Walizka z przeszłością
fot. lucas benjamin GAM / UNSPLASH.COM

Walizka z przeszłością

Była raz staruszka, która – choć nie ruszała się na krok z domu w małej bałkańskiej wiosce – często podróżowała. Przyszła na świat jeszcze w Imperium Osmańskim, później bywała okresowo obywatelką Austro-Węgier, Jugosławii i Serbii. Ale w sercu przez całe życie nosiła jeszcze inny, symboliczny paszport – czuła się Bośniaczką. Gdy co wieczór przesiadywała bez ruchu na wygiętej drewnianej ławeczce z widokiem na góry, świat nerwowo się przemieszczał, przesuwając granice wokół jej skromnej chałupy. Wiatr zmian przypisywał ją coraz to innej rzeczywistości, poświadczał jej przynależność w zmienionym języku i alfabecie, na nowym urzędowym blankiecie i domagał się od niej podatków w różnych walutach. Zanim stała się staruszką, miała kilku mężów i urodziła wielu synów, których straciła na kilku wojnach. Ginęli dowodzeni przez zwolenników przesuwania, likwidowania i ponownego wznoszenia granic. Zwykle w imię lepszej przyszłości i w związku z jakąś nadzieją. Nieraz pod hasłami wyzwolenia i narodowej jedności. Bywało, że front podchodził pod chałupę, a kule świstały wzdłuż ścian. Jedna z granic przeszła przez oborę i wygnała krowę na uchodźstwo w przeciwległym rogu podwórka. Poza tym niewiele się działo. Żyła w dobrym zdrowiu, z rzadka wysłuchując wiejskich plotek o odległym i wzburzonym świecie, aż na przedwiośniu ze zwykłego przeziębienia wywiązało się ciężkie zapalenie płuc. W ostatnią drogę wyprawiły ją sąsiadki.

Gdyby żyła dłużej, zdążyłaby jeszcze zobaczyć, jak wieś pustoszeje. Jak w imię lepszego życia wszyscy silni i młodzi pakują bagaże i wyjeżdżają na Zachód, do prawdziwej Europy. Wynoszą się z tych skarlałych, pozbawionych nadziei państw, którym – jakby na przekór geografii – nigdy nie przypisano europejskiego rodowodu. Z bałkańskich miast i wiosek, mijając uciszone porozumieniami pokojowymi granice, szli na północny zachód kolejni pielgrzymi, dźwigając w walizkach mieszankę wstydu, rozżalenia i oczekiwania, że w tej części kontynentu, którą stać na likwidację państwowych granic, zaznają wreszcie wolności i godności. Ale już na dworcu, chwilę po przyjeździe, zdradzał ich akcent i chód, ta niewymagająca wyjaśnień postawa – lekko przygarbiona, przepraszająca. Sprawiała, że ci, którzy dotarli tu wcześniej, od razu brali ich za swoich. Przypominali o wszystkim, co by się chciało zostawić w bałkańskiej wiosce, w chałupie z oknami zabitymi deską. Przyjezdni na zawsze zostawali więc w przedsionku, z bagażami pełnymi przeszłości. Europa niby była wokół, ale nie dawała się rozsiąść, poczuć u siebie. Zbyt daleko do jej prawowitych obywateli, zbyt blisko do jednoznacznie obcych – tych, którzy, aby się tu dostać, wsiadali na łodzie i do ciężarówek.

Zostało Ci jeszcze 40% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się