W zbankrutowanej diecezji

W zbankrutowanej diecezji

Podczas swej niedawnej podróży do Stanów Zjednoczonych przebywałem przez kilka dni w Oregonie. W stolicy tego stanu, Portland, miałem okazję przyjrzeć się z bliska, jak funkcjonuje pierwsza w USA diecezja, która ogłosiła bankructwo. Krok ten spowodowany został olbrzymimi odszkodowaniami, które musiała zapłacić miejscowa kuria w związku ze skandalami molestowania wielu osób przez księży katolickich.

Afera pedofilska ma również inne konsekwencje, o których w Polsce słyszy się rzadko. W Oregonie istnieje zakaz przebywania dzieci w kościele lub na terenie plebanii, jeśli nie są pod opieką dorosłych. W jednej z opustoszałych i nieużywanych sal katechetycznych usłyszałem z ust miejscowego księdza wypowiedziane z żalem zdanie, że jeśli ktoś nie przyjdzie do kościoła jako dziecko, to jest raczej mało prawdopodobne, że trafi tam jako osoba dorosła.

Pojawiają się też nowe problemy w praktyce duszpasterskiej. Do jednego z księży zgłosiła się matka czternastoletniej dziewczyny mającej za sobą epizod okultystyczny, by prosić o pomoc duchową dla córki. Ksiądz został poinstruowany przez swojego proboszcza, że w żadnym wypadku nie może się zamknąć z ową dziewczyną sam na sam w pomieszczeniu, bo może zostać posądzony o molestowanie. Wymyślono więc, że kapłan i nastolatka usiądą obok siebie w pierwszej ławce w kościele, a w ostatnim rzędzie usiądzie matka dziewczyny z jeszcze jednym świadkiem i będą z daleka obserwować, czy między rozmawiającymi nie dochodzi do zbliżenia. Z duchowej porady nic nie wynikło, ponieważ dziewczyna, pod uważnym spojrzeniem śledzących ją z daleka oczu, nie czuła się skora do osobistych zwierzeń. Nie mówiąc już o tym, że w takiej sytuacji ksiądz stracił w jej oczach wszelki autorytet jako potencjalny zboczeniec.

Inny kapłan w Detroit opowiadał mi z kolei, że podczas lekcji religii drzwi do klasy nie mogą być zamknięte, aby każdy mógł kontrolować nauczającego księdza, czy przypadkiem nie spoufala się zbytnio z dziećmi.

Histeria antypedofilska, która zapanowała w USA, sprawia, że dorośli boją się okazywania jakichkolwiek przejawów czułości wobec dzieci – brania ich na kolana, przytulania czy głaskania po głowie, gdyż gesty takie mogą zostać zinterpretowane jako przejaw seksualnego molestowania.

Pewien psycholog, z którym rozmawiałem na ten temat, uważa, że skutki tego mogą być w przyszłości opłakane. On sam zajmuje się pomocą terapeutyczną nieletnim ofiarom gwałtów i mówi, że większość pedofilów, z którymi się zetknął, wcale nie okazywała publicznie swych uczuć wobec dzieci. Wręcz przeciwnie, maskując się przed otoczeniem, byli dla małoletnich bardzo oschli i surowi.

Dziecko natomiast – jak podkreślał – do swojego prawidłowego rozwoju potrzebuje naturalnej, niepodszytej seksualnością serdeczności i czułości ze strony dorosłych. Zwłaszcza synowie w wieku dziecięcym potrzebują takiej bliskości swoich ojców. W wielu przypadkach, gdy tego brakuje, jest to znakomity grunt dla pojawienia się u chłopców skłonności homoseksualnych (to samo słyszałem zresztą już wcześniej w Holandii od zajmującego się terapią pederastów profesora Gerarda van den Aardwega).

Wspomnieć muszę o jeszcze jednej rozmowie (nie było to w Oregonie) – mianowicie z księdzem, który jest ojcem duchownym w seminarium, a zarazem ma za zadanie tropić wśród kleryków homoseksualistów i doprowadzać do ich usunięcia z uczelni. Otóż ma on doskonałe układy z miejscowymi policjantami i kiedy ci ostatni idą po cywilu na spotkania ze swymi tajnymi „wtyczkami”, niekiedy zabierają go ze sobą. Ksiądz ten, również po cywilu, udając policjanta, uczestniczy w rozmowach z informatorami obracającymi się w środowisku gejowskim. Od nich często dowiaduje się, którzy klerycy odczuwają pociąg do osób tej samej płci.

Zapytałem księdza, skąd owi agenci wśród gejów mają tak dokładne rozeznanie w preferencjach seksualnych seminarzystów. Odpowiedział mi to, co sam usłyszał – oni celowo wysyłają swoich ludzi do seminariów, bo chcą mieć w przyszłości księży, którzy będą błogosławić ich związki.

Naprawdę warto jeździć do Ameryki. Podróże tam bywają bardzo pouczające.

W zbankrutowanej diecezji
Grzegorz Górny

urodzony 30 marca 1969 r. – polski dziennikarz i publicysta, redaktor naczelny kwartalnika „Fronda”, publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów.W latach 2003-2009 publikował felietony na łamach miesięcznika „W drodz...