Wielkotygodniowy karnawał

Wielkotygodniowy karnawał

Niedziela Palmowa to początek najważniejszego wydarzenia. To początek karnawału. Kulminacja imprez rozrywkowych następuje w Wielki Piątek i Wielką Sobotę – nikt nie musi iść nazajutrz rano do pracy, można się więc hucznie zabawić. Na rynku, obok kościoła, wzniesiono estradę oskrzydloną segmentami potężnych głośników. Plac zapełnił się tysiącami ludzi poprzebieranych w najróżniejsze stroje, a na scenie zaczęli śpiewać z playbacku wypacykowani młodzieńcy i wytapirowane panienki.

W tym samym czasie w pobliskim kościele, jak nakazuje tradycja Niedzieli Palmowej, czytany był – z rozpisaniem na głosy – opis męki Pańskiej. Huk z głośników na zewnątrz był tak wielki, że garstka wiernych dawała na migi znać kapłanowi, że nic nie słyszy. Ksiądz sam zresztą ledwo słyszał kwestie odczytywane przez lektorów.

Siedzi teraz naprzeciwko mnie na kanapie i opowiada, że żaden z wiernych nie miał odwagi pójść do organizatorów karnawału i poprosić o ściszenie muzyki: – Bali się, że zostaną oskarżeni o nietolerancję.

Kiedy to mówi, myślę sobie, że przez dwa tysiące lat niewiele się zmieniło. Właściwie powtórzyła się historia z Jerozolimy. Jezus umierał przy obojętności zajętego sobą świata, który nie zauważał nawet swojego Zbawiciela. Nikt z garstki uczniów nie stanął publicznie w Jego obronie, gdyż wszyscy bali się oskarżeń.

Mój przyjaciel miał unikatowe, jak na polskiego zakonnika, doświadczenie namacalnego niemal odczuwania tajemnicy nie tylko męki Pańskiej, lecz również jej odrzucenia. Z lektur wiem, że podobne akcje zdarzały się w PRL–u, zwłaszcza podczas obchodów milenijnych. Władze organizowały wtedy swoje uroczystości w pobliżu świątyń, w których celebrował liturgię prymas Stefan Wyszyński. Przez głośniki starano się wówczas zagłuszyć jego homilie.

W belgijskim miasteczku, do którego trafił mój znajomy mnich, żadnych władz komunistycznych stawiających sobie za cel walkę z Kościołem nie ma. Większość mieszkańców bierze udział w karnawałowych imprezach spontanicznie. Nie ma w tym arogancji wobec katolicyzmu, jest raczej ignorancja. Gdyby im ktoś powiedział, że karnawał w Wielkim Tygodniu rani uczucia religijne chrześcijan, zapewne bardzo by się zdziwili, gdyż wrażliwość chrześcijańska jest im zupełnie nieznana. Co więcej, część parafian też nie może wyjść ze zdumienia, że ksiądz z Polski nie chce się bawić razem z nimi w Wielkim Tygodniu.

Mój przyjaciel opowiada, że w zetknięciu z belgijską rzeczywistością przeżył kryzys już wkrótce po przyjeździe. Napisał list do swojego przełożonego z prośbą, by jak najszybciej mógł wrócić do Polski. Nie wysłał go jednak, gdyż wcześniej wpadły mu w ręce rozważania o Drodze krzyżowej spisane przez nieżyjącego już belgijskiego kardynała Leona Józefa Suenensa. Uderzyło go zwłaszcza jedno ze zdań: „Chrystus zszedł z krzyża dopiero wtedy, kiedy go zdjęto”. Podarł list na strzępy i postanowił, że opuści Belgię dopiero wówczas, gdy zostanie zdjęty. Tak nastąpiła akceptacja krzyża.

Jego zdaniem, księża z Polski, żeby móc pełnić swą posługę w takich krajach, jak Belgia, muszą porzucić polskie myślenie o duszpasterstwie i zapomnieć o polskim modelu parafii. W przeciwnym wypadku długo nie wytrzymają. Trzeba jednak przyznać, że trochę takich kapłanów się znalazło, skoro Kościół w Belgii opiera się głównie na duchownych z Polski i czarnoskórych księżach z byłych kolonii belgijskich.

Najtrudniej jest się pogodzić z tym, że ma się do czynienia nie z masami czy nawet grupami, jak w Polsce, lecz z jednostkami. Na przykład na naukę religii zgłaszają się przeciętnie dwie osoby z jednej klasy, a gdy wyrazi taką chęć czworo uczniów, jest to uważane za prawdziwy wysyp.

Jednak to niesamowite, że Bóg posyła jakiegoś księdza tysiące kilometrów od domu i każe mu tam pracować przez wiele lat tylko po to, żeby jeden jedyny człowiek mógł się z Nim spotkać.

Dla mojego znajomego jest to dowód, że Bogu zależy nie na masie, lecz na każdym człowieku. Już się nie buntuje. Porzucił swoje zamiary i przyjął z pokorą Boży plan. Mówi, że czuje się szczęśliwy jako kapłan. Właśnie spieszy się na lekcję religii, na której ma nadprogramową uczennicę. Matka jednej z dwóch dziewczynek, które uczy, właśnie zgłosiła się do niego, że też chciałaby uczestniczyć razem z córką w katechezach i posłuchać czegoś o Panu Bogu. W końcu to jedyna taka okazja w miasteczku.

Wielkotygodniowy karnawał
Grzegorz Górny

urodzony 30 marca 1969 r. – polski dziennikarz i publicysta, redaktor naczelny kwartalnika „Fronda”, publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów. W latach 2003-2009 publikował felietony na łamach miesięcznika „W drodz...