Zbudować Kościół
fot. zdenek machacek / UNSPLASH.COM

Zbudować Kościół

Miałem dystans do księży, którzy angażują się w budowanie kościoła. Uważałem, że są rzeczy ważniejsze i wznioślejsze niż zajmowanie się cegłą, wapnem i cementem. Uważałem, że budowaniem kościoła zajmować się mogą ludzie, którzy już nic innego nie potrafią, a najlepiej ludzie świeccy.

Wreszcie jednak i na mnie to przyszło: czuję wewnętrzne wezwanie, nakaz, przymus, by zbudować kościół na Jamnej. Ojciec Święty koronował obraz Matki Boskiej Jamneńskiej, musi więc on zamieszkać w godnym tego przybytku. Papież te moje plany pobłogosławił, prowincjał Maciej Zięba aprobował, a Biskup tarnowski się ucieszył.

Nie boję się klęski. Bo ten kościół zbudują nie ludzie, lecz aniołowie. I ci niebiescy, i ci wszyscy, których tu kocham na ziemi, którzy mi pomogą i będą się przy tej budowie ze zwykłych zjadaczy chleba w aniołów przemieniać.

Pamiętam, jak jeszcze na studiach popisywałem się swoimi planami duszpasterskimi. Raz jeden mój wuj, profesor Marian Plezia, kiedy tak popisywałem się swoim snobizmem i pragnieniem wyjazdu do Francji, do Paryża, z zażenowaniem i smutkiem powiedział: „No to wielka szkoda, bo cóż milszego sercu kapłana, jak nie właśnie Rzym. Miasto zbudowane na fundamencie męczenników”. I wtedy pokazał mi fragment z Norwida, gdzie ten wspomina swoje odwiedziny w katakumbach, „gdzie przez całe akta dramatu tego seraficzniekrwawego nie była prawie jedna kropelka krwi wylana bez uszanowania jej i omodlenia braterskiego współwyznawców… Tak ją szafowano szeroko i wspaniale, jako owczarni krew bogaty pan szafować może — a tak skąpi jej byli!!!”

Innym znowu razem, kiedym się tak popisywał wyższością duszpasterzowania wśród elit, a mniej ważył sobie duszpasterzowanie na parafii, wuj podszedł do półki z książkami i wyciągając jedną powiedział: „Bo widzisz, tutaj jest taka historia, prawdziwa. Opowiedziana przez Jana Dobraczyńskiego. Otóż pewien ksiądz jako swoje powołanie umyślił sobie wybudować kościół w Chochołowie. To nie była jego parafia, ale chciał to uczynić z wdzięczności za powołanie. I budował ten kościół pośród wielu trudów i kłopotów, przy uśmieszkach innych księży, przy obojętności. Jeździł tam nocami, doglądał i budował. Spotykał się z ludźmi, rozmawiał z nimi i pociągał ich do Pana Boga. Budowa kościoła szła z oporami. I jak na złość, ostatnia belka wciągana na kalenicę, zwieńczenie dachu, wyrwała się cieśli z rąk i spadając, zabiła księdza, tak, że ostatecznie tego swojego kościoła nie wybudował. Nie wybudował tego, co zamierzał, i o czym myślał, że jest jego powołaniem. Ale wybudował coś ważniejszego. Wybudował Kościół w sercach ludzi.”

Książkę zabrałem ze sobą i przyznam się, że jej lektura mną wstrząsnęła. Wybudować taki kościół. Kościół w ludziach i strukturach wyższych uczelni. No tak, jeśli jest się duszpasterzem akademickim.

To również znaczy, że moje dotychczasowe budowanie: kaplicy „U Pana Boga za piecem”, tej pod kościołem, lektorium im. Romana Brandstaettera, wiaty w Hermanicach, ośrodka i kościółka na Jamnej, spotkań nad Lednicą — to, że to wszystko było i jest tylko pretekstem budowania zupełnie innego kościoła. Tego najprawdziwszego, bo w sercach ludzkich.

I jeszcze jedno wspomnienie dotyczące budowania kościoła. Jako świeżo upieczony kleryk, tuż po nowicjacie, zjechałem wraz z braćmi na studia do Krakowa. Wtedy budowa kościoła w Nowej Hucie interesowała i poruszała wszystkich. Reżim triumfował i zabraniał budowy kościoła w tym jedynym modelowym mieście komunistycznym w Europie Środkowej. Jako początkujący reporter pojechałem na uroczystość poświęcenia kamienia węgielnego. Zaprzyjaźniłem się z proboszczem. Podziwiałem go szczerze. Budowa kościoła trwała. Kiedy nadszedł dzień naszych święceń, prymicji pojechałem znów do Nowej Huty odprawić jedną z pierwszych mszy św. Spotkawszy proboszcza powiedziałem: — Jaki to z księdza budowniczy. Ja zdążyłem skończyć już studia, przyjąłem święcenia, a kościoła jak nie było, tak dalej nie ma.

„Jesteś młody i niezbyt mądry. Widzisz, mury mógłbym wyciągnąć bardzo szybko. Tylko co by to było? Puste, straszące ludzi mury. Sam w nich bym siedział? Kto zintegrował Nową Hutę, może kombinat? Nie, ja, Józef Gorzelany, i moja budowa kościoła”.

Wtedy pocałowałem księdza proboszcza w rękę.

Zbudować Kościół
Jan Góra OP

(ur. 8 lutego 1948 w Prudniku – zm. 21 grudnia 2015 w Poznaniu) – Jan Wojciech Góra OP, dominikanin, prezbiter, doktor teologii, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, spowiednik, prozaik, twórca i animator, organizator Dni Prymasowskich w Prudniku i Ogólnopolskiego Spotka...