Żadna religia nie jest samotną wyspą

Żadna religia nie jest samotną wyspą

1.

Tego jeszcze Polska nie widziała. Ba, tego nie widział Kraków, do którego na początku września zjechali przedstawiciele różnych religii z całego świata, by się modlić i apelować o pokój na świecie. To już jest dogmat, ale powtórzmy: „Nie ma pokoju między narodami, jeśli nie ma pokoju między religiami, a nie ma pokoju między religiami, jeśli nie ma między nimi dialogu”.

Jednak dla wyznawców jedynie słusznej prawdy to stwierdzenie grzeszy naiwnością. Podobnie jak naiwnością grzeszą spotkania takie jak to, które zapoczątkował Jan Paweł II w Asyżu w 1986 roku, gdzie wspólnie z przedstawicielami wielkich religii światowych apelował o pojednanie i porozumienie. To festiwal próżności, marnowanie pieniędzy i takie tam „pitu pitu” – argumentują przeciwnicy analogicznych zjazdów. Przedstawiciele „mocnych prawd” podobnie ocenili krakowski zjazd, za którego zorganizowaniem stała Wspólnota św. Idziego (Sant’Egidio) z Rzymu i kard. Stanisław Dziwisz. Czy rzeczywiście pod Wawel zjechali ludzie, którzy przekonywali siebie na wzajem, jak ważny jest dialog między religiami? Czy takie spotkania są miejscem, gdzie jego uczestnicy mogą pokazać się przed kamerami i wygłosić rutynowe uprzejmości?

Istota dialogu polega na tym, że ludzie o odmiennych przekonaniach spotykają się ze sobą. Siadają przy jednym stole, by ze sobą rozmawiać – face to face. Najtrudniejszy jest oczywiście dialog między przedstawicielami odmiennych religii, gdyż każda religia niesie ze sobą prawdy, z których nie tylko nie chce, ale i nie może zrezygnować. Ten kamień węgielny danej religii nazywamy ortodoksją. Czy to znaczy, że dialog międzyreligijny skazany jest na porażkę?

Jest skazany na porażkę w takim sensie, że nie mogę zrezygnować w imię dialogu z mojej wiary, iż Jezus Chrystus jest „drogą, prawdą i życiem”. Podobnie zachowa się muzułmanin, który powie, że Mahomet jest dla niego najważniejszym prorokiem. Jednak w szczerym dialogu szuka się tego, co łączy, a nie tego, co dzieli. I wtedy słowa potrafią odmienić świat.

2.

Przesadzam? Przy okazji wrześniowych obchodów 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski i Niemiec ogłosili wspólne oświadczenie dotyczące relacji między Polakami i Niemcami. Dziś taki wspólny głos jest możliwy, gdyż wcześniej polscy biskupi w roku 1965 zdobyli się na absolutnie profetyczny gest i równie profetyczne słowa. Do swoich niemieckich braci powiedzieli: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Tych kilka słów miało i – co więcej – ma swój ciężar. One zmieniły, nie boję się tego powiedzieć, „nasz świat”; świat naszych sąsiedzkich relacji.

Ważne i doniosłe słowa, które powinniśmy zapamiętać i wziąć sobie do serca, padły także w czasie „Asyżu w Krakowie”. Dotknę tylko dwóch kwestii.

Prof. Andrea Riccardi, założyciel Wspólnoty św. Idziego, zauważył, że Europa po 1989 roku miała szansę na zbudowanie „świata współistnienia”, co jednak niestety nie nastąpiło w takiej mierze, w jakiej powinno. Za to udało się nam zbudować świat „globalizacji gospodarczej”, bazujący na innych wartościach niż solidarność czy sprawiedliwość. Wtórował mu „skruszony rekin finansjery” Michel Camdessus, były szef Banku Francji i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który biadolił nad upadkiem zasad moralnych w biznesie: „Wszyscy zaczęliśmy czcić złotego cielca”. I dodał: „Kryzys zachęca nas, aby na nowo zdefiniować etykę światową”.

To zadziwiające, jak wielu tych, którzy wczoraj przykładali rękę do budowy świata, gdzie liczył się tylko zysk i chciwość, zaczyna obecnie mówić o konieczności przestrzegania zasad etycznych.

I sprawa druga, która wiąże się z wystąpieniem byłego więźnia Auschwitz, obecnie dyrektora instytutu Yad Vashem, rabina Meira Lau. Powiedział on, że Auschwitz to „największy w historii cmentarz ludzkości”. I dodał: „To nie była inna planeta, to była nasza planeta. Mordercy byli dokładnie takimi samymi ludźmi jak my. Słuchali muzyki, czytali książki, studiowali filozofię i etykę, byli wybierani w sposób demokratyczny. Zamordowali 50 mln niewinnych ludzi, w tym 6 mln Żydów, którzy nigdy nie byli dla nich zagrożeniem”. A mając za swoich słuchaczy przedstawicieli różnych religii w Oświęcimiu, rabin Lau zaapelował: „Wszyscy możemy iść ramię w ramię i razem składać wieńce, a czy nie możemy usiąść razem i porozmawiać tak, aby rozwiązać wszystkie konflikty? Czy możemy rozmawiać jako przyjaciele, kuzyni, sąsiedzi? Możemy! Tak, potrafimy!”.

Auschwitz jako symbol nieludzkości człowieka nie jest sprawą zamkniętą. Jeśli nie będziemy czujni, bestia może się zerwać ze łańcucha, siejąc między nami spustoszenie i pożogę. Zagłada nie była dziełem zwyrodnialców, ale ludzi takich samych jak my. I to jest zła nowina.

3.

Słowo na koniec: nie będę przekonywał, że spotkania międzyreligijne są nam potrzebne tak, jak powietrze, którym oddychamy. I to szczególnie dziś, kiedy żyjemy w jednej globalnej wiosce, kiedy to, co się dzieje w Nowym Jorku, ma natychmiast wpływ na to, jak żyje się nam w Poznaniu, Warszawie czy Krakowie. Dziś czujemy dużo lepiej, co to znaczy, że nikt z nas nie jest samotną wyspą. I co to znaczy, że żadna religia nie jest samotną wyspą. Ziemia, która należy do Boga, jest naszym wspólnym domem.

Żadna religia nie jest samotną wyspą
Jarosław Makowski

urodzony 22 kwietnia 1973 r. w Kutnie – polski historyk filozofii, teolog, dziennikarz i publicysta, dyrektor Instytutu Obywatelskiego. Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”...