Media o książce „Dlaczego nie nazywam siebie gejem? Jak zrozumiałem moją seksualność i odnalazłem harmonię”, Daniel C. Mattson

Media o książce „Dlaczego nie nazywam siebie gejem? Jak zrozumiałem moją seksualność i odnalazłem harmonię”, Daniel C. Mattson


Portal deon.pl zamieścił fragment książki Dlaczego nie nazywam siebie gejem? w artykule Jak zawalczyć o czystość? Opanuj te sposoby:

Pamiętam, gdy pierwszy raz zwierzyłem się komuś z moich zmagań o czystość, szczególnie w kontekście skłonności ho­moseksualnych. Miałem dwadzieścia osiem lat, gdy w końcu powiedziałem to mojemu terapeucie.

To było przerażające. Tak się tym denerwowałem, że zamiast przyznać się do tego twa­rzą w twarz, napisałem do niego list. A jednak ten krok dał mi wielką wolność. Terapeuta zasugerował, bym przyłączył się do protestanckiej grupy działającej na tamtym terenie związanej z Exodus International. Denerwowałem się, dzwoniąc do lidera tego programu, ale po rozmowie zapisałem w swoim dzienniku (2 sierpnia 1999 roku): „Pogadać z kimś o niesieniu ciężaru! W koń­cu pogadać z kimś, kto dźwiga taki sam ciężar, jak ja! Doszedłem do punktu, w którym męczy mnie już samotna walka w cichości – to naprawdę niemożliwe – a cisza okazała się dla mnie słabą bro­nią (…). Czuję się ośmielony, gotowy do walki (…). Już nie czuję się samotny! Chwała Bogu!”. Niedługo potem powiedziałem o moich skłonnościach rodzicom i najbliższym przyjaciołom. (…)

Sugerowałbym, by podzielić się swoimi skłonnościami oraz zmaganiami o czystość z kimś bliskim i zaufanym. Jeśli jesteś młody, idealnymi osobami byliby twoi rodzice, ale możesz tak­że zdecydować, że taką osobą będzie twój ksiądz. Może pomóc w przekazaniu tej informacji rodzicom, jeśli nie czujesz się do­brze z myślą zrobienia tego osobiście. Bądź roztropny, jeśli chodzi o informowanie kolegów i koleżanek z klasy czy innych znajo­mych. Tego typu informacje roznoszą się lotem błyskawicy – tak przynajmniej było w moim przypadku. Teraz, gdy tak wiele osób wie o moich skłonnościach homoseksualnych, trudniej mi żyć w czystości. Nieustannie podkreślam potrzebę roztropności i ro­zeznania w dzieleniu się tą informacją. Uważam, że lepiej jest tu być bardziej dyskretnym niż otwartym. (…)

Czasami zachowujemy się tak, jakby bez internetu nie dało się już żyć, ale w takich sytuacjach powinniśmy przypomnieć sobie następujące słowa Chrystusa: „Jeśli więc prawe twoje oko jest ci po­wodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje cia­ło miało być wrzucone do piekła” (Mt 5,29). Pamiętam ten moment w 1999 roku, gdy siedziałem przed komputerem ponad dwadzieścia cztery godziny bez przerwy – wyzwoliłem się dopiero wtedy, gdy odciąłem kabel dostarczający internet do mojego domu. Przestroga o wyłupieniu prawego oka jest symboliczna, ale czasami najlepszą rzeczą, jaką możemy zrobić, jest wyeliminowanie internetu z na­szego życia. Musisz się także zastanowić, czy posiadanie smartfona jest dobrym pomysłem. Znam świętego człowieka po pięćdziesiąt­ce, który przez wiele lat prowadził życie w czystości. Sukces ten wią­że on częściowo z nieposiadaniem internetu i smartfona…

Większa część fragmentu znajduje się na deon.pl