Więcej Kościoła w polityce

Więcej Kościoła w polityce

Kiedy w 1988 roku przyjechałem pierwszy raz do Rzymu, jeden ze współbraci powiedział mi, żebym nie próbował zrozumieć włoskiej polityki, bo szkoda na to czasu; on po kilkunastu latach spędzonych we Włoszech niewiele z niej pojmuje. Pomimo tej przestrogi sprzed lat czasami przeglądam włoską prasę pod kątem polityki.

Będąc latem w Polsce, zauważyłem, że przeciętny Polak uważa, iż zakałą życia politycznego w Italii jest premier Silvio Berlusconi, który zbytnio lubi młode kobiety, a poza tym jest bardzo bogaty, co oznacza, że na pewno nakradł. Trudno się dziwić, że takie jest przekonanie w kraju nad Wisłą, skoro media najczęściej bardzo niekompetentnie, a w dodatku stronniczo relacjonują polityczne wydarzenia we Włoszech. Jednym z nielicznych dziennikarzy, którzy znają się na rzeczy i potrafią w sposób wyważony pisać o polityce w Italii, jest Piotr Kowalczuk publikujący na łamach „Rzeczpospolitej”.

Gdybym był Włochem, głosowałbym na Berlusconiego. Nie dlatego, że mam za nic jego erotyczne ekscesy, znane jako „bunga-bunga”. I nie dlatego, że nie życzyłbym Włochom premiera bardziej statecznego, który nie wprowadzałby do polityki kabaretowo-obyczajowych elementów. Ale dlatego, że dobrze pamiętam, iż ci, którzy dzisiaj rozdzierają szaty nad brakiem moralności Berlusconiego, kiedyś, kiedy byli u władzy, wprowadzili do włoskiego parlamentu najpierw gwiazdę porno Ilonę Staller, znaną w branży jako Cicciolina, a potem niejakiego (czy też niejaką) Vladimira Luxu-rię, który (która) określa się jako osoba przekraczająca podział na płeć męską i żeńską. Luxuria dostał (dostała) się do parlamentu w wyborach 2006 roku z ramienia Odrodzenia Komunistycznego, czyli odprysku Włoskiej Partii Komunistycznej. Cicciolina – z listy Partii Radykalnej, by cztery lata potem założyć wraz z inną gwiazdą porno, Moaną Pozzi, Partię Miłości. Poza tym jeśli dziś Berlusconi budzi niekiedy zażenowanie, to jeszcze bardziej negatywne uczucia budzą lewicowi, zideologizowani sędziowie, którzy od lat szukają na niego różnych pułapek, ale do tej pory nie udało im się skazać znienawidzonego przez nich polityka.

Nie chcę przez to powiedzieć, że świat włoskiej polityki za rządów Berlusconiego mi się podoba. Wręcz przeciwnie, rozumiem tych, którzy mówią, że to wszystko „fa schifo”, czyli budzi obrzydzenie. Od wypowiedzi na tematy związane z polityką nie stroni przewodniczący Konferencji Episkopatu Włoch, kard. Angelo Bagnasco. Często odbijają się one szerokim echem we włoskich mediach, choć – jak to bywa w tego rodzaju sytuacjach – jedni twierdzą, że ostrze krytyki kościelnego hierarchy jest skierowane szczególnie przeciwko rządowi, a inni przekonują, że jego słowa dotyczą bardziej opozycji. Kardynał ubolewa nad „zepsuciem obyczajów i języka politycznego” oraz nad „systematycznym wzajemnym oczernianiem”; wzywa do zmiany stylu życia polityków, który często nie licuje z godnością osób oraz instytucji publicznych. Nawet jeśli te słowa wydają się wołaniem na puszczy, to dobrze, że ktoś głośno je wypowiada.

Kardynał Bagnasco jasno też wskazuje, że Kościół ma prawo wypowiadać się na temat życia społecznego: „Wielu chciałoby dziś, aby Kościół milczał, stąd też każde jego słowo uznawane jest za ingerencję w życie publiczne czy polityczne. Kościół jednak nie może milczeć, ani »dogadywać się«, gdy chodzi o niezbywalne wartości”. Przewodniczący włoskiego Episkopatu sprzeciwia się stanowczo próbom zamknięcia Kościoła w zakrystii, zredukowania jego misji do modlitwy w świątyniach i prowadzenia dzieł charytatywnych. Kardynał piętnuje obłudę tych, którzy z jednej strony głoszą, że podstawą laickiego państwa jest wolność sumienia, a z drugiej domagają się od katolików, aby nie kierowali się w polityce swym uformowanym po katolicku sumieniem.

Na słowa kardynała Bagnasco zareagowali między innymi przedstawiciele ruchów katolickich we Włoszech. Przewodniczący Odnowy w Duchu Świętym, Salvatore Martinez, stwierdził, że dla włoskich katolików jest to czas, kiedy trzeba skończyć z wewnętrznymi podziałami, aby tym pełniej wziąć odpowiedzialność za kształtowanie społecznej świadomości obywateli. Forum na rzecz Rodziny wskazało, że centrum odnowy polityki powinna się stać troska o włoską rodzinę, która przeżywa głęboki kryzys. Prawo podatkowe i system wynagrodzeń powinny służyć przede wszystkim rodzinie. Przewodniczący włoskiej Akcji Katolickiej Franco Miano zauważył, że obecny trudny czas jest wezwaniem, aby każdy dał z siebie to, co najlepsze, by Włochy mogły oczyścić społeczną atmosferę i złapać nowy oddech.

Ktoś powie, że to tylko piękne słowa, od których rzeczywistość się nie zmieni. Ale nawet jeśli słowa są tylko słowami, to przecież od nich zaczęła się niejedna autentyczna odnowa. W Polsce kilka milionów ludzi przynależy do różnego rodzaju ruchów katolickich. Niektórzy mówią, że to śpiący olbrzym, w dodatku wewnętrznie skłócony. Najwyższy czas, by katolicy odnaleźli to, co ich łączy, i mimo istniejących różnic, byli zdolni do mówienia jednym głosem w sprawach najważniejszych. W przeciwnym razie damy się zakrzyczeć antyklerykalnym oszołomom z Ruchu Palikota i innym ziomalom Nergala. Świadomych swych przekonań katolików powinno być w polityce więcej.

Więcej Kościoła w polityce
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....