Wiara jak ser

Zawsze mnie interesowała zależność między duszpasterzowaniem a ekonomią. Mnisi czekający na plony ziemi nie bardzo mogli się zajmować duszpasterzowaniem, natomiast zakony mendykanckie (żebracze) oferujące szybką posługę od ręki otrzymywały środki na utrzymanie. Od zawsze też handlarze byli najszybszym środkiem przekazu informacji, usług i pomysłów, dlatego narażając na zgorszenie niektóre wrażliwe osoby, muszę przyznać, że szybkiego i rzeczowego kontaktu uczyłem się i uczę na targach, na które lubię chodzić, chociażby dotyczyły najodleglejszych dziedzin. Zawsze jest ktoś, kto może mnie czegoś nauczyć, zawsze jest coś, co przyda się w służbie ewangelizacji, chociażby pozornie były to rzeczywistości niemające ze sobą nic wspólnego.

Otóż podczas ostatnich targów Polagra spostrzegłem ogromny ser ważący ponad trzydzieści kilogramów. Zwolniłem kroku, bo ser był imponujący. Oryginalny włoski parmezan. Natychmiast zrodziła się we mnie myśl – marzenie, żeby taki ser posiąść, a wtedy zaraz w duszpasterstwie byłoby inaczej. Przystanąłem przy serze, a przystojny pan prezes z ogromnym sumiastym wąsem, rozpoznawszy mnie, zaczął serdeczną rozmowę. Wspomniał, jak przed laty słuchał moich nauk o małżeństwie i wtedy się nie ożenił, co wyszło mu na dobre. Rozmowa toczyła się dalej, kosztowaliśmy sera, który rozpływał się w ustach. Prezes opowiadał o jego produkcji i o mnichach, którzy go wymyślili. Pożądliwość wzrastała. Dziewczyny, które mi towarzyszyły, pisnęły, czy moglibyśmy otrzymać taki ser dla duszpasterstwa, bo zbliża się początek roku akademickiego i pragniemy go zacząć rekolekcjami. Kiedy przyszliśmy następnego dnia, ser właściwie był do wzięcia. Mariusz miał co dźwigać do samochodu, który natychmiast sprowadziliśmy. Dowieziony na miejsce do klasztoru, odpoczywał kilka dni, a potem pan Józef przekroił go na dwie części nowiutką piłką do drewna.

Kiedy rozpocząłem rekolekcje, opowiedziałem historię sera, zwracając uwagę na jego długie dojrzewanie w naturalnych warunkach i spokoju. Wiarę przyrównałem do sera – mówiłem o materiale wyjściowym, o procesie formowania, solenia i dojrzewania. Wiara odziedziczona, piękna, żywiołowa, dziecinna, serdeczna, uczuciowa, emocjonalna wraz z wiekiem zostaje wyeksploatowana. Obszary emocji i uczucia są skonsumowane. Człowiek staje się jałowy i pragnie pokarmu bardziej dorosłego, dlatego wiara dziecinna często zostaje utracona. Taki człowiek już nie czuje tak jak kiedyś, nie pociąga go to, co pociągało dawniej, ani nie przeżywa wiary tak, jak to było wcześniej . Dopiero trzeba wiarę na nowo odzyskać, trzeba ją na nowo zdobyć, zobaczyć jako wartość dla siebie i dla innych, by wreszcie była to wiara postanowiona. Dorosła, żołnierska wiara, która jest służbą i obowiązkiem, wiara, która gotowa jest złożyć świadectwo i przynosić owoce.

Dorosłość człowieka przejawia się w tym, że podejmuje on odpowiedzialność za drugą osobę, wiąże się z nią i zakłada rodzinę. Rodzą się dzieci, którym przekazujemy kształt miłości. Podobnie jest z wiarą. Musi wzrastać do poziomu dorosłości, do czasu przynoszenia owoców i dawania świadectwa.

Nie podejrzewałem, że możliwość kosztowania sera po nauce w duszpasterstwie spotka się z takim zainteresowaniem i entuzjazmem. Duszpasterstwo akademickie jest po to, aby młodzi dojrzewali w wierze. Jak dobrze by było, gdyby katecheci przygotowywali przyszłych studentów do rozwoju w wierze, do uczestnictwa w Kościele, w społeczeństwie, pamiętając o ważnej zasadzie, że w dziedzinie ewangelizacji nie ma konkurencji, ale jest komplementarność. Muszę o tym przypominać sobie i tym, którzy bardziej czy mniej świadomie ustawiają mnie w zawodach, w których nie chciałbym występować, i porównują z innymi. Mam swoje imię i nazwisko. Nie od dzisiaj pracuję z młodzieżą, a zdarza się często, że ktoś każe mi udowadniać, że nie jestem wielbłądem. Dzisiaj znowu pojechałem z Justyną i Agnieszką do mleczarni w Siedlcu koło Gostynia. Prezes przyjął nas nadzwyczajnie serem i winem. Pokazał mleczarnię supernowoczesną i sterylną, którą zwiedziliśmy ubrani w sterylne kitle i czapki. I jak za pierwszym razem podarował nam ser – teraz na siedemdziesięciolecie naszego duszpasterstwa akademickiego w Poznaniu. Będę więc dalej opowiadał o dojrzewaniu w wierze na przykładzie sera i będę porównywał smak sera do smaku i mocy wiary. Mam nadzieję że słuchaczom starczy wyobraźni i nikt się nie zgorszy, jak pewna pani, kiedy opowiadałem, że na jubileusz otrzymałem trzy prosiaki, aby je upiec na rożnie i częstować przybyłych. Zapewniam, że będą też modlitwy, wspomnienia, spotkania, wykłady, koncerty i dyskusje, a świnia na dodatek. Myślę, że jubileusz przy dojrzałym serze i dobrze upieczonym prosiaku uda się wspaniale. Jubilatowi, czyli poznańskiemu DA dominikanów, składam życzenia ad multos annos! Na większą chwałę Bożą i dla zbawienia ludzi!

Wiara jak ser
Jan Góra OP

(ur. 8 lutego 1948 w Prudniku – zm. 21 grudnia 2015 w Poznaniu) – Jan Wojciech Góra OP, dominikanin, prezbiter, doktor teologii, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, spowiednik, prozaik, twórca i animator, organizator Dni Prymasowskich w Prudniku i Ogólnopolskiego Spotka...