Wietrzne miasto
fot. lerone pieters / UNSPLASH.COM

Wietrzne miasto

Trudno powiedzieć – rozjaśnia się czy ściemnia? Chmury wiszą nisko, ciężkie i wilgotne. Nie przepycha ich potężny wiatr, od którego nadymają się wszystkie królewskie flagi i marszczy woda w kanałach. Pod ścianami mrocznego Christiansborgu tworzą się trąby powietrzne. Wysuszone liście i śmieci przygnane podmuchami z klubów i restauracji wirują razem, unoszą się aż do okien na pierwszym piętrze pałacu, od rana rozświetlonych żyrandolami. Ulatujące śmieci wyglądają jak mieszanka szaleństw ubiegłej nocy i wspomnień o cieplejszych, jaśniejszych dniach. Okruchy przeszłości, nieproszone w pałacowych wnętrzach. Grudniowe poranki w Kopenhadze niczego nie obiecują – ani popołudniowych przejaśnień, ani bezwietrznego wieczora, ani odrobiny koloru w miejsce jednostajnej szarości. Miasto stoi nieporuszone, wyłożone kostką i kamienne. Szczególnie tu, gdzie rezyduje majestat władzy. Co prawda, królowa przeniosła się trochę na wschód, ale parlamentarzyści zostali. Oni i spokojne, milczące konie w królewskich stajniach. Wyprowadzane na obszerne wybiegi w płaszczach chroniących przed chłodem i deszczem, a potem myte, osuszane i odprowadzane do boksów. Nad każdym wisi zdobiona tabliczka z imieniem, każdego strzeże niewielka złota zasuwka. W stajni jest jasno, sucho i ciepło. Jakby to było dobrze – przywrzeć do ciepłej końskiej głowy, przytulić się do gładkiego boku. Wszystkie dostały śniadanie – jedzą bez pośpiechu i chyba bez smaku. Unoszą łby, gdy się zbliżam. Przez chwilę patrzymy sobie w oczy.

W ogrodach Biblioteki Królewskiej grupka niemieckich turystów kuli się jak stado gołębi. Puchowe kurtki, czapki i zaciśnięte szaliki upodabniają ich do szkolnych uczniów. Trochę komicznych, z tymi śmiertelnie poważnymi minami. Stoją zdyscyplinowani, słuchają o tym, że w miejscu, w którym właśnie się znajdują, dawniej była woda. Obracają się wokół, zadzierają głowy. Albo mają w sobie prawdziwą ciekawość, albo udają, by jakoś uzasadnić swoje położenie. Jest przecież wcześnie, duje lodowaty wiatr, wokół eleganckie, ale ponure mury i ogołocone konary, a oni zapłacili krocie, by dzięki wycieczce poczuć uczestnictwo w historii, znaleźć się w niezwykłej i nie wszystkim danej opowieści. Zawieszają na chwilę wzrok na pomniku, po czym odchodzą – ramię przewodniczki uniosło się jak drogowskaz. W pustym znów ogrodzie para kaczek drepce alejką ku wzburzonym wodom fontanny.

Zostało Ci jeszcze 46% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się