Wiara publiczna

Wiara publiczna

Jeśli Bóg obawia się pytań, to ma zabawny sposób okazywania tego. Począwszy od czasów Abrahama wybiera ludzi, którzy nie robią nic innego, tylko zadają Mu pytania i kłócą się z Nim.

Osobista wiara

Żałuję, że nie dostaję paru centów za każdym razem, kiedy słyszę, jak mój przyjaciel mówi: „Myślę, że wiara jest sprawą osobistą. Sądzę, że nie powinniśmy narzucać innym naszej wiary”. Kiedy pytam, co oznacza „narzucanie innym naszej wiary”, odpowiedź z reguły sprowadza się do stwierdzenia: „Mówienie o naszej wierze w jakikolwiek sposób”. Myśl, która stoi za tym poglądem, jest taka, że „osobisty” oznacza „subiektywny, prywatny, ezoteryczny i skierowany do wewnątrz”.

Sam w to wierzyłem, kiedy byłem nastolatkiem. Doświadczenia duchowe — myślałem — to coś takiego, co może się nam przytrafiać, gdy osiągniemy specjalny rodzaj świadomości, poziom kontemplacji wzbroniony dla reszty niemytych dusz, stan mistycznego oświecenia niemożliwy do przekazania motłochowi. Kiedy dorosłem (a zwłaszcza gdy lepiej zrozumiałem wiarę katolicką), nauczyłem się czegoś, co powinienem był wiedzieć przez cały czas.

Osobiste sprawy, nie są prywatne, osobiste sprawy są powszechne.

Kiedy tak naprawdę czujemy najgłębsze poruszenia naszego serca? Dokładnie wtedy, kiedy okazuje się, że jesteśmy powiązani z drugą istotą ludzką przez doświadczenie, które jest całkiem powszechne. Wspólny posiłek, opłakiwanie zmarłego przyjaciela, opowiadanie dowcipu, cieszenie się książką lub filmem, które oboje namiętnie pokochaliśmy, poczucie dumy, kiedy nasze dzieci wyrastają na dobrych chłopców i dziewczyny, oglądanie wschodu słońca, radość z pierwszego śniegu. To są te rzeczy, które odczuwamy najgłębiej i najbardziej osobiście. I nie są one rzadkie lub ezoteryczne, znane tylko wybranym, ale są rzeczami powszechnymi, dzielonymi przez wszystkich. To właśnie wtedy, kiedy spotykamy inną osobę, która pokochała i przeżyła (i doceniła!) tego typu rzeczy w swoim codziennym człowieczeństwie, coś w nas się raduje i wykrzykuje: „Ty też? Myślałem, że jestem jedyny!”. Kiedy spotykamy coś, co jest uniwersalne, spotykamy równocześnie coś, co jest najbardziej osobiste. To nie prowadzi nas ku samotnym szczytom mistycyzmu, ale na szeroką równinę rodziny ludzkiej.

Nie jest to żaden przypadek i jest to prawdziwe w każdym calu. Co sprawia, że wielki nauczyciel duchowy jest wielki? Czy to, że on lub ona mówią nam coś, czego nigdy przedtem nie słyszeliśmy, lub że prowadzą nas do ukrytych jaskiń mistycznej mądrości przeznaczonych tylko dla wtajemniczonych? Przeciwnie, wielcy nauczyciele duchowi bardziej nam o czymś przypominają, niż nas instruują. Stąd Mojżesz powiada: „Nie mów w sercu swoim: »Któż zdoła wstąpić do nieba«? albo »Któż zstąpi do otchłani«?. Słowo to jest blisko ciebie, na twoich ustach i w sercu twoim” (Rz 10,6–8; por. Pwt 30,14). Podobnie Izajasz chwyta Izrael i potrząsa nim, mówiąc: „Czy nie wiecie tego? Czyście nie słyszeli? Czy wam nie głoszono od początku?” (Iz 40,21). Krótko mówiąc, to nie jest sprawa prywatna.

To dlatego, kiedy bogaty młodzieniec woła: „Co mam czynić, by osiągnąć życie wieczne?”, nasz Pan również nie mówi mu nic nowego: „Czyń, co powiedział Mojżesz. Kochaj twojego bliźniego. Mów prawdę”. To, co zwykle. Jezus nie wysyła go na szarlatańską misję w poszukiwaniu poprzestawianych anagramów, lecz odsyła z powrotem do tych powszechnych rzeczy, których nauczył się na kolanach matki.

Bogaty młodzieniec nie potrafił jednak tego zaakceptować. Najwidoczniej poszukiwał modnego kursu powrotu do poprzedniego życia lub czegokolwiek, co Shirley MacLaine jego czasów miała do sprzedania, ponieważ kiedy Jezus wypróbował go nieefektownym banalnym stwierdzeniem, że ma za dużo pieniędzy, stanął jak wryty. Jego bogactwo było jego prywatną sprawą, chciał też, by był nią Bóg. I tak odszedł smutny — nici z duchowego dreszczyku. Żadnego objawienia przeznaczonego dla bogatych i sławnych. Okazało się, że ten przypuszczalny Mesjasz był jeszcze jednym, głośno pokrzykującym, wiejskim stolarzem martwiącym się o pieniądze. Jakie to pospolite!

Wiejski stolarz zaś poszedł inną drogą — i na koniec powstał z martwych i został ogłoszony Królem królów i Panem panów.

Dziwną właściwością boskiego objawienia jest to, że jest ukryte na widocznym miejscu. Coś jak Słowo, które stało się Ciałem. Mógłbyś patrzeć na Niego i — zależnie od tego, czy wybrałbyś oczy do patrzenia, czy też nie — dostrzec stolarza albo Wcieloną Drugą Osobę Trójcy Świętej. Wszystko zależy od tego, czy wierzysz, że Bóg jest tak wątły, że może objawić siebie tylko wrażliwym ludziom w prywatnych wizjach, czy też tak potężny, że pozwala się ukrzyżować w jasny dzień i wznieść do góry, by cały świat mógł Go dostrzec.

Zadawanie pytań

W 1996 roku Papież powiedział, że nie ma nic złego w myśleniu, że Bóg mógłby stworzyć ciało pierwszych istot ludzkich na drodze ewolucji. Innymi słowy stwierdził, że katolicy mogą, jeśli chcą, wierzyć, że Bóg formował Adama z prochu ziemi naprawdę powoooooli, a nie natychmiast. Ta oczywista wolność katolickiego nauczania (która była tylko echem słów papieża Piusa XII w Humani Generis i którą można prześledzić wstecz do czasów patrystycznych) została powitana jako rewolucja teologiczna w Kościele — według wyobrażeń mediów — zabraniającym dotąd samego wspominania Darwina. Papież — jak nas poinformowano — ostatecznie „uznał”, że ewolucja może być prawdą. Dla każdego, kto ma elementarną znajomość wiary, było to równoznaczne ze stwierdzeniem, że Papież „przyznał”, że Ewangelie zostały ułożone po grecku, a nie po angielsku. Oślepiający przebłysk dziennikarskiej ignorancji!

Co tłumaczy to dziwne nieporozumienie w postrzeganiu wiary? Jest nim milczące założenie, że możemy mówić, ile chcemy, o niezmiernie długiej i różnorodnej historii kościelnego popierania żywej myśli (popierania, które wydało umysły od Tomasza z Akwinu po Edytę Stein), ale katolicy powinni mieć głęboko zakorzeniony lęk przed pytaniami. Jest to pogląd, który mówi, że „wiara” oznacza przerażenie na myśl o zbyt głębokim wejrzeniu w rzeczy, gdyż nasz kruchy Bóg mógłby wyparować w okrutnym świetle dociekliwych pytań.

Jednak nawet pobieżny rzut oka na Nowy Testament wyjawia, że wiara katolicka rodziła się wśród bardzo konkretnych i bardzo trudnych pytań. Pytań bezczelnych, jak to Piotra: „Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?”. Pytań otwartych, jak to Maryi: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?”. Pytań sceptycznych, jak wątpliwości Zachariasza dotyczące poczęcia jego syna Jana Chrzciciela. Pytań niedowierzających, jak to: „Jak On może nam dać swoje ciało do spożycia?”. Pytań podchwytliwych, oskarżycielskich, jak: „Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?”.

Krótko mówiąc, jeśli Bóg obawia się pytań, to ma zabawny sposób okazywania tego. Gdyż, począwszy od czasów Abrahama (którego pierwsze zapisane słowa wymówione do Boga są pytaniem; Rdz 15,2), wybiera ludzi, którzy nie robią nic innego, tylko zadają Mu pytania i kłócą się z Nim. Wbrew poglądom dziennikarzy, że Bóg myśli o sobie jako o Wielkim i Strasznym Czarodzieju Oz, wygląda na to, że rzeczywistość jest zupełnie inna. Bóg nie traktuje nas jako uniżonych, bezmyślnych niewolników, ale jako osoby. A osoby zadają pytania. Chcą poznać takie rzeczy, jak: kim są, skąd pochodzą, co powinni teraz robić, skoro tu są, i dokąd zmierzają.

Ewangelia, daleka od ucinania tych pytań, odpowiada na nie. Mówi nam, że jesteśmy stworzeniami uczynionymi na obraz Boży, które jednak zbuntowały się przeciwko Bogu. Mówi, że Bóg stał się człowiekiem, umarł i powstał po to, by ocalić nas od konsekwencji tego buntu. Mówi, że jesteśmy tajemniczą mieszaniną ducha i błota (i że tracimy właściwe proporcje, jeśli czynimy siebie w całości duchami, jak wyznawcy New Age, lub w całości błotem, jak ekstremalni ewolucjoniści). Mówi, że musimy się przyłączyć do Boga–Człowieka Jezusa w Jego Ciele, którym jest Kościół, po to, by włączyć go w nasze ciało i w świat. I mówi, że jeśli tak uczynimy, to będziemy z Nim na zawsze, zaczynając od teraz.

Są to konkretne odpowiedzi na konkretne pytania – najkonkretniejsze pytania na świecie. Ojciec Święty — nie bojąc się tych pytań — robi wszystko, co możliwe, by przekonać parę z nas, zalęknionych istot, byśmy pomyśleli o krótkim ich rozważeniu. Być może dlatego właśnie powtarza: „Nie lękajcie się”.

W obronie teologii

„No, no! — powiedział mój przyjaciel, spoglądając znad czasopisma naukowego. — Czy wiedziałeś, że DNA jest bardzo precyzyjnie i funkcjonalnie zwinięte w każdym jądrze komórkowym twojego ciała? Piszą tutaj, że wygląda to tak, jakby 30 mil pajęczej nici zostało dokładnie zwinięte w pestce wiśni!”.

Też myślę, że tego typu rzeczy są zdumiewające. Śmieszy mnie jednak to, że ten sam przyjaciel, który wprost uwielbia czytać o tego typu sprawach w czasopismach naukowych, nie robi sobie nic z traktowania teologii jako błahostki typu „aniołowie na główce szpilki”. Mówi się, że religia powinna być prosta, a nie skomplikowana. Współcześni bowiem wyobrażają sobie prawdę religijną jako zwiewną spekulację, niezwiązaną z „prawdziwym życiem”, na którą ktoś nabrał garstkę ludzi. To dlatego myślimy, że chrześcijaństwo mogłoby być prostsze, gdyby tylko „Kościół” tak zechciał, ale nigdy nie wyobrażamy sobie, że DNA mogłoby być prostsze, gdyby tylko „naukowcy” tak zechcieli. Wiemy, że nauka jest ograniczona do opisu tego, co rzeczywiście istnieje, a nie tego, co naukowcy chcieliby, żeby istniało. Jednak jakoś zapomnieliśmy, że obowiązkiem teologii jest to samo.

Chrześcijaństwo nie jest czymś, co ktoś sobie wymyślił. Zaczęło się nie od filozoficznych spekulacji na temat aniołów i szpilek, ale od prawdziwego wydarzenia, które trafiło grupkę ludzi między oczy i pozostawiło zdumionych i pytających się: „Co to było?”. Tym wydarzeniem było życie, nauczanie, śmierć, zmartwychwstanie i wniebowstąpienie Jezusa. Jezus zaś przyszedł nie po to, byśmy mogli mieć teorię większej obfitości, ale by przynieść królestwo Boże z tak przerażająco rzeczywistą mocą, że niejeden raz był grzecznie proszony o opuszczenie posiadłości. Sami apostołowie z początku nie bardzo wiedzieli, co o tym myśleć. Jezus zmusił ich, by stanęli twarzą w twarz nie z abstrakcją, ale z Nim samym.

„Za kogo Mnie uważacie?” — spytał ich. Obgadano różne teorie. Jeremiasz? Jan Chrzciciel, który powrócił z martwych? Żadna z nich nie pasowała do posiadanych danych, dopóki nie odezwał się Piotr, przedstawiając nie teorię, ale rzeczywistość. „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” — powiedział.

Miał rację. I on, i miliard, albo coś koło tego, chrześcijan po nim poświęciło się jednemu wielkiemu badaniu ogromu zwiniętego w te sześć słów, dokładnie tak jak biologia molekularna jest badaniem ogromu zręcznie zwiniętego w jądrze komórkowym. Cały sens życia, Eucharystia, nauka o Trójcy Świętej, godność i przeznaczenie osoby ludzkiej i zbawienie świata są zwinięte i skompresowane w słowach Piotra.

To dlatego teologia chrześcijańska musi być skomplikowana. Teologia jest studiowaniem życia nadprzyrodzonego, tak jak biologia jest studiowaniem życia naturalnego. Domaganie się, by teologia, królowa nauk, była prosta, ma niewiele więcej sensu niż domaganie się, by komórki były wypełnione bezkształtną galaretą, a nie chromosomami, rybosomami i mitochondriami. Nie wyświadczamy też sobie przysługi, pozbawiając się ludzkiej godności oraz umiejętności zwykłego dziwienia się, które teologia stawia nam jako zadania. Myślisz, że komórka jest super? Powinieneś spotkać Tego, który ją wynalazł! Jesteś zdumiony rozmiarem wszechświata? To pestka w porównaniu z Bogiem! Myślisz, że poszukiwacze przygód, którzy odkrywali nowe lądy, wiedli interesujące życie? Spróbuj przygody, którą jest odkrywanie nieba! Dociekanie takich rzeczy, powiada Księga Przysłów, jest „chwałą królów”.

Najbardziej zdumiewające ze wszystkiego jest to, że ten sam Bóg zwinął swoje boskie życie w czymś mniejszym niż pestka wiśni, czymś nawet mniejszym niż ziarnko gorczycy.

Umieścił je w sercu grzesznych ludzi, takich jak ty i ja, i obiecał, że będzie rosło, aż wypełni niebo i ziemię.

tłum. Jan J. Franczak

Wiara publiczna
Mark P. Shea

urodzony 5 sierpnia 1958 r. w Everett, Waszyngton – amerykański katolicki pisarz i rekolekcjonista, prowadzi programy telewizyjne i radiowe, redaktor portalu Catholic Exchange, współpracownik Instytutu św. Katarzyny ze Sienny w Kolorado....