Niedawno objąłem nowe obowiązki w zarządzie Fundacji św. Józefa. Wiąże się to między innymi z koniecznością regularnego bywania w Warszawie. Kusi mnie, żeby rozwinąć wątek Ślązaka w stolicy, ale jeszcze tym razem się oprę (choć na dłuższą metę opór jawi mi się jako daremny). W każdym razie musiałem przeorganizować codzienność. Zdarza mi się nocować w siedzibie Fundacji. Temu zawdzięczam epizod stanowiący inspirację nie tylko dla tytułu niniejszego felietonu. W łazience siedziby Fundacji wpadłem na żadło. Wiem – obecność lustra w łazience nie powinna mnie zaskakiwać (zwłaszcza jeśli nie jest to lustro do krainy czarów). Ale w tej łazience oprócz standardowego, wielkiego żadła na ścianie jest jeszcze drugie, dwustronne, okrągłe, zamocowane na przemyślnym wysięgniku. Przypominam, że piszący te słowa jest celibatariuszem niezbyt intensywnie dbającym o wygląd. Proszę zatem się nie dziwić, że obecność dwóch żadeł – podczas gdy oszczędnie potrafię wykorzystać jedno – nieco mnie rozbawiła. Tym bardziej że z jednej strony żadełko
Zostało Ci jeszcze 80% artykułu