fot. fot. amir-geshani/unsplash

Niedawno objąłem nowe obowiązki w zarządzie Fundacji św. Józefa. Wiąże się to między innymi z koniecznością regularnego bywania w Warszawie. Kusi mnie, żeby rozwinąć wątek Ślązaka w stolicy, ale jeszcze tym razem się oprę (choć na dłuższą metę opór jawi mi się jako daremny). W każdym razie musiałem przeorganizować codzienność. Zdarza mi się nocować w siedzibie Fundacji. Temu zawdzięczam epizod stanowiący inspirację nie tylko dla tytułu niniejszego felietonu.

W łazience siedziby Fundacji wpadłem na żadło. Wiem – obecność lustra w łazience nie powinna mnie zaskakiwać (zwłaszcza jeśli nie jest to lustro do krainy czarów). Ale w tej łazience oprócz standardowego, wielkiego żadła na ścianie jest jeszcze drugie, dwustronne, okrągłe, zamocowane na przemyślnym wysięgniku. Przypominam, że piszący te słowa jest celibatariuszem niezbyt intensywnie dbającym o wygląd. Proszę zatem się nie dziwić, że obecność dwóch żadeł – podczas gdy oszczędnie potrafię wykorzystać jedno – nieco mnie rozbawiła. Tym bardziej że z jednej strony żadełko miało powiększające właściwości i ujawniało, że zmarszczki na moim czole mają co najmniej szerokość wilczych dołów z pól grunwaldzkich. Odkrycie to jednak niezbyt mnie zmieszało, bo prócz pewnej dozy estetycznej konfuzji przyniosło skojarzenie z pewnym biblijnym tekstem. „Jeżeli bowiem ktoś przysłuchuje się tylko słowu, a nie wypełnia go, podobny jest do człowieka oglądającego w lustrze swe naturalne odbicie. Bo przyjrzał się sobie, odszedł i zaraz zapomniał, jakim był” (Jk 1,23–24). „Jakby św. Jakub mioł take żadło, toby tego niy napisoł” – pomyślałem. Tego, co się w takim powiększeniu zobaczyło, nie da się odwidzieć.

Zostało Ci jeszcze 68% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się