Żona jako zawód

Żona jako zawód

Lidia Bierdiajew, Zawód: żona filozofa. Dzienniki, przeł. Henryk Paprocki, Wydawnictwo Antyk, Kęty 2004, s. 205

Pomija się je milczeniem. Skryte w cieniu mężów dla świata są niejasnym tłem, migoczącym w oddali niewyraźnym punktem. Żony filozofów, pisarzy, artystów. Jeśli już się je zauważa, to tylko wtedy, gdy ich wielcy, docenieni za życia małżonkowie wspomną o nich. Pośród rozlicznych problemów filozoficznych i artystycznych, zmagań o prawdziwy kształt życia w osobistych zapiskach pojawia się czasem westchnienie do wybranki serca. Zupełnie jakby istniały tylko po to, aby w ich ramionach szukać schronienia, chwilowej ucieczki przed okrucieństwem świata. Rzadkością są zapiski, z których wynika, że żona jest równorzędnym partnerem męża, prowadzi z nim dialog, ma własne poglądy. Być może wypływa to ze świadomej kreacji publikujących swoje wspomnienia, w których zwycięża egocentryzm i chęć pokazania raz jeszcze siebie: w domowych pieleszach, w bujanym fotelu i kapciach — niby innego, a wciąż takiego samego. Być może to same żony oślepione blaskiem męża usuwają się w cień życia rodzinnego, byleby tylko on — wybraniec natchnienia, pióra, partytury czy pędzla — mógł w spokoju tworzyć.

Na tym tle niewielkich rozmiarów dzienniki Lidii Bierdiajew powinny zaskoczyć. Zawód: żona filozofa jest zapisem życia Bierdiajewów — Lidii i Mikołaja — prowadzonym z przerwami na przestrzeni dziesięciu lat. Zaczyna się 20 października 1934 roku, a kończy 29 stycznia 1945 roku. To nie tylko opis życia rodzinnego autora Nowego Średniowiecza, problemów rosyjskiej emigracji, kontaktów intelektualnych z czołowymi myślicielami tego okresu, rozwoju duchowego, ale także obserwacja narastania spirali przemocy i konfliktu ogólnoeuropejskiego.

„1934, sobota, 20 października. Czekaliśmy z obiadem na Ni, ale spóźnił się, gdyż zatrzymał go kondukt żałobny Poincaré” — tak rozpoczynają się dzienniki Lidii Bierdiajew. Prosty zapis, rejestracja życia, utrwalony dzień. Narracja autorki nie jest zaplanowaną kreacją siebie, męża, środowiska intelektualistów. Dzienniki nie były przeznaczone do druku. Zaczynają się nagle, bez podania przyczyny, i trwają nieoczekiwanie dla samej żony filozofa. Ich pisanie jest przygodą zarówno dla Bierdiajewej, jak i dla nas, niezamierzonych czytelników. Lidia Bierdiajew otwiera kolejny zeszyt i zapisuje to, co dla niej jest ważne, aby ocalić od niepamięci. Autobiografia filozoficzna jej męża Mikołaja jest w przeciwieństwie do tego konsekwentnie realizowanym pomysłem literackim i filozoficznym. Postawione na półce obok siebie dwie książki wyrażają to jeszcze dobitniej: dzienniki Bierdiajewej są niemal trzykrotnie cieńsze od autobiografii męża. Czyżby zarówno za życia, jak i po śmierci, była skazana zawsze na przebywanie w cieniu sławy i geniuszu Mikołaja Bierdiajewa?

Dusik i Ni czytają Wojnę i pokój

Urodziła się 20 sierpnia 1871 roku w Charkowie. Wiodła beztroskie życie w zamożnej rodzinie. Starannie wykształcona — świetna znajomość francuskiego, studia socjologiczne, znajomość Ojców Kościoła i mistyków chrześcijańskich. Jako dziewiętnastolatka, szukając własnego miejsca w świecie, napisała do Lwa Tołstoja. Pisarz odpowiedział, aby swoje życie porównywała do wskazań kazania na Górze (Mt 5–7). Wyszła za mąż za Wiktora Rappa i zainteresowała się działalnością rewolucyjną. Po rozejściu się z mężem spotkała Mikołaja Bierdiajewa. Doświadczyła I wojny światowej, rewolucji rosyjskiej, została wydalona wraz z mężem z Rosji w 1922 roku. Bierdiajewowie wraz z siostrą Lidii i jej matką zamieszkali w Clamart pod Paryżem. Lidia przeszła na katolicyzm, zniechęcona do Kościoła prawosławnego z powodu jego stanowiska wobec rewolucji bolszewickiej. Z zamiłowania była poetką, choć miała też talent prozatorski, co uwidoczniło się na kartach dziennika.

Tym, co pierwsze rzuca się w oczy, to wielka, niezłomna miłość Bierdiajewów. Autor Autobiografii filozoficznej na kartach swych licznych książek z zakresu historiozofii, choćby przez styl pisania, przedstawia się czytelnikowi jako ciskający z oczu gromy, despotyczny mężczyzna. Jego wypowiedzi są niemal wykrzyczane, niedopuszczające możliwości dyskusji. Kategoryczne. Ostateczne. W życiu prywatnym Mikołaj Bierdiajew przedstawiony został zgoła inaczej. Jest człowiekiem niezwykle czułym, oddanym żonie. Wielki, gromowładny Bierdiajew zwraca się do swej żony pieszczotliwie „Dusik”, ona zaś mówi do niego zdrobniale „Ni”.

Przed zaśnięciem Ni, jak zawsze, przychodzi do mojego pokoju, siada w dużym fotelu przy łóżku i rozmawiamy o wrażeniach z minionego dnia… Są to chwile, kiedy prowadzimy najbardziej interesujące i intymne rozmowy, mówimy o tym, co najważniejsze… Przed jego wyjściem przeżegnamy się nawzajem znakiem krzyża i odmówimy krótką modlitwę. Następnie Ni idzie do siebie i jeszcze pracuje, a ja przed zaśnięciem zawsze czytam jakąś książkę, a potem rozdział z Biblii lub z Ewangelii.

Jesteśmy świadkami czułego odwiedzania się małżonków, dzielenia ze sobą spraw duchowych, filozoficznych i codziennych. Mikołaj Bierdiajew na kartach dziennika żony nie jest niedostępnym, wiecznie nieobecnym i niezrozumiałym prorokiem, lecz nabiera cech delikatności, jego rysy stają się bardziej miękkie. Zamyka się jeszcze w pracowni, gorączkowo pisze kolejne książki, wściekły wraca z wykładów, na których najczęściej bywa nierozumiany, gestykuluje przy wspólnych posiłkach, żywo spiera się z gośćmi w salonie, ale jednocześnie chodzi zmartwiony stanem zdrowia żony, pociesza ją, rozmawiają. Lidia ma olbrzymi wpływ na męża, jego funkcjonowanie w społeczeństwie, życie towarzyskie. Prawdopodobnie bez żony stałby się człowiekiem zamkniętym, zgorzkniałym, pracowicie powiększającym przepaść między sobą a światem. W Lidii zawsze znajduje wsparcie i pomoc, żona służy mu radą. Jest pierwszą i najbardziej oddaną czytelniczką, nie traci przy tym obiektywizmu i wskazuje błędy. Jest jednoosobowym oddziałem prywatnej kancelarii: prowadzi korespondencję z wydawcami, robi korektę książek, uczęszcza na wykłady męża, pyta słuchaczy o opinie. Jest lwicą pilnującą domowego zacisza: rzuca się na oponentów, gardzi tymi, którzy nie zdołali poznać się na geniuszu wybrańca. Jednocześnie troszczy się nie tylko o myśl filozoficzną męża, ale również dba o jego zdrowie. Przede wszystkim spokój ducha, tak bardzo potrzebny twórcy:

Wieczorem czytamy głośno Wojnę i pokój. Ni bardzo lubi te wieczory… Jestem zadowolona, że wymyśliłam sposób na odciągnięcie Ni od jego ciągłej pracy. Odpoczywa, słucha ulubionych pisarzy rosyjskich. W ciągu pół roku dużo przeczytaliśmy w wolne wieczory…

Znam całą literaturę mistyczną

Nie miała problemu z egocentryzmem. O samej sobie pisała niewiele. Więcej dowiadujemy się o Lidii poprzez jej działanie (szukanie pracy dla rosyjskich emigrantów), niesioną pomoc (kilkuletnia opieka nad sparaliżowanym) niż deklaracje. Samą siebie określała jako „letnią”. Mimo zaangażowania starała się zawsze zachowywać dystans do życia, pragnęła samotności. Nie rozwijała swojego talentu poetyckiego, gdyż stawiała sobie wysokie wymagania, dążąc do sztuki autentycznej — własne dokonania uważała za przeciętne, a więc niepotrzebne. Lidia Bierdiajew była osobą bardziej scaloną wewnętrznie niż jej chaotyczny i uparty mąż. Niejednokrotnie wyrwie się jej, że Mikołaj jest dużym dzieckiem, o dużej nerwowości, pamiętliwości i pedantyzmie. Jednocześnie te dwie tak różne i zarazem podobne jednostki połączyła ze sobą trwająca ponad 30 lat miłość. Ich małżeństwo stało się płaszczyzną porozumienia i poszanowania własnych przekonań (ona — katoliczka, on — bezkonfesyjny chrześcijanin, oboje czekający na nadejście Kościoła Ducha bez podziałów). Małżeństwo niespotykane, bo realizowane jedynie jako związek duchowy, pozbawiony cielesności. Tak czuli, tak żyli. Maria Kasprowiczowa, trzecia żona Jana Kasprowicza, była częstym gościem w domu Bierdiajewów. Lidię określiła jako „kobietę z jednej bryły”: zdecydowana, o dużej dyscyplinie, oddana kierownictwu duchownemu.

Atmosfera domu Bierdiajewów była jedyna w swoim rodzaju. Na pięterku, w zaciszu swego gabinetu, królował sam filozof, pracując nieustannie nad rozwojem i utrwaleniem rosyjskiej myśli religijnej. Na dole panowała jego żona, wraz ze swoją siostrą, jak i ona fanatycznie nawróconą katoliczką. Obie kobiety służyły swemu wyznaniu gorliwie, kaptując dla katolicyzmu nowych wyznawców. Te różnice religijne w obrębie rodziny nie niszczyły zgody między małżonkami 1

Małżonkowie prowadzą rozmowy, często te najtrudniejsze, bo najbardziej podstawowe: o tym, co po śmierci, o sprawiedliwości i miłosierdziu, o wolności. Rozmowy niezwykłe, bo prowadzone na równym poziomie intelektualnym, bo przeniknięte otwartością, a także odwagą. Świadomie piszę „odwagą”, bo rozmowy o rzeczach ducha przychodzą najtrudniej, nawet między małżonkami. Pokonać wstyd, własną śmieszność, zdobyć się na odwagę otwarcia na drugą osobę.

Dzisiaj, kiedy Ni przyszedł do mnie, zapytałam go, czy wola Boża przejawia się w złu. Kiedy kogoś zabijają, to czy Bóg bierze udział w tym czynie przez to, że nie powstrzymał ręki zabójcy?

I nie ma ucieczki przed takimi pytaniami. I nie ma samotnych wątpliwości skrzętnie ukrywanych w małżeństwie. Jest wspólnota życia.

Życie religijne nie było ani specjalnie eksponowane w małżeństwie Bierdiajewów, ani też ukrywane. Ono najzwyczajniej było. Między pracą, codziennymi obowiązkami, czytaniem, mierzeniem się z wyzwaniami XX wieku. Nie dewocja i nie fałszywość. Bierdiajewych cechował brak fałszywej pokory, która nie śmie zadawać pytań, a każe zadowalać się tym, co jest. Przeciwnie: prawdziwa pokora gwałtownie, nie bacząc na konwenanse, każe pytać i szukać, aby dojść do prawdy, której się nie posiada (na własność), a do której można się tylko zbliżać. Dlatego znamienne będzie „podważanie” prawdy — nie w celu jej odrzucenia — lecz pełnego wyjaśnienia. Zapisane rozmowy z duchownymi, z intelektualistami tej miary, co Lew Szestow czy Raissa i Jacques Maritain, notatki na marginesach Dostojewskiego, Tołstoja, Ibsena, mają potwierdzić niebezpieczny (bo pozbawiający złudnej pewności) status człowieka: jestem istotą w drodze.

Wszystko uporządkowane, mające swoją wagę i znaczenie. Powierzony świat został skrzętnie ułożony, aby zostawić go w jak najlepszym porządku na oczekiwane Przyjście.

Ni zakończył pisać nową książkę

Lidia Bierdiajew nie żyła w cieniu męża, choć pewnie tego chciała. Była mu oddana, dodawała otuchy w chwilach zwątpienia, a jednocześnie wywierała niezaprzeczalny wpływ na autora Nowego Średniowiecza. Zapisy ich dyskusji wskazują, że Mikołaj, prowadząc rozmowę z żoną, przyciskany do muru przez jej nieustępliwe pytania, wikła się, kluczy i jest przez to zmuszany do precyzowania wypowiedzi, jednoznacznego definiowania terminów, radykalnego nazywania rzeczywistości. Miłość Lidii szlifuje osobowość i dzieło męża, aby stało się przejrzystym i twardym diamentem. Bez niej, bez jej czułości i cierpliwości, stałby się być może natchnionym myślicielem, bełkoczącym w twórczej ekstazie swoje poglądy. Mikołaj Bierdiajew? Tak, ale tylko z żoną Lidią.

Lidia Bierdiajew umarła we wrześniu 1945 roku. Mikołaj na ostatnich kartach Autobiografii filozoficznej napisał:

Śmierć jest nie tylko ostatnim złem, w śmierci jest także światłość. W śmierci jest objawienie miłości. Tylko w śmierci ma miejsce ostateczne wyjawienie miłości. Miłość staje się szczególnie paląca i skierowana ku wieczności. Kontakt duchowy trwa nadal, staje się szczególnie silny i pełen napięcia, jest silniejszy niż za życia. Powiedziałem Lidii przed jej śmiercią, że była ogromnym wsparciem duchowym mojego życia. Ona napisała, że dalej będzie takim wsparciem. Jest to prawda 2

Dziennik Lidii Bierdiajew kończy zdanie: „Mamy 6oC ciepła, na dworze dzisiaj 10oC mrozu”. W czytelniku pozostaje coś z tego chłodu.

1 M. Kasprowiczowa, Spadające księżyce. Z pamiętników, wybór M. Szyszkowa, Warszawa 2002, s. 134.
2 M. Bierdiajew, Autobiografia filozoficzna, Kęty 2002, s. 318.

Żona jako zawód
Marcin Cielecki

urodzony w 1979 r. – polski poeta, eseista, recenzent, pisarz. Autor m.in. zbioru esejów Miasto wewnętrzne, książek poetyckich Ostatnie Królestwo, Czas przycinania winnic....