Wierzę w siłę wyobraźni

Wierzę w siłę wyobraźni

Jestem dość konserwatywny w sprawach duchowych. Wierzę, że istnieje czarna magia. Trzeba jej unikać, bo jest grzechem. Jeśli ktoś będzie poważnie się zajmował magią, to w końcu ona uzyska nad nim władzę.

Jestem Amerykaninem pochodzenia szkocko-irlandzkiego, dlatego sam się dziwię, że od piętnastu lat jestem wydawcą w Polsce i publikuję książki w języku, który nie jest moim językiem ojczystym. Współpracuję jednak z ludźmi, którzy są fachowcami, doskonale tłumaczą, i dlatego język nie jest problemem. W Ameryce jestem pastorem Kościoła episkopalnego. W Polsce nawet nie próbuję być duszpasterzem. Pierwszą książkę dla rodziców Jak mówić, żeby dzieci nas słuchałyjak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły wydałem, bo ona mnie samemu bardzo pomagała jako ojcu. To był początek wydawnictwa, a książka także dziś, choć minęło piętnaście lat wciąż dobrze się sprzedaje. Zawsze rodzą się nowe dzieci i pojawiają się te same z nimi problemy. Dwadzieścia kilka lat temu pomagałem również w nawiązywaniu kontaktów między ruchem Anonimowych Alkoholików w Polsce i w Ameryce. Nie byłem jego członkiem, nie byłem ekspertem, ale pomagałem utrzymywać kontakty. To mnie przekonało, że również w tej dziedzinie mam do odegrania jakąś rolę w Polsce. Do dziś wydawnictwo opublikowało wiele książek dla rodziców, psychologicznych, o powrocie do zdrowia, o wychodzeniu z nałogu.

W którymś momencie dyrektor wydawnictwa Bronek Kledzik zasugerował, żeby wydać Opowieści z Narnii C.S. Lewisa, które wcześniej publikował PAX. To sprawiło mi dużą satysfakcję, bo jest to wspaniała seria, która uczy o życiu chrześcijańskim. Jako pastor często sugerowałem ludziom, którzy mieli wątpliwości w wierze, by sięgnęli po Lewisa. Kiedy czytamy Biblię, to zawsze rodzi się pytanie, czy naprawdę tak się działo, bo są różne teorie, a Ewangelia według św. Jana nie jest taka sama, jak Ewangelia wg św. Marka. Czytając Opowieści z Narnii, wiemy od początku, że jest to fantazja, która zawiera analogie: Aslan przedstawia Chrystusa, są nawiązania do ukrzyżowania i zmartwychwstania. W tej książce wyczuwa się życie chrześcijańskie.

Po jakimś czasie dowiedziałem się od mojego brata, że powstała wspaniała książka Harry Potter. W Anglii i Ameryce ukazał się już wtedy trzeci tom i było widać, że w tych krajach powieść jest przebojem. Przeczytałem ją i stwierdziłem, że warto ją wydać. Mój syn studiował wówczas na uniwersytecie w Edynburgu, dlatego dość regularnie tam bywałem. Poznałem w tym mieście ludzi mojego wyznania. Kiedy powiedziałem im, że składamy ofertę polskiego wydania Harry’ego Pottera, reagowali: „Oh, Joe!”. To byli ludzie, którzy bardzo dobrze poznali panią Rowling. Dowiedziałem się wtedy o rozpadzie jej małżeństwa, o maleńkiej córce, o jej powrocie z Portugalii, o siostrze, która mieszkała w Edynburgu i sprowadziła ją do tego miasta, oraz o tym, że pobierała zasiłek dla bezrobotnych. W tym czasie Rowling wiele przemyślała i napisała pierwsze tomy Harry’ego Pottera. Byłem przekonany, że dopadnie mnie bolesna zazdrość, jeżeli ktoś inny opublikuje tę serię po polsku. Bardzo się o nią starałem, a agent powiedział, że w każdym kraju szuka wydawcy, który ma entuzjazm, i dlatego my dostaliśmy prawa do edycji tej książki. Bronek Kledzik bardzo się martwił, czy to dobry pomysł, ja też nie wiedziałem, czy książka będzie w Polsce przebojem, ale dziś mam dużą satysfakcję, że tak dobrze się ją sprzedaje.

Namysł nad magią

Od początku zauważyliśmy, że w tej książce jest magia, więc zastanawiałem się, czy to nie będzie skłaniało młodzieży do zaangażowania w poważną magię. Musiałem wziąć to pod uwagę, tym bardziej że z Bronkiem Kledzikiem czytaliśmy, iż konserwatywny pastor w Ameryce publicznie palił egzemplarze Harry’ego Pottera. Zastanawiałem się, czy w Polsce nie będzie podobnie. Bronek mówił: „O nie, Polacy rozumieją”. Zrobiliśmy zakład: sto złotych przeciw stu dolarom, że wydarzy się coś podobnego. Po wydaniu książki doszły do nas wiadomości, że ksiądz we Wrocławiu z ambony ostrzegał, by nie czytać Harry’ego Pottera.

Jestem dość konserwatywny w sprawach duchowych. Wierzę, że istnieje czarna magia. Trzeba jednak odróżnić cud, w który chrześcijanin powinien wierzyć, i magię, której powinien unikać, bo jest grzechem. Różnica polega na tym, że stosując magię, człowiek powie: „To jest moja siła, z magiczną siłą się urodziłem albo jej się nauczyłem, taka jest moja wola”. Biała magia polega na pomaganiu innym, ale dokonuje się za sprawą ludzkiej woli. Wobec cudu człowiek powie: „To nie jest moja wola, to jest wola Pana Boga. To nie jest moja siła, to jest siła Boga. Ja mogę być tylko pośrednikiem w tym działaniu”. Kiedy Mojżesz pierwszy raz spotkał się z faraonem, Bóg kazał mu rzucić laskę, bo wtedy stanie się ona wężem. Magowie faraona zrobili dokładnie to samo. To, co zrobił Mojżesz, to był cud, wola Boga, a to, co zrobili kapłani faraona, to była czarna magia. Często jest tak, że Pan Bóg jest silniejszy, tak jak obrazuje to połknięcie węży kapłanów przez laskę Mojżesza.

Opowieści z NarniiHarry Potter to są fantazje. Zdrowe używanie wyobraźni polega na tym, że po lekturze wracamy do rzeczywistości, ale bogatsi o przemyślenia, o naukę wypływającą z fabuły. Ważne jest odróżnienie wyobraźni od rzeczywistości. Magia, taka jak np. voo doo, jest niezdrowa, niebezpieczna, nawet demoniczna. Jeśli ktoś będzie poważnie się nią zajmować, to w końcu ona uzyska nad nim władzę. Przykładem są dla mnie horoskopy. Korzystanie z nich jest grzechem. Człowiek, który wierzy w horoskopy, w końcu znajdzie się pod ich kontrolą.

Geneza elementów magicznych

Tuż przed polskim wydaniem Harry’ego Pottera na konferencji prasowej jeden z dziennikarzy „Gazety Wyborczej” zapytał Joanne Rowling, czy wierzy w magię. Odpowiedziała, że nie wierzy w siłę magii, ale w siłę wyobraźni. Bardzo chętnie cytuję jej odpowiedź. Proszę zauważyć, że większość elementów magicznych w jej książce nie ma źródła pogańskiego, newage’owego czy satanistycznego. Autorka to przemyślała. Latanie na miotle jest od dawna obecne w europejskiej tradycji i legendach. Podobnie jest z człowiekiem, który zmienia się wilkołaka. Co ciekawe u Rowling mamy jednego wilkołaka, który walczy po stronie dobra, i drugiego, który staje po stronie zła. W powieściach występują smoki, które są nieprawdziwe, ale znajdujemy je nawet w Biblii. Cieszyłem się, że w książce nie ma wampirów, bo ludzie, którzy mają obsesję zła, bardzo je lubią. Większość elementów magicznych z Harrego Poterra, takich jak: teleportowanie, transformacje, transmutacje, jest na tyle śmieszna, że trudno przypuszczać, by czytająca o nich młodzież uwierzyła, że to jest prawda.

Interesujące jest, że zawsze, kiedy Rowling pisze o profesor Trelawney, o wróżeniu, to się z tego śmieje. Dwa, trzy razy profesor Trelawney przekazuje proroctwo, ale nie jest tego świadoma, nie pamięta tych sytuacji. To ironiczne podejście do wróżenia jest w duchu chrześcijańskim, wskazuje, że nie jest ono dobre, ale że proroctwa są możliwe w życiu. Innym pomysłowym rozwiązaniem są duchy w Hogwarthcie. Na przykład Gryffindor ma Prawie Bezgłowego Nicka. Kiedy ginie ojciec chrzestny Harry’ego Pottera, Syriusz, bohater książki obawia się, że nigdy nie będzie już miał z nim kontaktu. Wtedy Prawie Bezgłowy Nick mówi: ja mogę z tobą rozmawiać, bo lękałem się śmierci i wolałem pozostać na progu, bałem się pójść dalej. To jest według mnie wspaniałe chrześcijańskie rozwiązanie.

Nieobecność religii

Opowieści z Narnii można czytać jak bajkę, i tak jest dobrze, bo C.S. Lewis świadomie ją tak pisał, żeby nauczyć prawdy o życiu chrześcijańskim. Aslan jest synem cesarza spoza horyzontu. Taka była świadomość ludzi współczesnych Lewisowi. Rowling nie interesuje, czy jest osobowa siła wyższa, zła czy dobra. To wynika ze społecznej i cywilizacyjnej sytuacji w Anglii. Pomyślałem, że ciocia Petunia, która bardzo lubi plotkować, sto lat temu byłaby w każdą niedzielę w kościele, bo tam chodziła większość jej sąsiadów i mogłaby ich oceniać po wyglądzie. Dzisiaj ludzie nie chodzą do kościoła, dlatego nie ma w książce zainteresowania sprawami religijnymi. Boże Narodzenie nie jest ukazane jako narodzenie Chrystusa. Z tego samego powodu uwzględniono Halloween, ale nie ma rozmowy o Wszystkich Świętych. Młodzież mówi, że Harry ma ojca chrzestnego, co mogłoby wskazywać, że został ochrzczony, ale angielskie słowo Godfather wskazuje raczej na człowieka zastępującego rodziców, osobę, którą w razie konieczności prosi się o pomoc. Wcale nie oznacza to, że Harry był ochrzczony. Nawet Lord Voldemort nie jest demoniczny, jest normalnym człowiekiem z powieściowego świata czarodziejów, tylko dużo bardziej utalentowanym od innych. Powiększył on siłę magii, zaszedł najdalej z czarodziejów na drodze zła, ale to nie uczyniło z niego demona, pozostał śmiertelnym człowiekiem.

Satanistyczny Harry

Szatan zwycięża na dwa sposoby: jeden, gdy przekona on człowieka, że nie istnieje, i drugi, gdy człowiek wszędzie go widzi. Niektórzy ludzie, widząc sukces Harry’ego Pottera, uważają, że musi za tym stać jakieś zło, i doszukują się elementów satanistycznych. Podczas prapremiery pierwszego filmu z cyklu Opowieści z Narnii, na który byłem zaproszony jako wydawca książki Lewisa, spotkałem dwie kobiety, które w rządzie Jerzego Buzka zajmowały się sprawami rodziny. Rozmowa zeszła na Harry’ego Pottera. Panie te dziwiły się, dlaczego wydałem jednocześnie chrześcijańskie Opowieści z Narnii i satanistycznego Harry’ego. Pytałem, dlaczego nie podoba im się Harry Potter. Odpowiedziały, że w powieści są symbole antychrześcijańskie. Zapytałem, gdzie je znajdują. Powiedziały mi, że w scenie na cmentarzu jest odwrócony krzyż. Ja nie pamiętałem tego, ale one były pewne. Pomyślałem, że Rowling popełniła błąd. Wróciłem do Poznania, dwa razy czytałem tę scenę po angielsku i raz po polsku. Nie ma tam takiego symbolu. Wydaje mi się, że kiedy ludzie widzą coś, czego nie ma, to znaczy, że się tego boją. W tym wypadku boją się magii. Zgadzam się, że trzeba być w tej dziedzinie ostrożnym. Po wydaniu Harry’ego Pottera dość często dostawaliśmy propozycje publikacji książek będących zaproszeniem do wiary w magię. Nigdy ich nie przyjęliśmy.

Osobisty wróg Harry’ego

Zdecydowanym przeciwnikiem Harrego Pottera jest ksiądz Aleksander Posacki. W swoim artykule zamieszczonym w styczniu w „Naszym Dzienniku” przeanalizował między innymi imię i nazwisko Harry Potter według tradycji numerologicznych i doszedł do przekonania, że daje to liczbę 11, a satanista anglikański Alistair Crowley lubił numer jedenaście. Na marginesie powiem, że jeden z kolegów podobną metodą przeanalizował nazwisko Posacki i też wyszło 11.

Zastanowiłem się nad kwestią numerologii i stwierdziłem, że bohaterka książki, Hermiona, kilka razy mówi, że uczy się numerologii, idzie na zajęcia z numerologii, ale nigdy Rowling nie opisuje sytuacji, kiedy Hermiona stosuje wiedzę tam zdobytą, żeby rozwiązać jakiś problem, zdecydować, czy ufać człowiekowi czy nie. Numerologia w akcji powieści nie ma żadnego zastosowania. Stosuje ją za to ksiądz Posacki.

Ks. Posacki dużo mówi o inicjacji. Przypatrzyłem się powieści i doszedłem do wniosku, że Harry Potter nie miał żadnej inicjacji. Dostał list zapraszający do szkoły, dowiedział się, że jest czarodziejem, ale żadnych obrzędów inicjacyjnych nie ma. Z wykształcenia w Hogwarcie można dobrze skorzystać, tak jak to uczynił Harry Potter, albo źle, jak to było w przypadku Toma Riddle’a, czyli późniejszego Lorda Voldemorta. Wybór nie jest automatyczny, wynika z decyzji bohaterów. W każdym z tomów Harry ma wybór między tym, co jest łatwiejsze, i tym, co dobre. Dzięki Bogu wybiera to, co jest dobre, i zostało to wyraźnie podkreślone. Znamienne, że w świecie Rowling czarodzieje podlegają pokusom. Nawet Dumbledore miał pokusę sięgnięcia po władzę nad światem, chciał wprowadzić nowy porządek dla większego dobra, ale śmierć siostry spowodowała, że uznał, iż nie tędy droga.

Miłość i śmierć

Innym wartym podkreślenia faktem jest rola miłości. Harry’ego Pottera ocaliła miłość matki, która oddała za niego życie, i Lord Voldemort nie może go dotknąć. Dumbledore twierdzi, że Harry’ego chroni starożytna magia, czyli miłość. Sam Voldemort widzi, że Harry ma to, czego on nie ma, czyli miłość. Zarówno Harry Potter, jak i Tom Marvolo Riddle vel Lord Voldemort mieli trudne dzieciństwo. Tom przebywał w sierocińcu, Harry w rodzinie zastępczej z okropnym wujkiem i ciocią. Różnią się tym, że matka Toma Riddle’a umarła tuż po porodzie i Tom pierwsze dziesięć lat życia spędził pod instytucjonalną opieką sierocińca. Matka Harry’ego zginęła, kiedy jej syn miał rok. Harry tego czasu nie pamięta, ale doświadczył, kim byli kochający rodzice. Tu tkwi istota różnic między nimi. Kiedy Tom spotka się z przyjaźnią i miłością w Hogwarthcie, jest na nie zamknięty. Harry potrafi z tego daru skorzystać.

Bardzo ważny jest wątek podejścia do śmierci. Lord Voldemort chce być nieśmiertelny, robi wszystko, żeby nie podlegać śmierci. Podzielił swojego ducha na horkruksy, rozdzielił swoją duszę i umieścił jej cząstki w różnych przedmiotach. Harry Potter cały czas, zwłaszcza w trzecim i w ostatnim tomie, przygotuje się na śmierć, ma świadomość, że musi umrzeć, ale wie, że wcześniej musi podjąć walkę. Dumbledore traktuje śmierć w podobny sposób. To bardzo zdrowe i chrześcijańskie podejście. Musimy zgodzić się na życie, w którym Pan Bóg nas postawił, na nasz los.

* * *

Jeśli dziecko wierzy, że fizycznie istnieje św. Mikołaj lub Gwiazdor, że przynosi on prezenty, to jest za małe na czytanie Harry’ego Pottera. Jestem jednak pewien, że młodzież odróżnia fantazję od rzeczywistości. Oczywiście, mogą zdarzyć się wypadki, że ktoś pójdzie za daleko, bo uwierzy, że może czarować, ale wydaje mi się, że mało które dziecko będzie wierzyło, że można uprawiać magię w stylu książkowego Harry’ego Pottera.

wysłuchał Paweł Kozacki OP

Wierzę w siłę wyobraźni
Robert Gamble

(1938-2020) – amerykański duchowny anglikański szkocko-irlandzkiego pochodzenia, pastor Amerykańskiego Protestanckiego Kościoła Episkopalnego, w latach 80. zaangażowany w rozwój ruchu Anonimowych Alkoholików w Polsce, od 1991 r. mieszkający w Polsce, założyciel i właściciel...