Wielki aktor w roli wielkiego aktora
fot. alexandre dinaut / UNSPLASH.COM

Wielki aktor w roli wielkiego aktora

Na dni i tygodnie epidemii umówiliśmy się z domownikami, że każdego dnia, na przemian, będziemy wybierali filmy, które cała trójka będzie musiała obejrzeć razem. I po raz kolejny dochodzi do mnie w tych dniach, jak wiele zawdzięczamy aktorom. Myślę zwłaszcza o tych, którzy grali wielkie role w czasie PRL-u. Fijewski, Ludwiżanka, Mrozowska, Mikołajska, Holoubek, Szalawski, Sadecki… W tonacji, w subtelności, w słowach wypowiadanych tak, że widziało się nie tylko ich ciąg, lecz i pojedynczość – byli jak strażnicy dawnego, lepszego mówienia, niepodległego bylejakości i szeleszczeniu. Po ostatnim godzinnym seansie nie mam wątpliwości: nie znam, i to w skali światowej, takiego zagęszczenia małych wielkich ról jak u Jerzego Antczaka, w telewizyjnej adaptacji Mistrza Zdzisława Skowrońskiego z 1966 roku. A wśród wszystkich ról, które znam, na palcach policzyłbym równie przejmujące, co tytułowa, odegrana przez Janusza Warneckiego, dla którego Skowroński napisał swój dramat.

Rzecz dzieje się w dwóch czasach: „współcześnie” i w retrospekcji. „Współcześnie” w garderobie teatralnej. Aktor skupia się przed premierą Makbeta. Spiera się z Reżyserem o monolog z drugiego aktu, o „napięcie psychiczne Makbeta na chwilę przed zabójstwem Duncana”. Wspomina i nie umie wyrzucić z pamięci innego aktora, tytułowego Mistrza, w tym samym monologu z aktu drugiego: „Czy to jest sztylet, co przede mną błyszczy, / zwrócony do mej dłoni rękojeścią? / Przyjdź – niech cię chwycę! Chociaż cię nie trzymam, / Ciągle cię widzę…”. W monologu o morderczej obsesji, o krwawym czasie.

Zostało Ci jeszcze 71% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się