Wiara i religia

Wiara i religia

„Myślę, że ważną sprawą jest rozróżnienie między wiarą i religią” – powiedział pewien mój znajomy. „Religia zbyt często jest po prostu wypaczeniem wiary”.

Często słyszymy takie rzeczy. Zazwyczaj jest to argument za zachowaniem rzekomego muru rozdzielającego religię i politykę, co ma ponoć być modelem amerykańskiego życia publicznego. „Wiara” jest natarczywie zachwalana jako dobra rzecz, podczas gdy „religia” jest w pewnym sensie niebezpiecznym wypaczeniem. To dość powszechne rozróżnienie w amerykańskiej myśli, ale nie jestem pewien, jak bardzo jest ono użyteczne.

„Wiara” – albo jej synonim „duchowość” ma użyteczną właściwość bycia sprawą prywatną i subiektywną. To wysoko cenione amerykańskie cnoty obywatelskie. „Religia”, zazwyczaj rozumiana jako „wyrażenie swoich podstawowych przekonań na forum publicznym”, ma denerwujący nawyk bycia publiczną i mówienia w ten sposób, jakby dany zestaw wierzeń odzwierciedlał rzeczywistość poza umysłem wyznawcy. My, Amerykanie, uważamy za niepokojące i niestosowne, kiedy wierzenia, według których się postępuje, nie odpowiadają naszym gustom. To dlatego wołamy: „Nie narzucaj mi swoich wierzeń”. Ale postępujemy w ten sposób tylko wtedy, gdy dotyczy to wierzeń, których nie podzielamy. Kiedy dochodzi do wymuszonego obrzezania kobiety, palenia panny młodej czy rytualnego gwałtu, to pamiętamy o naszym rozsądku i mówimy: „To jest złe!”, przekonani, że mamy w zupełności prawo, a nawet obowiązek narzucić nasze wierzenia innym.

Trudność, która tkwi w amerykańskim pragnieniu, by „wiara” pozostała prywatna i subiektywna, polega na tym, że nie nadąża ono za rzeczywistością. Żyjemy we wszechświecie, który nie jest platoński, ale wcielony, dlatego „z obfitości serca usta mówią”. Proszę bardzo! Mamy wyznawców wzniecających tumult na ulicach w kwestiach kongresu, prezydenta, aborcji, podatków i wielu innych. Słowo wciąż staje się ciałem. Dzieje się tak, ponieważ sama natura wyznania religijnego – które jest ponoć systemem ogarniającym wszechświat – sprawia, że jest ono z natury publiczne i powszechne, a nie prywatne i subiektywne. Jest to – jeśli przypomina tylko cokolwiek podobnego do prawdziwej wiary, a nie jedynie zbiór dziwactw bogatej oszołomki, na przykład Shirley MacLaine – system, który obiecuje wyjaśnić nie tajemne, subiektywne urojenia znane tylko wtajemniczonym, ale rzeczy powszechne, jak miłość, lęk na morzu, łzy z powodu śmierci i wściekłość na sprzedawcę, gdy nas oszuka, i być może przebaczenie mu. Żadna z tych rzeczy nie jest ograniczona do doświadczenia prywatnego i subiektywnego. Pisze się o tym w gazetach. Mówi się o tym tam, gdzie żyje wielu ludzi. A religia, to znaczy publiczne i powszechne wyznanie wiary, z konieczności pociąga za sobą to, że ludzie jako stworzenia społeczne będą odnosić się do niej społecznie i prywatnie. I nie będą się czuli zmuszeni do ograniczania sensu słowa „społecznie” do tych, „którzy myślą podobnie”. Jeśli wydaje się, że problem, którym ich wiara próbuje się zająć, tkwi w ludziach spoza ich sfery, to będą przekraczać swoją sferę, by zająć się tym problemem, czasami głosząc kazania, a czasami używając miecza. Taki jest nasz gatunek.

A tak przy okazji, jest to problem nie tylko imperializmu, ale również miłości. Nie tylko gwałtownicy dążą do podboju. Zakochany również, stosując inne metody. I nie tylko imperialista jest nietolerancyjny. Czasami jest taki także zadowolony z siebie drobnomieszczanin– –ignorant, który nie ma zamiaru kłopotać się wymaganiami miłości i gotów jest zabić człowieka głoszącego nowe idee, nawet jeśli ten przybywa z misją pokoju.

Zwykła mikstura religii i polityki niekoniecznie jest zła – czego świadectwem są abolicjoniści, Martin Luther King, William Wilberforce, Dietrich Bonhoeffer i Jan Paweł II. Wiara, z jakiejś przyczyny, wyobrażana jest przez współczesną kulturę jako zwiewna, bezcielesna rzecz, która powinna istnieć w czystej postaci i być nieskalana kontaktem z ziemią. Ale rzeczywistość jest taka, że jeśli oddzielisz „wiarę” i „religię”, to uzyskasz taki sam efekt, jak wtedy, gdy oddzielisz ciało i duszę: nie czystość, ale martwe ciało i ducha. Mieszanie religii i polityki może czasami prowadzić do katastrofalnych konsekwencji, szczególnie, kiedy zwycięstwo polityczne, a nie miłość Boga staje się prawdziwym celem. Niestety, wszyscy mamy skłonność do tego katastrofalnego wyboru. Usuń jednak wyznania religijne z forum publicznego – co jest tak samo realne, jak wstrzymanie Niagary swoimi rękami – a z całą pewnością stracisz na sile napędowej stojącej za abolicją niewolnictwa, ruchem praw obywatelskich, emancypacją Indii, zniesieniem kary śmierci (oby nastąpiło to wkrótce) i większością innych czynów samopoświęcenia dla dobra wspólnego, które zdarzyły się w naszym świecie. Takie jest życie poza Ogrodem.

przeł. Jan J. Franczak

Wiara i religia
Mark P. Shea

urodzony 5 sierpnia 1958 r. w Everett, Waszyngton – amerykański katolicki pisarz i rekolekcjonista, prowadzi programy telewizyjne i radiowe, redaktor portalu Catholic Exchange, współpracownik Instytutu św. Katarzyny ze Sienny w Kolorado....