Media o abp. Fultonie J. Sheenie i jego książce „Wieczny Galilejczyk”

Media o abp. Fultonie J. Sheenie i jego książce „Wieczny Galilejczyk”

Arcybiskup z błyskiem w nazwisku – tak swój artykuł o autorze Wiecznego Galilejczyka zatytułował Błażej Kmieciak. Pojawił się ona na stronie gosc.pl:

Sheen często w swoich kazaniach odnosił się do prawdy, tej najpiękniejszej, prawdy dającej pokój, który każdy z nas potrafi doskonale rozpoznać, pokój, który daje siłę. Jego zdaniem, podobny stan znaleźć można tylko w Bogu. Jak stwierdza bowiem w jednym z kazań, „gdy wrogiem jest Bóg, ludzie nigdy nie mogą być pewni, że odnieśli zwycięstwo. Gdy Bóg jest sprzymierzeńcem, człowiek może być pewien, że odniósł zwycięstwo. Gdy człowiek ponosi porażkę, Bóg wraca, by dać mu zwycięstwo”. Wspomniane zwycięstwo jego zdaniem zaczęło się w Betlejem, gdzie Bóg pokazał, jak kocha to, co proste i to, co mądre (por. Wieczny Galilejczyk). Abp Sheen pokazuje, że te dwa stany możliwe są do osiągnięcia dzięki ciszy, która pozwala nam na spotkanie Boga. Pasterze żyli w próżni informacyjnej i dlatego uwierzyli aniołom. Mędrcy ze wschodu w pokorze obserwowali naturę, by następnie z odwagą spotkać „paradoksalnego Stwórcę-dziecko”, któremu trzeba się ukłonić, wchodząc do groty narodzenia. Zdaniem Sheena, tak właśnie jest z nauką: musi ona znaleźć w sobie „pokorę ukłonu przed Bogiem”, by odkryć prawdę.


Adriana Podejma prowadząca blog daughterofholygod.pl napisała:

Chcę się wam przyznać, że wpadłam ostatnio w ogromną pułapkę. W ciężkim czasie duchowym zaczęły powracać wspomnienia z Adwentu sprzed dwóch lat. Nie był to może idealny czas, ale pamiętam, że mimo trudności przeżyłam go bardzo dobrze. Gdzie tu pułapka? Otóż, stwierdziłam, że faktycznie nie ma co walczyć teraz o lepszy czas dla Ducha i większe zatroszczenie się o tę część mnie, lepiej poczekać na Adwent. Teoretycznie wiedziałam, że to głupie, miałam wyrzuty sumienia, ale łatwo je zagłuszyłam w biegu codziennych spraw. Na szczęście Pan Bóg często zsyła do mnie Ducha Świętego, który przywraca mnie do porządku. Jednym z takich znaków było przeczytanie książki Wieczny Galilejczyk abpa Fultona Sheena.

Portal pch24.pl zamieścił fragment książki abpa Fultona J. Sheena:

To moja wielka wygrana należeć do Kościoła, który jest nienawidzony. Tak naprawdę jest kochany przez tych, którzy znają jego boski charakter; ale jest też znienawidzony przez tysiące tych, którzy uważają go za przestarzały relikt przeszłości, pełen zabobonów i ignorancji. Nazywany Matką przez tych, którzy otrzymują od niego duchowe dary, u innych pozostaje w pogardzie; bywa wyrzucany albo zaledwie tolerowany w wielu krajach. Bez względu na to, jak bardzo różnią się pomiędzy sobą religijne sekty, Kościół jest często uważany przez nie za ich naturalnego wroga. To, jak świat traktuje Kościół katolicki, można porównać do tego, jak potraktowany został Chrystus. Jego także kochano, ale i nienawidzono. Żadnej innej osoby nie kochano nigdy tak jak Jego, żadnej jednak równie mocno nie nienawidzono. Dlatego podobnie jak możemy zadać pytanie: Dlaczego nie nienawidzi się buddyzmu, a katolicyzm tak?, możemy również zapytać: Dlaczego nie nienawidzi się Buddy, a Chrystusa tak?


Obszerniejszy tekst dostępny jest na stronie: pch24.pl