Wstyd i nienawiść

Wstyd i nienawiść

Spoglądam na Rzym z wysokości piątego piętra Kurii Generalnej jezuitów. I nie odczuwam wstydu! A przecież według większości komentatorów polskich mediów powinienem się wstydzić. Za co? Za Polskę! Za nowy rząd, za Leppera, Giertycha, a przede wszystkim za Ojca Dyrektora… Pewien mieszkaniec miasta Łodzi z powodu wstydu za Polskę chce się zrzec polskiego obywatelstwa i zostać bezpaństwowcem. Niektórzy twierdzą, że wstyd teraz pokazać się za granicą jako Polak. Inni znowu przekonują, że poczucie wstydu każe nam z Polski czym prędzej wyjeżdżać. A ja się nie wstydzę! Zbyt długo mieszkałem poza Polską, aby dać sobie wmówić, że Polska odstaje od standardów europejskich i że inne narody są szczególnie mądre i szlachetne, a u nas wciąż ksenofobia i zaścianek. Patrzę na włoskie, francuskie i niemieckie elity polityczno–społeczne i nie popadam we frustrację. Wręcz przeciwnie! Niekiedy mam wrażenie, że u nas jest więcej rzeczywistego pluralizmu, a mniej knebla politycznej poprawności.

Pamiętam, gdy za komuny przyszła do mojej mamy pewna znajoma, chcąc pochwalić się koronką, którą nabyła w Niemczech zachodnich. Mama spojrzała i mówi, że w koronce jest dziura. A na to znajoma: „Ale to jest koronka z Niemiec!”. Mam wrażenie, że podobnie do znajomej mamy zachowuje się w Polsce wielu komentatorów życia polityczno–społecznego. Pełni kompleksów chętnie dokładają Polsce i Polakom, bo taka postawa jest dziś w pewnych środowiskach trendy. Nie wiedzieć dlaczego, miałaby wskazywać na otwartość wobec tego, co europejskie i światowe. W konsekwencji wypowiedź jakiegoś berlińskiego oszołoma na temat nietolerancji w Polsce podnoszona jest do rangi objawienia gorzkiej prawdy o ludziach znad Wisły.

Wiele rzeczy w Polsce mi się nie podoba. Chciałbym to i owo zmienić, choć najczęściej czuję się bezradny. Marzę sobie, że kiedyś będzie lepiej i sensowniej… Ale nie lubię pseudointelektualnej histerii, która każe np. miesiącami rozprawiać o ks. Jankowskim lub dyrektorze toruńskiej rozgłośni i robić z nich temat numer 1 we wszystkich mediach. Od rana do wieczora, a czasem w nocy, zajmuję się sprawami dotyczącymi życia Kościoła, ale oto okazuje się, że żyję na obrzeżach życia kościelnego, bo w moim prowincjalskim zabieganiu Radio Maryja w ogóle nie jest problemem do rozwiązania. Jedni jezuici je lubią, a drudzy nie, a od czasu do czasu ktoś przechodzi z jednego obozu do drugiego. Zadzwonił do mnie pan z PAP–u i zapytał: „Czego jezuici spodziewają się po 2 maja?”. Zaskoczony zapytałem, cóż to za wydarzenie ma nastąpić tego właśnie dnia. „Jak to – wykrzyknął pan z PAP–u – przecież 2 maja biskupi podejmą decyzję w sprawie Radia Maryja!”. Odpowiedziałem, że w maju jezuici mają wyjątkowo dużo duszpasterskiej pracy, lecz nic nie słyszałem, aby z wypiekami na twarzy, z poczuciem wstydu lub „bezwstydnie”, czekali właśnie na 2 maja.

Dywagacjom na temat wstydu towarzyszy niejednokrotnie dyskurs o nienawiści. Okazuje się, że kazania wiejskich proboszczów to nic w porównaniu z misyjnym moralizatorstwem niektórych znanych z mediów postaci. Bardzo chętnie rozdzierają szaty i wskazują z bólem na tych, którzy nienawidzą. Nie wystarczy powiedzieć, że ktoś głosi poglądy, które ja uważam za błędne lub po prostu głupie z powodu określonych racji. Ba! O racjach w ogóle się nie wspomina. Za to wali się między oczy stwierdzeniem, że mój oponent mówi to, co mówi, ponieważ ogarnięty jest nienawiścią. A skoro nienawidzi, to nie trzeba się spierać z nim za pomocą argumentów. Trzeba natomiast wyrzucić go z kręgu ludzi przyzwoitych, z którymi można ewentualnie porozmawiać. Jakże często werbalni miłośnicy wolności słowa w miejsce zasady: „Żyj i pozwól innym żyć”, stosują zasadę: „Żyj i pozwól innym umrzeć”. I tak z gębą pełną frazesów o tolerancji i otwartości wyklucza się tematy i ludzi ze społecznej dyskusji – z jednymi pije się wódkę, a drugich wysyła na Madagaskar. Nie zapomnę, gdy pewien znany dziennikarz zaprosił do studia księdza, który spokojnie i rzeczowo przekonywał, że nie można żyć nauczaniem Jana Pawła II, a jednocześnie popierać legalizację związków homoseksualnych. Dziennikarz dobrotliwie słuchał duchownego, a na koniec skonstatował: „Dziękuję Księdzu za rozmowę i życzę, aby Ksiądz nie miał w sobie tyle nienawiści”, i wyłączył rozmówcy mikrofon. No cóż! Za taki numer dziennikarz moralizator niewątpliwie zarobił na to, aby ktoś – że sięgnę do klasyka – dał mu w papę. Tyle że nie warto, bo utwierdziłby się jeszcze w przekonaniu, że myśleć inaczej od niego znaczy nienawidzić.

Spoglądam na Rzym. Imponujący widok. Cieszę się, że odwiedzę ludzi i miejsca… Za tydzień wrócę do Warszawy. Bez wstydu i bez posądzania innych o nienawiść. Co nie znaczy, że bez chęci spierania się o różne sprawy.

Wstyd i nienawiść
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....