Wybrukowana czaszkami biskupów

Wybrukowana czaszkami biskupów

To ponura metafora, może zbyt ponura. Pochodzi z recenzji książki Philipa F. Lawlera The Faithful Departed: The Collapse of Boston’s Catholic Culture […]. Recenzję przygotował biskup Fabian Bruskewitz z Lincoln w Nebrasce.

Pisze w niej: „Mistrzowska analiza Lawlera jest przygnębiająca i dostarcza silnego bodźca do autentycznej odnowy. Jeśli św. Jan Chryzostom się nie mylił, twierdząc, że droga do piekła jest wybrukowana czaszkami biskupów, to błędem byłoby, gdyby jakiś biskup lub ksiądz tej książki nie przeczytał”. Biskup Bruskewitz i Philip Lawler są pewni, że Chryzostom miał rację.

Książka ta składa się jakby z dwóch części: jednej o tym, co stało się z katolicyzmem w Bostonie, i drugiej opisującej skandal seksualnego molestowania w Kościele amerykańskim. Boston to synekdocha, za którą kryje się, trzeba to przyznać, dużo, dużo więcej. Potem jednak temat Bostonu zostaje zupełnie porzucony, aby można się przyjrzeć temu, co się stało i co nadal się dzieje we wszystkich diecezjach kraju.

Ocena, którą otrzymujemy, jest przytłaczająca, a winą wyraźnie obarcza się amerykańskich biskupów. Lawler jest oburzony, lecz kontroluje swoje emocje, co przynosi mu chlubę. Niekiedy jego sądy bywają ostre, jednak w obliczu dowodów właściwie nie mogą być inne. W całej książce czuje się miłość do Kościoła, solidną ortodoksyjność autora i jego tęsknotę za duchową i moralną odnową. Lawler przez długi czas był redaktorem „Catholic World Report”, a przez kilka lat, za kardynała Bernarda Lawa, redaktorem archidiecezjalnej gazety „The Pilot”. Jego opinia na temat Lawa, który w grudniu 2002 roku został zmuszony do rezygnacji z urzędu arcybiskupa Bostonu, sprawia wrażenie próby najlepszej interpretacji czegoś, co w sposób bezsporny nie dawało się obronić. „Tezą książki – pisze Lawler – jest to, że skandal seksualnego molestowania w katolicyzmie amerykańskim nie tylko pogarszał sytuację Kościoła, lecz wręcz wywołał dążenie przełożonych Kościoła, by poświęcić to, co zasadnicze, na rzecz nieistotnego; by instytucję ludzką wesprzeć nawet ze szkodą dla boskiego mandatu”. Przez cały czas biskupi reagowali na ten kryzys jako przedstawiciele instytucji, wykorzystując medialne wybiegi, aby zwodzić opinię publiczną, uchylać się i odwracać uwagę od własnej odpowiedzialności. Lawler kilkakrotnie przywołuje lakoniczną uwagę św. Augustyna: „Bogu niepotrzebne jest moje kłamstwo”. Biskupi kłamali, mówi Lawler, a wielu z nich kłamie nadal. To stwierdzenie ma być nie tyle oskarżeniem, ile wnioskiem, który – jak uważa autor – nasuwa się na podstawie dowodów.

„Pierwszy aspekt skandalu, molestowanie seksualne dzieci, został uznany i nim się zajęto – pisze Lawler. – Drugi aspekt, homoseksualizm szerzący się wśród księży katolickich, został uznany, lecz nim się nie zajęto, a później wręcz się go wyparto […]. Trzeci aspekt skandalu nigdy nie został uznany przez amerykańskich przełożonych Kościoła”. Ten trzeci aspekt, nadużywanie władzy przez biskupów, „jest dzisiaj najpoważniejszy z wszystkich”.

Ponad 80 procent zgłaszanych przypadków molestowania dotyczyło nastoletnich chłopców. Oczywiście nie obejmuje to niezliczonych przypadków seksu z mężczyznami pełnoletnimi, ponieważ one, jak utrzymywało kilku biskupów, dla Kościoła nie są problemem – prawnym ani finansowym. Problemy duchowe i moralne najwyraźniej nie odgrywają żadnej roli. Taką sytuację można nazwać jedynie demoralizacją. Lawler obszernie cytuje artykuł autorstwa księdza Paula Shaughnessy’ego opublikowany w 2000 roku, jeszcze przed tym, jak na pierwsze strony gazet trafił skandal w Bostonie:

Jeśli przyjrzymy się jakiejkolwiek obdarzonej zaufaniem instytucji w jakimkolwiek momencie historii, czy będzie nią policja, jednostka wojskowa, czy wspólnota religijna, to z pewnością stwierdzimy, że, powiedzmy, na stu ludzi pięciu jest łajdakami, pięciu bohaterami, a reszta ani tym, ani tym. Są zwykłymi prawymi ludźmi, którzy łączą moralną bojaźliwość z moralną odwagą. Kiedy instytucja jest zdrowa, ogólny ton nadaje odważniejsza mniejszość, a mniej odważna, lecz karna większość z nią współpracuje, aby zminimalizować niewłaściwe postępowanie. Co ważniejsze, zdrowa instytucja przeważnie potrafi znaleźć własne zepsute jabłka i je usunąć, zanim całość zostanie osłabiona. Jednakże kiedy instytucja się demoralizuje, jej duch przewodni w jakiś tajemniczy sposób opuszcza moralnie nieustraszoną garstkę i wówczas instytucja zaczyna się zajmować ochroną samej siebie przed kryzysami zewnętrznymi, a przestaje się interesować problemowymi członkami, którzy podkopują jej misję. Na przykład kiedy mówimy, że jakaś jednostka policji jest skorumpowana, zazwyczaj nie mamy na myśli tego, że każdy policjant bierze łapówki – w istocie może tylko pięciu na stu je wzięło. Chodzi nam raczej o to, że ta jednostka nie potrafi już diagnozować i leczyć własnych problemów. W konsekwencji, jeśli ma dojść do reformy, to trzeba sprowadzić siły zewnętrzne, aby przeprowadziły zmiany.

Lawler dodaje: „Wpływ homoseksualistów na amerykańskie duchowieństwo sam w sobie nie był przyczyną kryzysu molestowania seksualnego. Demoralizacja – skutek tego wpływu – była czynnikiem o wiele poważniejszym”. Autor książki niezwykle ostrożnie odnosi się do teorii zaproponowanej przez grupę komentatorów tego kryzysu, mówiącej, że biskupi zaangażowali się w próbę zatuszowania i inne oszustwa, ponieważ zagrożono im homoseksualnym szantażem. Cytuje wiele przykładów, w których – jak się wydaje – mamy z tym do czynienia. Biskupom pozwalano składać rezygnację, kiedy ich złemu postępowaniu nie można już było zaprzeczyć. „Hipoteza szantażu – pisze – podaje logiczne wytłumaczenie postępowania, które inaczej jest niewytłumaczalne, a mianowicie gotowości biskupów, aby narażać dobro wiernych i własną reputację po to, by chronić seksualnie agresywnych księży”.

Molestowanie seksualne to temat prawdziwie sensacyjny. Lawler usiłuje się jednak oprzeć pokusie pogoni za sensacją. Jego na ogół trzeźwa ocena kryzysu wydobywa na światło dzienne szerszy wzorzec biskupiej nieodpowiedzialności, polegającej na tym, by przystosować Kościół do kulturowej dekadencji i tym samym mieć w niej swój udział. Jak czytelnicy wiedzą, molestowanie seksualne – jego źródła i konsekwencje – są tematem regularnie podejmowanym przez „First Things”. Prawdopodobnie będę więc powracał do The Faithful Departed w tym czasopiśmie. W wielu punktach nie zgadzam się z Philipem Lawlerem. Na przykład wydaje mi się, że oceniając konflikt ojca Leonarda Feeneya i kardynała Cushinga z lat czterdziestych, był za mało krytyczny w stosunku do ojca Feeneya. Feeney posunął się za daleko w sposobie, w jaki obstawał przy twierdzeniu, że jedynie katolicy mogą być zbawieni. Poza tym Lawler oprócz tego, że krytykuje przystosowywanie się Kościoła do reguł kultury, zdradza nostalgię za bostońskim katolicyzmem, który „upadł”, mimo że był na swój sposób dobitnym przykładem kulturowego przystosowania się, aczkolwiek przykładem instytucjonalnie odnoszącym sukcesy.

Mimo różnych zastrzeżeń The Faithful Departed jest do tej pory najlepszą opublikowaną książką, która zajmuje się kryzysem seksualnego molestowania, jego źródłami oraz szerszymi konsekwencjami.

przeł. Justyna Grzegorczyk

Recenzja książki Philipa F. Lawlera, The Faithful Departed: The Collapse of Boston’s Catholic Culture (Wierni, którzy odeszli: Upadek katolickiej kultury Bostonu).

Wybrukowana czaszkami biskupów
Richard John Neuhaus

(ur. 14 maja 1936 r. w Pembroke, Kanada – zm. 8 stycznia 2009 r. Manhattan, Nowy Jork) – amerykański kapłan (początkowo pastor luterański, a po konwersji ksiądz katolicki), pisarz, wybitny amerykański intelektualista, współpracował z pastorem Martinem Lutherem Kingiem, publi...