysł, ani też nie zrodziłaby się trwała obecność piłki w kulturze ludzkiej. Właśnie ta obecność pozwala stwierdzić, że gra ta jest autentycznie ludzkim doświadczeniem, którego trwanie przez stulecia pokazuje, iż mimo postępu i przemian kulturowych jest coś stałego w naturze ludzkiej.

W mocy piłkarskiego rytuału
Bartosz Wieczorek

urodzony w 1972 r. – absolwent filozofii i politologii UKSW, doktorant w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego.Publikował w „Przeglądzie Filozoficznym”, „Studia Philosophiae Christianae”, „Znaku” „Przewodniku Ka...