Marcin Babraj OP

Marcin Babraj OP nie żyje

Drodzy Czytelnicy,

dziś w Krakowie, w wieku 87 lat, zmarł pomysłodawca, założyciel i wieloletni redaktor naczelny miesięcznika „W drodze” – ojciec Marcin Babraj OP.

Gdyby nie jego marzenie sprzed lat, nie byłoby tej strony, naszego miesięcznika, książek, które czytacie, charakterystycznego logotypu z szabelką, a także nas – dominikanów i dziesiątek pracowników, którzy przez te wszystkie lata przewinęli się przez redakcję.

W 1973 roku stworzył formułę pisma, która od niemal pół wieku nic nie straciła ze swej aktualności. Zależało mu na docieraniu do ludzi, dla których wiara była nie tylko kwestią tradycji, lecz przede wszystkim świadomym wyborem. Skupił wokół siebie grono wybitnych pisarzy i intelektualistów ówczesnej epoki: Andrzeja Kijowskiego, Annę Kamieńską, Romana Brandstaettera czy Kazimierę Iłłakowiczównę. Miał wprawne oko do talentów. Dzięki niemu na łamach miesięcznika debiutowali m.in. Jan Góra, Jan Grzegorczyk, Maciej Zięba, Michał Zioło czy Paweł Kozacki. To za jego czasów we „W drodze” pojawili się m.in. Andrzej Skworz, Roman Bąk czy Wojciech Unolt.

Był otwarty na ludzi inaczej myślących i poszukujących Boga. Jako pierwszy w Polsce wydał opowiadania Gustawa Herlinga-Grudzińskiego i tłumaczenia Szekspira autorstwa Stanisława Barańczaka. Mówił, że „ludzie, których drogi do Kościoła były bardzo dramatyczne, potrafią bardziej przekonująco opowiadać o spotkaniu z Bogiem”.

Należał do ginącego gatunku redaktorów, którzy niczym Jerzy Giedroyć z paryskiej „Kultury”, zasypani stosami tekstów przesyłanych do redakcji z propozycjami publikacji, czytali je powoli i z namysłem, przechodząc potem do długich dyskusji z autorami wokół proponowanych przez nich tez.

Jego życie to historia Polski w pigułce. Urodzony na Wołyniu w 1933 roku, deportowany z rodziną do Kazachstanu w 1940 roku, samodzielnie uczył się polskiego na Trylogii Sienkiewicza, w przerwach między wyprawami na step, gdzie – jak wspominał – zbierał krowie łajno, by przeżyć, bo głód był okrutny. Wrócił do Polski w 1946 roku. Mama chciała, by był budowniczym mostów, a on wybrał polonistykę w Poznaniu. Zafascynowany stylem Joachima Badeniego związał się z duszpasterstwem dominikanów, pracował w jednej z pierwszych redakcji „Przewodnika Katolickiego”, nabierając redaktorskich szlifów i ostatecznie wstępując do zakonu w 1962 roku. Swoje wielkie marzenie o ogólnopolskim dominikańskim piśmie spełnił w 1973 roku, zarażając pomysłem współbraci: Jana Andrzeja Kłoczowskiego, Konrada Hejmo i Jacka Salija. Gdy ukazywał się pierwszy numer miesięcznika, słyszał, że to się nie uda, bo „pierwszy numer w drodze, drugi w rowie, a trzeci się nie ukaże”. Na przekór wszystkim z powodzeniem kierował redakcją do 1995 roku.

Od lat mieszkał w Krakowie, zmagając się z chorobami i pogarszającym się stanem zdrowia.

Dziś w imieniu wszystkich pokoleń „W drodze” mówimy mu: „Dziękujemy!”.

Roman Bielecki OP

Na zdjęciu, podczas jubileuszowej gali z okazji 40-lecia miesięcznika „W drodze” 28 września 2013 roku, podczas której prezydent Rzeczpospolitej Polskiej uhonorował go Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

A tu wywiad z okazji ukazania się 400. numeru miesięcznika Żeby nas nie zatłukły kanarki.