Żebro niezgody

Adam Szustak OP: Wkład Jana Pawła II w dialog międzyreligijny jest faktem chyba dla wszystkich oczywistym. Jednakże jeśli w przypadku innych religii można znaleźć takie wydarzenia czy gesty, w których Papież jednoznacznie wyrażał chęć wchodzenia w dialog, to w kontaktach z islamem, z muzułmanami takich gestów było znacznie mniej, przynajmniej w odczuciu społecznym. Czy jest ono słuszne?

Eugeniusz Sakowicz: Wszelkie deklaracje bez konkretnych gestów pozostają czcze, puste i martwe. Ważne są czyny, które przemawiają do człowieka, nie tylko do człowieka słuchającego, ale widzącego i czującego. Takich gestów w czasie pontyfikatu Jana Pawła II w odniesieniu do islamu można wskazać niezmiernie dużo. Trzeba zauważyć dziesiątki spotkań Papieża z muzułmanami w różnych częściach świata. To wielki gest, który jest czymś bezprecedensowym. Ojciec Święty spotykał się z muzułmanami w Europie Zachodniej — w Paryżu, w Brukseli. Spotykał się też z muzułmanami polskimi, którzy są dla świata islamu wzorem koegzystencji pokojowej między chrześcijaństwem a islamem. Spotykał się z dyplomatami państw muzułmańskich (i innych państw) akredytowanymi przy Stolicy Apostolskiej w ramach corocznego spotkania korpusu dyplomatycznego w Watykanie. Ogromną wymowę miało spotkanie Papieża z młodzieżą muzułmańską w Casablance w Maroku 19 sierpnia 1985 roku, w którym uczestniczyło 50 tysięcy młodych ludzi. . Niezwykle istotna była obecność Papieża w Egipcie, na Górze Synaj, u której podnóża znajduje się chrześcijański klasztor funkcjonujący nieprzerwanie od blisko półtora tysiąca lat w morzu islamu. Bardzo ważne, tak samo jak w przypadku Żydów, były spotkania z wyznawcami islamu w Ziemi Świętej. Warto przypomnieć spotkanie z wielkim muftim Jerozolimy, jak również pielgrzymkę apostolską do Syrii, podczas której Jan Paweł II odwiedził meczet Omajjadów w Damaszku, w którym przechowywane są relikwie głowy św. Jana Chrzciciela. Znaczące były wspólne modlitwy o pokój (a właściwie „bycie razem, aby się modlić”) wyznawców różnych religii świata, w tym muzułmanów, w Asyżu w latach 1986 i 2002.

Jak widać, były to nie tylko spotkania z koronowanymi głowami świata muzułmańskiego, nie tylko wizyty w państwach zdominowanych przez islam, w Azji czy w Afryce, ale również spotkania z prostymi ludźmi, ze zwykłymi wyznawcami islamu. Proszę wybaczyć nadużywanie słowa „spotkanie”, ale trudno mi znaleźć wyraz bliskoznaczny, który miałby podobny sens i rangę. Dialog to przede wszystkim spotkanie!

Czy możemy mówić o rewolucji, której dokonał Jan Paweł II, o zupełnie nowej jakości w dialogu z islamem?

Intensywność tych kontaktów jest rzeczywiście czymś rewolucyjnym, chociaż, prawdę mówiąc, boję się słowa „rewolucja” w odniesieniu do religii. Wcześniejsze spotkania Kościoła z islamem były raczej okazjonalne, owszem miały miejsce, ale to było wejście na przedpole dialogu. Natomiast Jan Paweł II wszedł w serce islamu. Warto tu przytoczyć słowa wypowiedziane do Papieża w Jerozolimie przez przywódcę wspólnoty muzułmanów w Palestynie, który, mówiąc o swoim podziwie dla jego nauczania i jego troski o godność człowieka, dziwił się jednocześnie, dlaczego jeszcze nie przyjął on islamu. Te słowa nie były wyrazem braku szacunku dla głowy chrześcijaństwa. W ustach muzułmanina oznaczały szczyt kurtuazji, szacunku i grzeczności.

Zdarzało się jednak, że niektóre z tych gestów były interpretowane opacznie, inaczej niż chciał sam Jan Paweł II. Najbardziej znanym, który budzi wiele kontrowersji i jest wręcz nazywany „herezją Jana Pawła II”, jest pocałowanie Koranu. Niektórzy muzułmanie stwierdzili, że w ten sposób Jan Paweł II uznał wyższość islamu. Co można powiedzieć o takich gestach?

Złożenie pocałunku na świętej księdze islamu, Koranie, który dla muzułmanów jest największym darem Boga dla człowieka, który jest spisanym Bożym objawieniem, było wielkim gestem oddania szacunku dla Ducha Świętego tajemniczo obecnego w religiach i kulturach niechrześcijańskich. Ten gest nie oznaczał afirmacji islamu i wyrzeczenia się Biblii. Interpretując go, powiedziałbym, że Papież docenił zarodki prawdy w tej świętej księdze, co nie oznacza, że zaakceptował wszystko, co jest w niej zapisane. Ucałowanie Koranu nie było wyrzeczeniem się tożsamości chrześcijańskiej. Złożenie pocałunku jest wyrazem przyjaźni. Myślę, że jest to wzór dany muzułmanom, symbol wielkiej życzliwości. Ma on ogromną nośność, jest wydarzeniem historycznym. Przypomnijmy, że zdjęcie butów przez Papieża przed posągiem Buddy w Bangkoku i okrążenie figury Oświeconego wcale nie oznaczało akceptacji buddyzmu, a założenie pióropusza Indian na głowę nie równało się przyjęciu religii pierwotnych ludów Ameryki Północnej. Były to znaki akceptacji zalążków prawdy w islamie. Już Ojcowie Kościoła widzieli ziarna Logosu w tekstach niechrześcijańskich filozofów, niechrześcijańskich poetów, jeszcze na długo przed islamem.

Jednym z największych pragnień Papieża — sam często o tym mówił — było odwiedzenie w Roku Jubileuszowym Iraku jako ziemi Abrahama. Dlaczego ten gest miał dla niego takie znaczenie?

Irak wpisuje się bardzo głęboko w tradycję dialogu międzyreligijnego. Prekursorami dialogu chrześcijańsko–muzułmańskiego byli uczestnicy rozmów odbywających się w Bagdadzie w Iraku w XI wieku między teologami chrześcijańskimi i muzułmańskimi. To niewiarygodne, że coś takiego miało miejsce ponad tysiąc lat temu! Irak to przestrzeń, z której wyszedł Abraham. Ten, który bezgranicznie zaufał Bogu, był człowiekiem wielkiej nadziei. Podjął trud wędrówki do ziemi obiecanej przez Boga, idąc jako przywódca z narodem, który stanie się narodem wybranym. Abraham jest jednocześnie jednym z największych proroków islamu, którzy poprzedzili przyjście Mahometa. Był nie tylko monoteistą, ale obrońcą wiary w jedynobóstwo. Był przyjacielem Boga. Abraham jest pierwszym patronem dialogu międzyreligijnego, jeżeli można dziś dokonać takiej proklamacji tej osoby. Abraham jest nauczycielem dialogu z tej racji, że dialog jest drogą w nieznane. Jan Paweł II myślał o Iraku również jako o ziemi, którą postrzegał jako przestrzeń potencjalnej wojny. Wizyta Papieża w Iraku byłaby afirmacją pokoju i dialogu jako jedynie słusznej drogi. Wojna prowadzi donikąd!

Papież podkreślał często, że my, chrześcijanie, wierzymy tak samo jak muzułmanie. Czy jest to tak samo oczywiste dla muzułmanów?

Chrześcijanie uważają, że muzułmanie wyznają wiarę w tego samego Boga. Jest to poprawne teologicznie stwierdzenie, ale potrzebny jest komentarz — muzułmanie nie odkryli jeszcze Boga w Trójcy Jedynego. Z ich strony dialog w tym najistotniejszym punkcie musi napotkać na pewne trudności, ponieważ chrześcijański Trójjedyny Bóg jest odczytywany, interpretowany przez muzułmanów jako trzech Bogów. W powszechnym odbiorze muzułmanów ci trzej bogowie to niejednokrotnie nie są tylko: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty, ale często znajduje się wśród nich również Matka Boża zajmująca miejsce Ducha Świętego. Muzułmanie, którzy nie orientują się w chrześcijańskiej teologii, uważają, że Bóg ma żonę, matkę i syna, a zatem tak pojmowany Bóg jest największym zagrożeniem wiary. Traktat trynitarny jest niezwykle trudny nie tylko dla muzułmanów, ale też dla chrześcijan. Spotykamy się zatem z dwiema różnymi wizjami tego samego Boga. Muzułmanie uważają, że oczyścili błędy, których dopuścili się chrześcijanie, mnożąc bogów.

Skoro dialog doktrynalny jest tak trudny, zwłaszcza ze strony muzułmańskiej, to na jakiej płaszczyźnie ma on szanse powodzenia?

Trudny, to nie znaczy niemożliwy! Wszystko, co trudne, jest godne podjęcia i zaangażowania się. I taki dialog toczy się we współczesnym świecie. Można nawet podać kalendarium tych rozmów. Najczęściej są one prowadzone w świecie kultury Zachodu, rzadziej, czy raczej śladowo w świecie kultury islamu, chociaż można wskazać na tradycję dyskusji prowadzonych w Trypolisie w Libii, do których byli zapraszani członkowie Sekretariatu ds. Niechrześcijan, a później Papieskiej Rady ds. Dialogu Religijnego z Watykanu. Takie dyskusje toczą się na Uniwersytecie Królewskim w Jordanii, na który przez muzułmanów zapraszani są wyznawcy chrześcijaństwa prawosławnego.

Kościół w czasie pontyfikatu Jana Pawła II zauważył przestrzeń dialogu, w której chrześcijanie i muzułmanie powinni być obecni. Przestrzeń tę wyznacza tzw. dialog życia podejmowany przez wiernych jednej i drugiej tradycji religijnej, którzy mieszkają, żyją obok siebie, którzy są sąsiadami. Dialog życia jest tą sferą egzystencjalną, w której chrześcijanie i muzułmanie dzielą wspólne troski, radują się wspólnie, współczują w przypadku tragedii czy pewnych zdarzeń losowych dotykających rodzinę.

Jan Paweł II w swoich przemówieniach (wygłaszanych chociażby w Indonezji) mówił o tym, że chrześcijanie i muzułmanie podróżują przez ten świat w jednej łodzi. Istnieje dialog społecznego zaangażowania, czyli dialog dzieł. Jest on podejmowany w obliczu bardzo ważnych wyzwań współczesnego świata, takich, jak kwestia wojen, problem terroryzmu. Jest też dialog modlitwy — wspomniałem o Asyżu — polegający na przebywaniu razem na modlitwie, byciu świadkiem intymności duchowej, religijnej drugiego człowieka, bo modlitwa jest czymś, co najgłębsze, najbardziej osobiste w człowieku. Wielka nadzieja na zbliżenie i porozumienie między islamem a chrześcijaństwem tkwi też w kwestiach moralnych związanych z życiem, z troską o życie, tu wiele łączy nasze religie.

Często mówi się, że kością niezgody w tym dialogu jest różnica w antropologii między nami a muzułmanami. Chodzi tu choćby o rolę rodziny, jej kształt, o pozycję kobiety. Czy rzeczywiście jesteśmy tu tak dalecy od siebie, czy jest to tylko obiegowa opinia?

Niezwykle interesujące byłoby studium antropologii chrześcijaństwa i islamu. Najważniejszą kwestią jest chyba punkt wyjścia. Podejmując dyskusję na temat człowieka, trzeba byłoby podać taką definicję fundamentalną, która jest korzeniem nauczania o człowieku w islamie i w chrześcijaństwie. Chrześcijaństwo uważa, że człowiek jest obrazem i podobieństwem Boga. Muzułmanie uważają, że człowiek jest wysłannikiem Boga, że jest w pewnym sensie Jego prorokiem. Trudno postawić znak równości między tymi wizjami, gdyż islam, który broni ścisłego monoteizmu, uważa, że człowiek nie może być obrazem Boga, bo byłby tym samym Jego lustrzanym odbiciem. Istnieje też zasadnicza różnica w samym korzeniu człowieczeństwa — chrześcijaństwo mówi o grzechu pierworodnym, islam natomiast odrzuca jego istnienie i mówi o grzechu pierwszym. To nie jest grzech dziedziczny. Każdy człowiek według islamu jest właściwie człowiekiem stworzonym po raz pierwszy, sam decyduje o swoim życiu.

Dotykamy tutaj żebra Adama, czyli kości niezgody, żebra niezgody. Islam uważa, że kobieta, podobnie jak mężczyzna, jest w równym stopniu sługą Allacha, ale skoro mężczyzna był pierwszy, to jemu przysługuje prawo pierwszeństwa. Sprawa nie jest jednak taka prosta. Islam zmienił los kobiety w stosunku do tego, co było przed jego powstaniem. Można zauważyć promocję kobiety. Islam wprowadził religijne równouprawnienie mężczyzny i kobiety, chociaż dzisiaj mogą niektórzy uważać, że jest to dziwne równouprawnienie, skoro kobiety muszą stać na tyłach meczetu, a nie z przodu. Ale muzułmanie mówią, że jeśli kobieta byłaby na początku meczetu, przed mężczyzną, to mogłaby zasłonić Boga, rozpraszać myśli mężczyzny, więc stoi za nim. Wyrażanie opinii, że kobieta przez islam jest totalnie przekreślona, jest wielce krzywdzące. Muzułmanie sami mówią, że ocena świata Zachodu jest bardzo niesprawiedliwa.

Bogactwo dialogu, które zostawił nam Jan Paweł II, jest jednocześnie zadaniem, które stoi wciąż przed nami. Jednym z najważniejszych problemów jest chyba wyzwanie integracji demokratycznych tradycji europejskich z islamem, zarówno na poziomie politycznym, społecznym, jak i kulturowym. Jest z tym związanych bardzo wiele lęków i obaw. Czy takie zjednoczenie jest możliwe?

Pierwszą, istotną kwestią jest fakt, że muzułmanie w Europie są w pełni przekonani, iż są u siebie w domu. Tymczasem sporo ludzi kultury i polityki Zachodu twierdzi, że są oni kimś obcym w Europie. Warto pamiętać, że wielu muzułmanów nie przybyło do Europy jako do obcego miejsca. Po upadku kolonii francuskich przybywali oni do Francji, z którą utożsamili się jako lud skolonizowany. Nie była to zatem emigracja z Tunezji, z Algierii czy z innej frankofońskiej części Afryki do obcego państwa, ale był to powrót do ojczyzny. Muzułmańskie dzieci urodzone już w Europie uważają, że urodziły się w swoim domu, a nie na obczyźnie. Czasem nawet bardziej obca wydaje im się ziemia pochodzenia ojców niż świat, w którym żyją teraz. W metropoliach Zachodu osiedla zamieszkiwane przez muzułmanów nazywane są przez nich „nową ojczyzną”.

Nauka tradycyjnego islamu jest jednoznaczna: jeżeli muzułmanie żyją w świecie niemuzułmańskim, to ich zadaniem jest powrót do świata muzułmańskiego. Tak mówi tradycja. Ale muzułmanie europejscy nie chcą wracać do świata muzułmańskiego. Oni chcą być tu, u siebie. Powstaje więc problem, jak mają funkcjonować w państwach, w których konstytucje nie są ustanawiane przez muzułmanów? Jak mają żyć w państwach, w których parlamenty są parlamentami bez muzułmanów bądź ze śladową ich obecnością? I jak wierni Allacha mogą się poddać decyzjom niemuzułmańskich parlamentów? To są bardzo poważne dylematy, które domagają się rozwiązania. Można dziś zauważyć, szczególnie we Francji, próbę stworzenia euroislamu, który po okrzepnięciu w Europie byłby zaproponowany, a może nawet narzucony, islamskiemu światu. Z drugiej strony widzimy bardzo silne prądy dochodzące do Europy ze świata arabskiego. Zastanawia fakt, że wiele meczetów w Europie jest budowanych i finansowanych przez ugrupowania fundamentalistyczne z krajów arabskich. Problem jest tym bardziej złożony, że w islamie nie ma jednego przywódcy, dlatego trudno przewidzieć, jak się to wszystko potoczy. Po upadku ostatniego istniejącego kalifatu w Turcji, w latach dwudziestych XX wieku, zakończyła się epoka jednego przywództwa nad światem islamu. On jest zatomizowany. Każdy imam w gminach zachodniej Europy jest sobie „papieżem”, ma pełnię władzy nad daną grupą, która go słucha.

Pytanie o euroislam jest tym trudniejsze, że jest to propozycja wysuwana przez świat Zachodu, a to mniej więcej tak, jakby ludzie niewierzący, ateiści czy nawet antyteiści mieli proponować chrześcijanom oblicze ich religii. Islam nie jest jednak tutaj całkiem jednoznaczny. Wielu muzułmanów we Francji występowało razem z laicką falą społeczeństwa francuskiego przeciw symbolom religijnym.

Czy jednak nie pojawia się potrzeba powiedzenia w pewnym momencie stop, wprowadzenia wzajemnych warunków i zależności? Czy nie powinniśmy ustalić jasnych wzajemnych zobowiązań, które uregulują tego typu sytuacje dysproporcji?

To wszystko jest zbyt skomplikowane i złożone, żeby stawiać takie warunki, bo gdybyśmy je postawili w tej chwili, to wiadomo, że nie będzie pozytywnej odpowiedzi ze strony świata islamu i może powstać pytanie, czy w ogóle jest sens takiego zaangażowania w dialog. Uważam, że jest sens, ponieważ można w sposób delikatny i stonowany wskazywać dysproporcje we wzajemnych kontaktach. Doskonale radził sobie z tym w swoich przemówieniach Jan Paweł II. Nie wymieniał z nazw państw, które tak czy inaczej organizują swoją politykę i w pewnym sensie uderzają w chrześcijaństwo, ale mówił spokojnie i stanowczo o konieczności szacunku dla wolności religijnej, tak, że te słowa były jednoznaczne i czytelne. Wypowiadane były w różnych okolicznościach, wobec mężów stanu, wobec przywódców politycznych i religijnych. Te słowa będą z pewnością w nich pracowały. Też musimy pracować nad tym, żeby ta zachęta nie została zapomniana. Trzeba się wystrzegać handlu wymiennego w naszych relacjach: dajemy, więc oczekujemy tego samego. Czasami trzeba dać bardzo dużo — chrześcijaństwo to robi — żeby niewiele otrzymać z drugiej strony. W tej chwili jesteśmy na takim właśnie etapie. Warto pamiętać, że obecnie islam, a w zasadzie od końca XIX wieku i później po II wojnie światowej, kiedy dokonało się zrzucenie jarzma kolonialnego, sam wypracowuje drogi, które chciałby podjąć. Byłoby wielkim niebezpieczeństwem, gdybyśmy mieli we wszystkim instruować muzułmanów, tak jak czynią na przykład politycy. W ten sposób nie nauczą niczego. To jest uderzanie w rdzeń kultury. Dobrze byłoby inspirować, ażeby te pragnienia wyrastały z tamtej gleby, a nie żeby były narzucane.

Co w relacjach między islamem a chrześcijaństwem jest najważniejsze?

Kierunkiem w dialogu chrześcijaństwa z islamem jest Bóg i człowiek. Zaangażowanie Kościoła w każdy dialog ma sens tylko ze względu na Niego. Dialog jest częścią misji ewangelizacyjnej Kościoła, a zatem nie ma alternatywy. Dialog nie jest odpowiedzią na brak sukcesu na polu misyjnym, bo chrześcijaństwo poza Indonezją nigdzie nie osiągnęło sukcesu misyjnego, w żadnym państwie muzułmańskim. Zresztą zastanawiam się, czy „sukces” to właściwe słowo w odniesieniu do ewangelizacji.

Najważniejszy jest człowiek, ten, który jest obrazem Boga według chrześcijaństwa i prorokiem według islamu. To ze względu na niego, na przyszłość ludzi, trzeba prowadzić dialog. Pamiętajmy, że dziś na świecie jest więcej muzułmanów niż katolików. To też jest wielkim wyzwaniem. W rodzinach chrześcijańskich przestają się rodzić dzieci, a w rodzinach islamskich dzieci się rodzą, bo życie jest największą wartością. Widzimy, że chrześcijaństwo staje w pozycji mniejszości. Jednocześnie świat kultury Zachodu zdominował i wyprzedził świat islamu w dziedzinie szeroko pojętej technologii. Islam jest w pewnym sensie pogrążony w zapaści cywilizacyjnej. Muzułmanie są świadomi swojego kompleksu cywilizacyjnego. Po jednej i po drugiej stronie rodzi się wiele obaw i uprzedzeń jeszcze przed przystąpieniem do dialogu. Jan Paweł II przekonywał i zachęcał, abyśmy przestali się bać siebie nawzajem, bo lęk prowadzi do agresji i nienawiści, a odwaga wykrzesuje w człowieku siły do miłości, do pokonywania przeszkód i zagrożeń, w których obliczu stoją solidarnie dwie wspólnoty. Na pewno w dialogu nie dojdzie do zsumowania wiary chrześcijańskiej i muzułmańskiej, bo nie to jest celem. Unifikacja religii, stworzenie superreligii, islamochrześcijaństwa czy chrześcijaństwoislamu jest bezsensowną mrzonką. Chodzi o to, żeby człowiek odnalazł swoje miejsce w tym świecie, ażeby zauważył swoją wielką wartość, by był stworzeniem świadomym swojej niezbywalnej wartości, a także wielkiej wartości drugiego człowieka, by przestał traktować ziemię jako przestrzeń nieustannej walki i wojny, i uznał, że ziemia i człowiek są własnością Boga, który jest jego Stwórcą, jego Panem, źródłem i celem życia.

Żebro niezgody
Eugeniusz Sakowicz

urodzony 26 maja 1958 r. w Grudziądzu – polski teolog katolicki, dr hab. nauk teologicznych w zakresie teologii religii, profesor UKSW w Warszawie, religioznawca, leksykograf. Konsultant Rady do Spraw Dialogu Religijnego p...

Żebro niezgody
Adam Szustak OP

urodzony 20 lipca 1978 r. w Myszkowie – polski duchowny rzymskokatolicki, dominikanin, wędrowny kaznodzieja, rekolekcjonista, duszpasterz akademicki, vloger, autor portalu internetowego oraz kanału...