Źródła łaski

Źródła łaski

Podczas rekolekcji w Ołtarzewie u Pallotynów coś mnie tknęło. Trzeba się ruszyć na duchowy podbój okolicy. Nie można siedzieć w miejscu, kiedy okoliczna ziemia paruje łaską.

Zadzwoniłem do franciszkanów w Niepokalanowie. Do samego gwardiana.

— Ojcze pragnąłbym przybyć do Niepokalanowa z osobistą, prywatną pielgrzymką. Proszę o przyjęcie i poprowadzenie mnie śladami ojca Maksymiliana. Przybędę z jednym z prefektów, ojcem Adrianem i kierowcą. Piotrowi, który zazwyczaj łazi w dżinsach i bluzie, kazałem się ubrać odświętnie. Po wszystkich naukach wyruszamy…

Furta jest poinformowana. Wpuszczają nas za bramę. Na stole czeka kolacja. Przy wejściu do domu rekolekcyjnego witają nas siostry. Za chwilę pojawia się ojciec gwardian. Wysoki, przystojny mężczyzna. Bez egzaltacji. Rzeczowy. Opowiada o zjawisku Niepokalanowa. Powściągliwość opowieści ojca gwardiana jeszcze bardziej pobudza moją wyobraźnię. Przedwojenne bezrobocie i entuzjazm tego Człowieka. Rzecz nieprawdopodobna. Porwać do celibatu prostych chłopaków i rozkochać ich w Jezusie i Przeczystej Panience. To jest cud. Na szczerym polu stawia figurkę i zaczyna budować klasztor. Wyjednuje teren i przyjmuje setki młodych niewykształconych chłopaków na braci. Daje im dach i miskę, pracę i modlitwę. W kraju bezrobocie. A tu taka armia chłopów do jedzenia i roboty. Baraki i kaplica. Idziemy. Zaczynamy od pierwszego baraczku i kaplicy. Drewno i gabloty ze śladami po świętym męczenniku. Wzruszony zmawiam Pod Twoją obronę… Idziemy dalej. Drewno, prowizorium, które trwa zakute w kryształ nieśmiertelności. Żar apostolski, który wynajduje coraz to nowsze technologie dla głoszenia chwały Niepokalanej. Co chwilę jakby zmieniał procesor, aby wygrać wyścig z czasem.

Wiara żarliwa popychała go coraz szybciej do przodu. Japonia, znowu Niepokalanów, Wreszcie finał, stacja końcowa: Oświęcim. Jest już ciemno. Na niebie księżyc i gwiazdy. Wychodzimy z muzeum, które nie jest muzeum, ale spotkaniem z życiową drogą Człowieka. Idziemy na cmentarz niepokalanowski. Brniemy po śniegu. Na kilku grobach pali się światło. Groby Gajowniczka, za którego oddał życie, księcia Druckiego–Lubeckiego, który ofiarował swój teren, a później po latach pobytu w Stanach Zjednoczonych powrócił do Niepokalanowa… Budynek radia i telewizji, tutaj biegły tory kolejki wąskotorowej, a tam ojciec Maksymilian planował lotnisko. Drukarnia, ogromny refektarz i kaplica… Tygiel wiary żarliwej, pośpiesznej, prostej, serdecznej i szczerej.

Żegnamy się. Proszę o błogosławieństwo. I ojciec gwardian nas pobłogosławił. Robiła się noc, świecił księżyc i gwiazdy. A my pochyliliśmy głowy wzruszeni. Po to przecież tutaj przybyliśmy. Po błogosławieństwo dziedzica i zarządcy duchowych dóbr świętego męczennika.

Jedziemy dalej. Do Szymanowa. Tam czekają na nas siostry niepokalanki. Siostry niepokalanki, podobnie jak wiele innych, to widomy znak Bożej Opatrzności nad Polską. Kiedy mężczyźni wyginęli w powstaniach, Polska otrzymała w darze wybitne kobiety, które zajęły się wychowaniem młodzieży. W XIX wieku powstało wiele zakonów wychowawczych, charytatywnych, służebnych. Niepokalanki, założone w Jazłowcu, zajęły się wychowaniem dziewcząt. Dobra kobieta, żona i matka — to skarb w każdych czasach. Na stole czeka kolacja. Druga. Dziubiemy dla przyzwoitości. Spotkanie z dziewczętami. Opowiadam o nabożeństwie nad brzegami jeziora Lednica. Pragnę je wszystkie zaprosić. 4 czerwca będziemy witać Ojca Świętego i celebrować dar Bożego ojcostwa. Nie może ich zabraknąć. A potem idziemy do kaplicy już tylko z siostrami. Kaplica mroczna. Jasna jest tylko cudowna figura Matki Bożej Jazłowieckiej. I znowu Pod Twoją obronę… Siostry śpiewają:

Matko jasna jak miłość
Jazłowiecka Pani
Sercom naszym daj pokój.
Módl się razem z nami.

W dłoniach Twych Matko
Błękit i uśmiech,
W dłoniach Twych Matko,
Odwieczna radość,
Światło pielgrzymów
Drogo wątpiących
Bądź nam nadzieją i Siłą.

Idę ucałować stopy cudownej figury. I robi mi się dobrze. Nadzwyczaj dobrze. To takie ważne, aby tu przybyć. Noc robi się już na dobre. Na dworze ściska mróz. W kaplicy jest ciepło i przytulnie. Nie chce się wcale wychodzić.

Musimy wracać. W holu klasztornego pałacu są siostry, które odprowadzają nas do drzwi. Na pożegnanie dostajemy bezy. Cudowne szymanowskie bezy siostry Kaliksty. Żegnamy się i, oglądając się za siebie, idziemy do samochodu.

— Ojcze, tego już nigdzie nie ma. Tu jakby świat się zatrzymał. Chwila jakby sprzed wojny, gdzie dla gości ma się czas, gdzie się go wita i odprowadza do drzwi. Napełnieni i mocni wracamy do Ołtarzewa. Czułem się tak, jakbym przyjechał do Ołtarzewa kopać solidną studnię, a tuż za plecami wytrysnęło mi źródło.

Źródła łaski
Jan Góra OP

(ur. 8 lutego 1948 w Prudniku – zm. 21 grudnia 2015 w Poznaniu) – Jan Wojciech Góra OP, dominikanin, prezbiter, doktor teologii, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, spowiednik, prozaik, twórca i animator, organizator Dni Prymasowskich w Prudniku i Ogólnopolskiego Spotka...