Znak firmowy B16

Znak firmowy B16

Kościół w globalnej wiosce, w jakiej przyszło nam dziś żyć, nie może chować głowy w piasek. Musi nie tylko skutecznie głosić światu Dobrą Nowinę, ale także dbać o swój medialny wizerunek. Żyjemy bowiem nie tylko w dobie demokracji medialnej, ale także w czasie „medialnej eklezjologii”. Przecież polityków oceniamy podług tego, jak pokazują i opisują ich media. I trochę, na zasadzie analogii, jest z naszym odbiorem Kościoła. Pomyślałem o tej „medialnej eklezjologii”, kiedy przyglądałem się skrupulatnym relacjom i opisom podróży Benedykta XVI do Stanów Zjednoczonych. Każdy krok papieża, każdy jego gest i słowo były odnotowywane przez dziennikarzy, a potem komentowane i interpretowane na wiele sposobów.

Papieska pielgrzymka do Ameryki zbiegła się z rocznicą wyboru kardynała Josepha Ratzingera na 265. papieża Kościoła. Ważniejsze jednak było to, że papież odwiedzał Kościół, który wciąż dźwiga się po wielu skandalach seksualnych, jakie go dotknęły w ostatnich latach. I to dlatego przyjazd Benedykta XVI do Ameryki był tak intrygujący i ciekawy. Jak się zachowa wobec tych skandali z udziałem duchownych? Co powie ofiarom księżowskich przestępstw? – to pytania, które spędzały sen z powiek nie tylko zainteresowanym obserwatorom, ale i „szeregowym katolikom”.

Papież miał świadomość, że wkracza na grunt, gdzie o potknięcie i upadek nietrudno. Postanowił więc już na początku rozbroić tę tykającą bombę. Zaraz po starcie z Włoch powiedział to, co chcieli usłyszeć Amerykanie, ale także to, co po prostu papież powiedzieć powinien. Zapewnił, że „całkowicie wykluczy pedofili ze świętego kapłaństwa”, bo ważniejsze jest dla Kościoła, by miał „dobrych księży niż wielu księży”. Potem, już w czasie pobytu w USA, Benedykt XVI uderzył się w piersi za przypadki molestowania dzieci przez księży i – co najważniejsze – spotkał się, czego nie było w planach wizyty, z ofiarami seksualnych gwałtów.

Takie stwierdzenia w ustach papieża i jego zachowanie nie mogą dziwić, jeśli głowa Kościoła rzymskokatolickiego chce zachować wiarygodność. Kościół nie może wymagać od innych rzeczy, których nie wymagałby od siebie. Szczególnie że – w dobie „medialnej eklezjologii” – raczej nic nie uda się wmieść pod dywan. Dlatego najrozsądniej jest rozbrajać tykające bomby kościelne, niż czekać, aż wybuchną, i potem załamywać ręce, biadolić na media itd. Taką strategię przyjął Benedykt XVI.

W czasie trzech lat swego urzędowania papież dał się już poznać jako człowiek moralnego rygoru. Raz po raz powtarzał stanowcze „nie” dla aborcji czy antykoncepcji. Wzywał europejskich polityków, by trzymali się wartości, których się nie negocjuje. Zamknął drzwi seminariów przed osobami homoseksualnymi, a celibat – mimo drastycznego spadku powołań – nadal pozostanie jednym z warunków przyjęcia święceń. Ten arsenał moralnych wskazań Benedykt XVI przypomniał także w czasie amerykańskiej pielgrzymki.

Jednak Benedykt pokazał też przez te trzy lata inną, można by rzec, łagodniejszą twarz. Zaraz po wyborze spotkał się z Hansem Küngiem, dysydenckim teologiem katolickim, któremu Jan Paweł II odebrał prawo nauczania w imieniu Kościoła. Po kontrowersyjnym wykładzie w Ratyzbonie, na którym zasugerował, że islam generuje przemoc, co oburzyło świat muzułmański, nie zawahał się pojechać – choć wielu mu tę podróż odradzało – do Turcji, gdzie pokazał swój szacunek dla wyznawców proroka Mahometa. Jak napisała potem turecka prasa, okazał się „krzyżowcem bez krzyża”. Na swoim koncie ma już dwie encykliki – jedną o miłości (Deus Caritas est), drugą o nadziei (Spe salvi). Obydwie – nawet wśród liberalnych teolożek i teologów – zostały ciepło przyjęte. Teraz przygotowuje encyklikę społeczną.

Z jednej więc strony srogość Benedykta, szczególnie w kwestiach moralnych, budzi opór dużej części katolików. Z drugiej jest coś intrygującego i pociągającego w tym niemieckim intelektualiście, który w wolnych chwilach lubi siąść przy fortepianie i zagrać Mozarta. Czyżby „stanowcza łagodność”, którą zobaczyliśmy w wydaniu Benedykta XVI w czasie tych trzech lat jego pontyfikatu i którą pokazał w czasie pięciodniowego pobytu w Ameryce, była znakiem firmowym papieża z Niemiec?

Znak firmowy B16
Jarosław Makowski

urodzony 22 kwietnia 1973 r. w Kutnie – polski historyk filozofii, teolog, dziennikarz i publicysta, dyrektor Instytutu Obywatelskiego. Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”...