Wola Boża źródłem pokoju

Wola Boża źródłem pokoju

Cierpienie, aby mogło być owocne, nie musi zostać dobrowolnie przyjęte. Może się zdarzyć, że cierpienie jest tak okrutne, że po prostu przekracza siły człowieka, ale z tego powodu nie jest daremne ani absurdalne. Istnieje tajemnicza wspólnota między ludźmi – w Kościele nazywamy ją wspólnotą świętych – która sprawia, że jeden może mówić „tak” za drugiego.

Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez proroka.

Mt 2,15

Syn Boży przyszedł na świat ciemności. Od pierwszej chwili wisi nad Nim groźba śmierci. Złe moce reprezentuje Herod, który zaniepokojony opowieścią o gwieździe, posługuje się podstępem i siłą, aby pozbyć się nowo narodzonego króla.

Bóg ma plan wobec swego Syna, wobec Świętej Rodziny. Herod próbuje go zniweczyć. Dzięki temu, że Józef jest posłuszny Bożym natchnieniom, nikczemne plany Heroda upadają, a Boże zostają urzeczywistnione. Jak refren powraca: Józef zostaje wezwany, by coś uczynił, i Józef odpowiada na Boże wezwanie. Po raz pierwszy, kiedy ukazała się gwiazda na niebie: „…anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu»… On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu” (Mt 2,13–14). Po raz drugi, gdy Herod umarł: „…Józefowi w Egipcie ukazał się anioł Pański we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i idź do ziemi Izraela»… On więc wstał, wziął Dziecię i Jego Matkę i wrócił do ziemi Izraela” (Mt 2,19–21). Po raz trzeci Józef miał objawienie w czasie snu, że nie ma osiedlać się w Judei: panował tam bowiem Archelaos, syn Heroda. Józef posłuchał nakazu Boga i udał się w stronę Galilei (Mt 2,22–23).

To wydaje się takie proste: Józef otrzymuje nakaz od Boga — i spełnia go. To całkiem oczywiste. Tak samo i my byśmy postąpili, gdyby Bóg do nas przemówił. Któż odważyłby się powiedzieć Bogu „nie”? Może jednak nie było to takie proste dla Józefa, jak nam się wydaje? To, czego Bóg od niego żądał, było bolesne: uciekać do obcego kraju, ze swą małżonką i nowo narodzonym dzieckiem, nie pociągiem ani samolotem, ale pieszo, do kraju, którego języka nie znał, o którym wiedział, że nikt tam na niego nie czeka. To była tragedia.

Sposób, w jaki Józef poznał wolę Boga, też nie był zbyt jasny. Kiedy Maryja ma otrzymać wieść o tym, że stanie się matką Boga, Bóg posyła anioła, który wchodzi do Jej domu i rozmawia z Nią. U Józefa natomiast wszystko dzieje się podczas snu. On tylko śni, że widzi anioła, który do niego mówi. Józef mógł powiedzieć sobie tak: „Och, to był tylko sen”. Bóg objawił swoją wolę Józefowi w sposób, który nie wykluczał jakiegoś stopnia niepewności. Dopiero po dojrzałym namyśle i modlitwie wewnętrznej Józef rozeznał, że wolą Bożą jest, aby wraz ze swoją rodziną uciekał do Egiptu.

Kiedy Biblia opisuje, jak Bóg przemawia do pewnych ludzi, nie znaczy to, że On zawsze czynił to za pomocą wyraźnie dających się usłyszeć słów. W wielu wypadkach ludzie, o których mówi Pismo święte, odbierali głos Boga w swoim wnętrzu, dzięki postawie wewnętrznego zasłuchania, wielkiej czystości serca i często długotrwałej modlitwie. Stopniowo odkrywali, że Bóg żąda od nich czegoś szczególnego. Zupełnie jak chłopak, który stopniowo rozeznaje, że Bóg powołuje go do tego, by został kapłanem. Prawdopodobnie tak Bóg mówił do Abrahama i wielu innych postaci Starego i Nowego Testamentu. Boża mowa nie jest z tego powodu mniej poważna. Nie sądźmy też, że Biblia posługuje się tylko językiem obrazów. Bóg naprawdę mówił do tych ludzi i nadal w sposób tak samo rzeczywisty mówi do nas. Okoliczności życia, wydarzenia, słowa naszych bliźnich i ich postępowanie, natchnienia, które wzrastają i dojrzewają w sercu wierzącego i modlącego się człowieka — wszystko to objawia wolę Boga.

Kiedy słyszymy w Biblii: „Bóg mówi do człowieka”, wyraża to najgłębszą rzeczywistość. My widzimy tylko małe fragmenty i dlatego mówimy o przypadku, zbiegu okoliczności, szczęściu i nieszczęściu. Biblia widzi całość, widzi wielki plan Boga wobec świata i ludzi. Nie wszystko jest bezpośrednim wyborem ze strony Boga. Nie może On wybierać grzechu; ale wszystko, nawet grzech, spożytkuje jako kamienie w budowie powszechnego planu zbawienia. Bóg nie mógł wybrać grzechu Heroda, ale chciał, aby Maryja z Józefem cierpliwie i w postawie zawierzenia ponosili konsekwencje żądzy władzy. Bóg nie mógł bezpośrednio chcieć rzezi niewiniątek w Betlejem, ale było w Jego planie wobec tych dzieci, aby zostały zamordowane, by stały się pierwszymi męczennikami, które przez wieki będą błogosławione przez Kościół. Patrząc tylko ludzkimi oczyma, widzimy jedynie tragedię; ale spoglądając oczyma wiary, wiemy, że dzieci te niczego nie straciły, lecz zyskały wszystko. Naszym zadaniem jest uczyć się patrzeć poprzez zdarzenia i odkrywać Boga jako Pana historii. Nasz los spoczywa w Jego rękach.

Maryja i Józef słuchali Boga, byli otwarci na Jego świętą wolę, która wyrażała się w nieodpartej konieczności ucieczki do Egiptu. I dlatego nic im nie mogło zaszkodzić. Bóg przeprowadzał ich przez wszystkie niebezpieczeństwa do miejsca, na którym chciał ich mieć.

Tak dzieje się i z nami, kiedy próbujemy, wciąż od nowa, mówić „tak” Bożej woli, jaka się nam objawia przez okoliczności życia.

Boże Narodzenie głosi przyjście na świat Jezusa — Światłości, która rozświetla tę mroczną ziemię. Zbyt łatwo odnosimy wrażenie, że Boże dzieło zostanie zahamowane i zniweczone przez grzech, który jest na świecie. Bóg przeprowadza swoje dzieło pomimo wszystko i wszystkich. Nawet nasz własny grzech nie może przeszkodzić Jego dziełu. Wystarczy, byśmy pełni żalu i ufności powracali do Niego.

Ewangelia opowiadająca o morderstwie niewinnych dzieci może nam pomóc wniknąć głębiej w tajemnicę, jaką jest cierpienie. Ktoś napisał do mnie: „Wydaje się, że Jezus przyszedł, aby zbawić zgubionych, lecz ich cierpienie jest niezmienne, jak było w czasach przed przyjściem Jezusa — dzieci są krzyżowane jedno po drugim, a dorośli wpadają w nieuleczalne choroby psychiczne z powodu nadmiaru cierpienia. Jak Bóg Ojciec może na to wszystko patrzeć! Jeżeli cierpienie posunęło się tak daleko, że człowiek nie chce już dłużej żyć, kiedy w obłędzie choroby psychicznej popełnia samobójstwo, jaki jest wówczas sens cierpienia? Czym jest owoc oczyszczenia, o którym tak chętnie mówi się w kontekście chrześcijaństwa? Gdzie jest owoc oczyszczenia, kiedy Ojciec «oczyścił» dziecko aż do tego stopnia, że aż sam Ojciec zniknął?”.

To straszne pytania, pytania, które stały się niezwykle aktualne w naszych czasach, ponieważ człowiek posunął się tak daleko w swoim rozwoju, że może pozbawić swego bliźniego zdolności do dobrowolnego przyjęcia cierpienia i nadawania mu sensu. Wystarczy kilka zastrzyków, aby doprowadzić drugiego do choroby psychicznej, tak aby już nawet nie umiał powiedzieć Bogu „tak”. I faktycznie człowiek pilnie korzysta z tej możliwości.

Myślę, że to, co się stało z niewinnymi dziećmi w Betlejem, może rzucić nieco światła na tę tajemnicę. Wprawdzie małe dzieci zostały zamordowane ze względu na Chrystusa, ale dobrowolnie nie oddały za Niego swego życia. Nie powiedziały: „Dzięki Ci, dobry Boże, że możemy umierać jako męczennicy”. Przeciwnie, możemy przypuszczać, że głośno krzyczały i z całej siły broniły się przez żołnierzami Heroda. Jednak Kościół nigdy nie wahał się uznawać tych dzieci za męczenników, od początku są czczone jako święte. Również do ich cierpienia i śmierci odnoszą się słowa Tertuliana, że krew męczenników jest posiewem nowych chrześcijan.

Najwyraźniej nie jest zupełną prawdą, że cierpienie, aby mogło być owocne, musi zostać dobrowolnie przyjęte. Może się zdarzyć, że człowiek nie jest jeszcze w stanie albo już dłużej nie jest w stanie mówić Bogu „tak”; może się zdarzyć, że cierpienie jest tak okrutne, że po prostu przekracza jego siły, ale z tego powodu nie jest daremne ani absurdalne. Istnieje tajemnicza wspólnota między ludźmi — w Kościele nazywamy ją wspólnotą świętych — która sprawia, że jeden może mówić „tak” za drugiego.

Możemy sobie wyobrazić, jak cierpiała Maryja, kiedy usłyszała, że w Betlejem z powodu Jej Syna wymordowano dzieci. Przyjęła w siebie cierpienie tych dzieci i ich rodziców, za nich odpowiedziała „tak”; przyniosła Bogu to, czego oni sami nie mogli przynieść.

tłum. Justyna Iwaszkiewicz

Wola Boża źródłem pokoju
Wilfrid Stinissen OCD

(ur. 10 stycznia 1927 r. w Antwerpii, Belgia – zm. 30 listopada 2013 r. w Tågarp, Szwecja) – belgijski karmelita bosy, doktor filozofii, współzałożyciel klasztoru w szwedzkim Norabby, znany w całej Skandynawii rekolekcjonista, ważna postać nie tylko szwedzkiego chrześcijańst...