„Z zainteresowaniem przeczytałem…”,  „Próba odpowiedzi”

„Z zainteresowaniem przeczytałem…”, „Próba odpowiedzi”

Z zainteresowaniem przeczytałem analizę ostatnich dziesięciu lat w Polsce („Przegrana walka o pamięć”, „W drodze” 2/2003), mimo iż nazwisko autora pana Niesiołowskiego kojarzyło mi się raczej z ekstremalną osobą ze skrajnej prawicy, dyszącą nienawiścią do czasów i ludzi z niedalekiej przeszłości, której ja osobiście wiele pozytywnych rzeczy zawdzięczam. Oczywiście wdzięczność ta dotyczy tylko sytuacji wokół mojej osoby. Na szerszą skalę nie chciałbym polemizować na ten temat.

Zobaczyłem coś, co jest absolutnie zgodne z moją wiedzą, doświadczeniem i wychowaniem, które otrzymałem, oraz coś, co stawia w innym świetle osobę pana Niesiołowskiego.

Mimo iż analiza jest napisana dość skrótowo, oddaje ducha minionych dziesięciu lat. Jednak autor — podobnie jak wielu innych — nie zastanawia się głęboko nad szybką erozją elit politycznych, które doszły do władzy. Erozja ta jest wprost zastraszająca. Ludzie, którzy całe lata walczą o swoje ideały, wspólnie ponosząc trudy i znoje, w momencie osiągnięcia sukcesu natychmiast marnują cały swój dorobek, niszcząc nadzieję społeczeństwa na zmianę ku lepszemu.

A przecież nadzieja ta była motorem sukcesu wyborczego na początku lat 90. Co robić teraz, gdy nie istnieje żaden autorytet, który ten naród pociągnąłby za sobą, gdy młodzież polska boi się służby w wojsku, gdy patriotyzm mierzy się ilością posiadanych pieniędzy, gdy niszczy się pomniki, okrada cmentarze i kościoły, wprowadza nowoczesne niewolnictwo do zakładów pracy (bo czym jest praca bez wynagrodzenia?), gdy niszczy się kulturę narodową poprzez nachalne propagowanie popkultury amerykańskiej…

Takich pytań mógłbym postawić tysiące. Czy na te pytania ktoś mógłby udzielić odpowiedzi? A może do szkół należy wprowadzić przedmiot, który by uczył nasze dzieci wyciągania wniosków z historii, bo tego nie robi nikt, nawet najbardziej „świecznikowi” politycy?

Tak oto nasunęło mi się kilka smutnych refleksji, nad którymi ktoś powinien się chociaż na krótko zamyślić. Nie spodziewam się odpowiedzi. A MOŻE?

Bogdan Laskowski

Próba odpowiedzi

Pytania o erozję elit politycznych po 1989 roku, a także przebijająca z listu pana Bogdana Laskowskiego troska o stan spraw publicznych nie powinny pozostać bez odpowiedzi. Próba odpowiedzi nie powinna w moim przekonaniu ograniczać się wyłącznie do porównania III Rzeczypospolitej z Polską Ludową, ale odnosić do wielu zjawisk i procesów zachodzących w Europie oraz w obszarze szerzej rozumianej cywilizacji i kultury zachodniej. Odzyskanie niepodległości, wolności i rozpoczęcie odbudowywania demokracji w 1989 roku jest wielkim, jednym z najważniejszych w najnowszej historii Polski faktem, słusznie przez wielu historyków, publicystów i polityków porównywanym do „listopadowego cudu” w 1918 roku i wskrzeszenia własnego państwa po 123 latach zaborów i niewoli. Polska jest dziś bezpieczna głównie dzięki przynależności do NATO; graniczymy z przyjaznymi nam demokratycznymi państwami (z wyjątkiem Białorusi rządzonej przez bardziej operetkowy niż groźny reżim), a Rosja, która od 300 lat zagrażała naszemu krajowi i zniewalała go, wróciła do granic mniej więcej z czasów Iwana Groźnego i powoli staje się państwem demokratycznym. Demokratyczne i zintegrowane w strukturach europejskich i atlantyckich Niemcy od dawna nie stanowią w Europie militarnego ani też politycznego zagrożenia. Ostatecznym przekreśleniem ponurego dziedzictwa moskiewskiej i sowieckiej dominacji nad Polską i zniewolenia naszego kraju, czego symbolem w najnowszych czasach była Jałta, będzie przystąpienie Polski do Unii Europejskiej. Stanie się to najprawdopodobniej w 2004 roku i będzie dopełnieniem prozachodniej orientacji w polityce zagranicznej III RP akceptowanej przez większość ugrupowań politycznych w naszym kraju, a kwestionowanej przez grupy posługujące się demagogią, populizmem i wysuwaniem nieziszczalnych roszczeń oraz łamaniem prawa jako metodami uprawiania polityki. Grupy takie są zresztą we wszystkich krajach, czasami — jak ostatnio w Polsce — nabierają pewnego znaczenia, należy je jednak traktować jako nieuniknione koszty demokracji, podobnie jak rozwój pewnych form przestępczości i innych plag społecznych.

Jest też faktem, że znaczna część polityków walczących z komunizmem po osiągnięciu sukcesu zaprzepaściła, zmarnowała swój dorobek, przyczyniła się do zniszczenia nadziei pokładanych w wolności i niepodległości. W pełni zgadzam się z panem Bogdanem Laskowskim i mogę jedynie dodać, że część tych nadziei była nierealna. Nikt z nas, walczących w podziemiu, spędzających miesiące i lata w aresztach śledczych, w więzieniach i w antykomunistycznej konspiracji nie przypuszczał, że samo odsunięcie komunistów od władzy rozwiąże wszystkie ekonomiczne i społeczne oraz inne problemy. Jednak zbyt naiwnie sądziliśmy, że prawa rynku w krótkim czasie pozwolą osiągnąć poziom życia zbliżony do krajów zachodnich, a patologie, takie jak korupcja, przestępczość, alkoholizm, deprawacja itp. są wyłącznie efektem przemocy, kłamstwa i nieudolności komunistycznego rządu. Nie jest to oczywiście usprawiedliwienie dla erozji politycznych elit, głównie prawicowych, które w znacznej części z powodu niewyobrażalnej pychy, głupoty i niekompetencji wielu liderów skompromitowały się w oczach społeczeństwa. Ale jak zawsze, również i w tej dziedzinie każdy odpowiada za siebie. Oczywiście ja także jestem gotowy przyznać się do wielu błędów, pomyłek, fałszywych kalkulacji, decyzji, zachowań. Nie podjąłem wielu działań, które należało podjąć, a za to podjąłem takie, które z perspektywy lat należy oceniać jako niepotrzebne lub nieudane. Zasadniczą winę ponoszą jednak ci, z którymi znaczna część społeczeństwa i prawie cała prawica wiązała po 1989 roku, w różnym czasie i w różnym stopniu, swoje nadzieje i oczekiwania; których nazwiska trwale związane są z dziejami III Rzeczypospolitej.

Nie ponoszę odpowiedzialności za powszechnie znane i kompromitujące działania Lecha Wałęsy, który otaczał się podejrzanymi nieukami w rodzaju Wachowskiego, różnego rodzaju agentami i miernotami, zajmował umacnianiem lewej nogi, niszczeniem prawicowych formacji i polityków oraz wygłaszał niezrozumiałe oświadczenia. Popierałem, dopóki się dało Jana Olszewskiego, który jak dziś widać, okazał się wybitnie nieudolny w zasadzie we wszystkim, czego się dotknął. Nie będę bliżej zajmował się ludźmi w rodzaju Macierewicza, Korwina–Mikkego, Moczulskiego, Kaczyńskiego itd. Wydawało się, że każdy z nich w pewnym momencie działa konstruktywnie, buduje, a nie niszczy, w końcu zaś okazywał się zdolny jedynie do destrukcji, rozkładu i pilnowania przede wszystkim tego, aby nie wyrosła prawicowa konkurencja. Pod tym względem byli dobrymi uczniami Lecha Wałęsy. Na swój sposób działali logicznie — każda prawicowa partia rywalizowała o głosy wyborców i tym samym stanowiła zagrożenie. Los Polski w tej kalkulacji oczywiście nie miał znaczenia, a zapewnienia o trosce o dobro wspólne itp. były jedynie pustą, coraz bardziej zakłamaną retoryką. SLD mógłby nie robić w ogóle nic, prawica przez całe 14 lat III RP zajmowała się jedynie samowyniszczaniem i dlatego dziś praktycznie zeszła ze sceny i jeśli się nie odbuduje, to nic nie zagrozi rządom Millera i jego kompanów. Za to odpowiadają konkretni ludzie. Byłoby uproszczeniem twierdzić, że jest to opis całej prawicowej formacji. W najmniejszym stopniu nie stanowi to także usprawiedliwienia dla postkomunistów, całkowicie niezdolnych do spełnienia przedwyborczych obietnic, nieudolnych, wplątanych w korupcję, tracących gwałtownie poparcie, zdumiewająco bezradnych. Leszek Miller stał się dla nich obciążeniem i mądrzejsi politycy lewicy chcą się go pozbyć. Okazał się tym, czym był zawsze: sprytnym graczem, intrygantem i bezideowym oportunistą, dla którego dorwanie się do władzy było sensem i celem każdego działania.

Byli i są na prawicy ludzie, których uczciwości, prawości i poczucia odpowiedzialności za losy kraju nikt uczciwy zakwestionować nie może: Wiesław Chrzanowski, Zbigniew Romaszewski, Marian Piłka i wielu innych mniej znanych. Całkowicie wolni od pokus, które niesie ze sobą władza, walczący zarówno w czasach dyktatury, jak i w warunkach demokracji parlamentarnej, będący zaprzeczeniem obiegowej opinii, że wszyscy politycy są nieuczciwi i skorumpowani. Jest wielu bardzo uczciwych i kompetentnych ludzi w samorządach, chociaż mitem okazała się opinia o jakiejś zasadniczej różnicy pomiędzy „złym” rządem, a „dobrym”, wolnym od korupcji i z natury uczciwym samorządem. Są ludzie uczciwi na uczelniach, w organizacjach związanych z Kościołem, wśród przedsiębiorców, wśród młodych. Prędzej czy później oni właśnie, zniecierpliwieni „osiągnięciami” dotychczasowych pełnych chorobliwych ambicji kandydatów na zbawców narodu, utworzą formację zdolną do wygrania wyborów, odsunięcia od władzy postkomunistów, zmarginalizowania populistów i demagogów, przejęcia odpowiedzialności za Polskę.

Jest też faktem, że młodzież nie zna historii, z patriotyzmem jest bardzo źle, okrada się kościoły i cmentarze, kultura jest skomercjalizowana, a sytuacja ekonomiczna wielu ludzi bardzo ciężka. Nie ma dziś przywódców zdolnych zjednoczyć większość narodu, tchnąć w ludzi optymizm, stać się niekwestionowanymi autorytetami. Nie bardzo tylko wiem, do kogo skierowana jest pretensja, że tak jest? Nic nie da wprowadzenie do szkół przedmiotu o wyciąganiu wniosków z historii, bo te wnioski są różne. Dla mnie jest to akceptacja naszej przynależności do NATO i UE oraz sojusz z USA, a dla LPR, Samoobrony i innych tego rodzaju grup, wprost przeciwnie. Dla nich celem polityki zagranicznej jest bliska współpraca z WNP i co najmniej zrozumienie dla Saddama Husajna. Moim zdaniem, działania Stanów Zjednoczonych w Iraku są całkowicie słuszne, zmierzają do obalenia despotycznego nieludzkiego reżimu i wyzwolenia narodu irackiego, tak jak alianci w 1944 i 1945 wyzwolili Europę, a także samych Niemców spod dyktatury Hitlera. Dla organizatorów antyamerykańskich demonstracji Hitlerem naszych czasów jest nie wrzucający ludzi do kwasu solnego i obcinający języki swoim przeciwnikom Saddam Husajn, ale prezydent Bush.

Wymienione na wstępie „plagi” są nieodłącznym elementem systemu demokratycznego. Jest oczywiście realnym problemem ich zakres i skala. Zgadzam się, że w Polsce jest ona wyjątkowo duża i wynika z komunistycznych zaszłości oraz działalności polityków niezdolnych do skutecznej walki np. z bezrobociem i przestępczością. Z drugiej strony system demokratyczny, a więc także kapitalistyczny oznacza nieuchronne koszty. Jednym z nich jest dążenie do zysku, bogacenia się, wolność dla wszystkich, a więc także dla opinii i zachowań budzących często zrozumiałą odrazę. Uderza to w kulturę, która musi być chroniona mecenatem państwowym, bo zbyt często przegrywa w rywalizacji ze szmirą. Gospodarka rynkowa to także bezrobocie, realna, a nie pozorna ocena wartości towaru, wolna wymiana handlowa, ostra konkurencja. To zmusza do kształcenia się, podnoszenia kwalifikacji, ponoszenia ryzyka. Bezpieczeństwo, za którym wielu tęskni, oznacza omnipotencję państwa, a więc dyktaturę. Na polu wolnej konkurencji nasza słaba po 45 latach komunizmu gospodarka przegrywa. Żadnym wyjściem nie są jednak zakaz importu, cła zaporowe, dotowanie własnej nierentownej produkcji, składanie pustych obietnic i drukowanie pustych pieniędzy. Patriotyzmu nie da się zadekretować, robili to komuniści ze znanym skutkiem. Nie da się zmusić ludzi do kupowania tego, czego nie chcą, do czytania i oglądania tego, czego nie chcą czytać ani oglądać. Tak robią systemy dyktatorskie, ale nie likwidują one w rzeczywistości negatywnych zjawisk, a jeśli nawet — to kosztem wielu cierpień i strat. W Korei Północnej, w której nie ma zalewu rynku przez importowane towary, nie ma też bezrobocia, a przestępczość jest bardzo mała. Nie sądzę jednak, by warto było w ogóle dyskutować o zastosowaniu tamtejszych rozwiązań dla przezwyciężenia naszych problemów. Przecież nie o takie rozwiązanie problemów związanych z przestępczością, narkomanią i dążeniami do bogacenia się chodzi. Demokratyczny charakter państwa jest tą granicą, której nikomu przekraczać nie wolno. Zbyt wiele kosztowało Polskę wychodzenie z dyktatury. Na ogół też, przynajmniej otwarcie, nikt nie kwestionuje demokratycznego charakteru panującego w Polsce systemu.

Jest prawdą, że telewizja publiczna nie wychowuje, tylko demoralizuje, panowie Robert Kwiatkowski i Włodzimierz Czarzasty są tej demoralizacji, stronniczości, a przy tym jakiejś niebywałej arogancji znakiem firmowym.

Ale problem jest znacznie poważniejszy, i nie tylko polski. Zjawiska opisane przez pana Bogdana Laskowskiego mają w znacznym stopniu charakter uniwersalny, są elementem szerszego kryzysu cywilizacji i kultury. Nie tylko zachodniej. Z pewnością lepiej, że motywem działania ludzi jest chęć zysku niż mordowanie i zniewalanie w imię totalitarnej utopii. Pytanie — czy możliwe jest na szeroką skalę praktykowanie miłości, w tym także miłości nieprzyjaciół — jest pytaniem o zakres oddziaływania Ewangelii. Nie jest łatwo odpowiedzieć na to pytanie. Ale chciałbym przestrzec przed łatwą i nieodpowiedzialną krytyką III Rzeczypospolitej, uprawianą w stylu Samoobrony i LPR, a także różnych innych demagogów i populistów, podszywających się często pod katolickie nazwy i instytucje, nazywających się jedynymi prawdziwymi Polakami i najprawdziwszymi katolikami, szermujących ładnie brzmiącymi frazesami, straszącymi kolejnymi rozbiorami, biologiczną zagładą narodu, holokaustem, wyprzedażą ziemi, hakatą itp. Są jakieś granice zdrowego rozsądku i dlatego nie obawiam się, aby było możliwe zdobycie władzy przez takich polityków. W podnoszeniu najbardziej słusznych zarzutów wobec rzeczywistości III RP trzeba sprawiedliwie ocenić także to wszystko, co stanowi niepodważalne osiągnięcie naszej Ojczyzny, która — miejmy nadzieję, że już na zawsze — odzyskała niepodległość i wolność, o którą walczyły i modliły się pokolenia Polaków, którym nie było dane tego doczekać.

Stefan Niesiołowski

„Z zainteresowaniem przeczytałem…”,  „Próba odpowiedzi”
Bogdan Laskowski

czytelnik....

„Z zainteresowaniem przeczytałem…”,  „Próba odpowiedzi”
Stefan Niesiołowski

urodzony 4 lutego 1944 r. w Kałęczewie – polski polityk, profesor entomologii, nauczyciel akademicki, publicysta, senator RP, członek PO. Autor między innymi książek Wysoki brzeg (opowiadania więzienne), Niemi...