Wakacje moich dzieci

Wakacje moich dzieci

Na wakacje od lat jeździmy razem. W lipcu nad Lednicę, a w sierpniu na Jamną. I oto minął nam miesiąc nad Lednicą. Byłem jak gdyby w niebie. Ludzie, klimaty, wspólna modlitwa i studium, wspólne posiłki i rozmowy, wspólne prowadzenie domu. Czyż może być coś wspanialszego, jak patrzeć na wzrastanie ludzi?

Jeszcze wczoraj takie popychadło, beztroskie i głupkowate, a dzisiaj sensowna dziewczyna czy chłopak odpowiedzialnie spełniający swoje obowiązki. I twarze jakieś inne, naznaczone myśleniem, i żart mniej głupkowaty i głośny niż dotychczas. I zauważenie drugiego człowieka czy usłużenie mu przy stole. Nic tak nie wychowuje, jak powierzenie młodym obowiązków. Toteż zawsze pytam dzieci: jakie masz obowiązki? Natychmiast zakłopotanie, zdenerwowanie, spojrzenia na mamusię, bo ta wyręcza wyrośnięte dzieciątko, które samo nic nie ma do roboty, tylko dobrze się uczyć, bo to podobno jedyna jego przyszłość. Poza tym dodatkowy angielski, lekcje tańca, jazdy konnej, spływ kajakowy itp. Jest w tym jakaś ukrywana obłuda, aby przechytrzyć Boga, ludzi, los. Ta chytrość, aby napakować w dziecko tyle, ile się tylko da, wyłazi oczami. Dziecko musi wszystko wiedzieć, wszystko przeżyć, aby potem mogło wybrać właściwą religię. Tylko że na bazarze pereł się nie sprzedaje, więc całe to doświadczenie obciąża, a nie wyzwala.

Znam ludzi, którzy zwiedzili niemalże cały świat, a po powrocie nic nie mają do powiedzenia. Żadnej refleksji, żadnego duchowego skarbu, żadnej fascynacji czy entuzjazmu. Znudzeni wyjeżdżali, znudzeni powrócili. Na pytanie: jak było? machają ręką i odpowiadają: normalnie. Wielu, niestety, moich przyjaciół i znajomych, wróciwszy z dalekich i zamorskich krajów, wzrusza ramionami i podsuwa stosy zdjęć do oglądania, a coraz częściej otwiera laptopa i zmusza do oglądania zdjęć zrobionych aparatem cyfrowym.

Każde wakacje przynoszą mi coś nowego i odkrywczego, ale te były wyjątkowe. Dziwię się sam sobie, dlaczego jeżdżąc od lat jedynie nad Lednicę i na Jamną, jestem w stanie godzinami o tych pobytach opowiadać.

Najcenniejszym skarbem byli przede wszystkim ludzie, do których się zbliżyłem i z którymi zawiązało się duchowe porozumienie. To oni stworzyli klimat i atmosferę. Dali się poznać i potrzebowali mnie jako ojca i duszpasterza. Powierzenie odpowiedzialności wychowuje. Spostrzegam, że Ojciec Święty Jan Paweł II formułował problem, zagadnienie i powierzał je młodzieży do wykonania, obdarzał zaufaniem. Za każdym razem było tak samo.

Nie mogłem się napatrzeć, jak jeszcze do niedawna nierozgarnięci dawali sobie radę obdarzeni odpowiedzialnością i zaufaniem. Tak było z Oleńką, Gabrysią, Zuzanną, Hanką, Ewą, Olą, Martą i z wieloma innymi. Podobnie chłopcy: Szymon, Darek, Michał, Piotr i cała reszta.

Dziwiłem się ogromnie, jak niezwykle atrakcyjne było wspólne odmawianie jutrzni i nieszporów, przeczytanie czterech ewangelii i studium przemówień Jana Pawła II do młodzieży świata, Polski i Lednicy. Sam czytałem je już po raz kolejny. Nimi się karmiłem i na nich wyrosłem. Czytałem je wielokrotnie w duszpasterstwie szkół średnich i akademickim. Odpierałem tą pracą z tekstem zarzuty powierzchowności, populizmu i efekciarstwa lednickich spotkań. A potem już nie odpierałem, ponieważ fascynacja odkrywaną i poznawaną prawdą likwidowała potrzebę odpowiadania. Przekonałem się po raz kolejny, że człowiek autentyczny nie podejmuje gry na płaszczyźnie, która mu nie odpowiada, lecz sam proponując płaszczyznę dialogu.

Najwięcej radości dostarczały nam godziny studium przemówień Jana Pawła II. To nieprawdopodobne, że odbieraliśmy je tak, jakby były kierowane do nas. Słowo Ojca porywa, tworzy przestrzeń wiary i wzrostu, karmi, umacnia, jest wymagające, wskazuje drogę, a przede wszystkim Chrystusa. Nie ma bodajże przemówienia, w którym nie ukazywałby Chrystusa. Ileż miał w sobie przemyślanych i przemodlonych prawd, że wypowiadał je i przekazywał z taką mocą. Rastrem do naszych czytań były słowa wypowiedziane do nas jako organizatorów spotkań nad Lednicą w auli Pawła VI podczas audiencji środowej w dniu 17 listopada 2004 roku. Wtedy to Ojciec Święty powiedział do nas: „Życzę, aby wasze spotkania pomogły, szczególnie młodym, odkrywać oblicze Chrystusa obecnego w Ewangelii, w sakramentach i liturgii oraz w sercu drugiego człowieka. Niech wszyscy na drogach wiary nowego tysiąclecia odnajdą Chrystusa obecnego wśród nas i zarazem ukrytego w tajemnicy Eucharystii. Niech On wam wszystkim, waszym rodzinom i bliskim przewodzi i hojnie błogosławi! Szczęść Boże!”.

Najpiękniejsze jednak były chwile spędzone na adoracji Najświętszego Sakramentu. W oszklonej kaplicy widać było brunatne niebo rozświetlane księżycem i światłami w oddali. Jedynie przy zapalonych świecach i wonnym kadzidle trwaliśmy w ciszy lub delikatnym śpiewie, a nade wszystko w milczącej rozmowie z Tym, który nas pierwszy umiłował. Przechodziła mi wtedy ochota, aby odpowiadać tym, którzy stojąc z boku, martwili się, co będzie z Lednicą po mojej śmierci, lub analizowali zjawisko lednickie, ślizgając się po powierzchni.

Niebiańsko uspokojeni udawaliśmy się wszyscy na spoczynek. Ja zasypiałem niemalże natychmiast, aby dowiedzieć się następnego ranka, do której to godziny trwały nocne rozmowy.

Wakacje moich dzieci
Jan Góra OP

(ur. 8 lutego 1948 w Prudniku – zm. 21 grudnia 2015 w Poznaniu) – Jan Wojciech Góra OP, dominikanin, prezbiter, doktor teologii, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, spowiednik, prozaik, twórca i animator, organizator Dni Prymasowskich w Prudniku i Ogólnopolskiego Spotka...