Z Kanonu mszy świętej

Z Kanonu mszy świętej

Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie, Tobie, Boże, Ojcze wszechmogący, w jedności Ducha Świętego, wszelka cześć i chwała, przez wszystkie wieki wieków.

„Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie”

Dość łatwo mówić nam „przez Chrystusa”, przez którego wysłuchane są nasze modlitwy. Trudniej powiedzieć „z Chrystusem”, bo nie zawsze wiemy, czy jesteśmy z Nim, czy nie. Są kraje, w których żyją bogaci chrześcijanie, kaznodzieje ze złotymi zębami, a jubilerzy wyrabiają złote krzyżyki jak biżuterię, ludzie zaś modlą się: „Panie Jezu, bądź, ale żeby nigdy nie było krzyża!”. Mają Jezusa, ale nie chcą krzyża.

Kiedy jesteśmy z Jezusem? Wtedy, kiedy idziemy z Nim ukrzyżowanym i dźwigającym krzyż.

Najtrudniej być „w Chrystusie”. Być w Nim znaczy być w niepozornej Hostii, w ciągłej ofierze, w oddawaniu swojego życia z miłości, być w sercu wiecznej mszy świętej i ofiarowywaniu wszystkiego Panu Bogu poprzez Jezusa.

„Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu”

Czy rozumiemy te słowa? Nieraz pewne wyrazy mówimy bezwiednie, jakby nam zamarzły. Jeden z uczniów Platona zanotował, że w jakimś kraju była tak sroga zima, że słowa zamarzały w powietrzu. Dopiero kiedy przyszła wiosna i wszystko stajało, zaczęto słyszeć wszystko to, co mówiło się zimą.

Może dziś słowa wymawiane po konsekracji jakby trochę zamarzły? Trzeba je odchuchać, odnaleźć żywą treść.

Co to znaczy: „Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu”?

Nigdy nie powiemy: głosimy śmierć Mahometa, Konfucjusza, Buddy, Platona. Żyli oni tak dawno, więc na pewno pomarli. Nikt nie powie: głoszę, że pada śnieg, deszcz; głoszę, że płynie rzeka. To są bowiem rzeczy oczywiste.

Z Ewangelii wiemy o tym, że Jezus umarł. Przebito Mu bok, pochowano Go w grobie.

Głosić można prawdę nieoczekiwaną. Co to znaczy, że głosimy śmierć Pana Jezusa? Może jest w tym straszny pesymizm, bo wydaje się nam, że Jezus umarł w świecie, umarł w Kościele i w niektórych ludzkich sercach?

Na Zachodzie często kościoły stoją puste. Nie ma powołań. Wydaje się, jakby Pan Jezus umarł w niektórych, nawet chrześcijańskich, duszach. Nikt jednak nie głosiłby takiego pesymizmu.

Głosimy śmierć Jezusa jako śmierć ludzką, ale całkiem inną od wszystkich śmierci na świecie. Nikt nie miał takiej śmierci. Chrześcijańscy męczennicy umierali na stosach, krzyżach, w paszczach zwierząt, ale te śmierci były zaledwie odblaskiem śmierci Jezusa. Męczennicy, którzy nie byli chrześcijanami, ginęli za naukę, przekonania, ale nie za to, za co zginął Jezus.

Śmierć Jezusa jest niezwykła, śmierć Boga–Człowieka, który umiera z miłości do Boga i ludzi. Głosimy tę niezwykłą prawdę niezwykłej śmierci, śmierci ludzkiej, prawdziwej, autentycznej, niepodobnej do żadnej innej. Śmierci wzniosłej i tak wielkiej, że sama podpowiada myśl o zmartwychwstaniu.

Kardynał Józef Ratzinger zapisał, że kiedy słyszy podczas pogrzebu Pasję Beethovena o męce Jezusa, czuje w tej muzyce wielką radość, pogodę, bo samo opowiadanie o wzniosłej śmierci podpowiada mu prawdę o zmartwychwstaniu.

„Wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale”

Wierzymy, że Jezus zmartwychwstał, jest na co dzień z nami w komunii świętej, w eucharystii. Jest w głoszonym słowie Bożym. Jest tam, gdzie spotykamy się na wspólnej modlitwie. „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20).

Nasza wiara nie jest tylko teorią czy składem prawd, ale jest wiarą żywą. Wszyscy krążymy wokół Jezusa i chcemy Go zobaczyć. Jest w nas stała tęsknota za widzeniem Jezusa. Chcemy zobaczyć Go w chwale, bo widzimy w niepozornej szacie.

Kiedy zobaczymy Jezusa w chwale?

Przyjdzie moment, kiedy ukaże się sens cierpienia Jezusa, sens Jego śmierci, krzyża, wszystkich klasztorów, powołań kapłańskich i zakonnych, każdego umartwienia, samotności, upokorzenia, zniesionego w imię Pana Jezusa.

To jest chwała Jezusa. Zobaczymy ją, jak również zrozumiemy prawdziwy sens miłości.

Jak naprawdę jest z miłością? Nieraz ktoś poświęcony Bogu rozpacza, że przestał kochać Pana Jezusa. Mówi: „Nie kocham Boga, bo nie napływają mi łzy do oczu, kiedy się modlę. Nie kocham Boga, bo na modlitwie przed Najświętszym Sakramentem czuję chłód w sercu. Kiedyś było inaczej. Co to się stało?”.

Miłość to trwanie przy Jezusie, przy wierze w chwilach niepogody, przy zgasłym słońcu. Trwanie w swoim powołaniu.

Przyjście Jezusa w chwale jest objawieniem miłości, która — wydawałoby się — nie jest miłością, tylko męką, cierpieniem. To trwanie przy Jezusie we wszystkich trudniejszych chwilach.

Powyższe fragmenty, wybrane i opracowane przez Aleksandrę Iwanowską, pochodzą z książki Przed spowiedzią świętą, która ukazała się nakładem Wydawnictwa „W drodze”.

Z Kanonu mszy świętej
ks. Jan Twardowski

(ur. 1 czerwca 1915 r. w Warszawie – zm. 18 stycznia 2006 r. w Warszawie) – Jan Jakub Twardowski, polski ksiądz rzymskokatolicki, prałat honorowy Jego Świątobliwości, poeta, przedstawiciel współczesnej liryki religijnej....