Piotr Samolewicz o książce „Ziarna Słowa”

Piotr Samolewicz o książce „Ziarna Słowa”

4 maja 2021 r. na blogu P. Samolewicza ukazała się recenzja książki biskupa pomocniczego diecezji Los Angeles – Roberta Barrona. Zapraszamy do lektury.

Amerykański biskup Robert Barron w swej ewangelizacyjnej misji godzi dwie sprzeczności: rolę strażnika katolickiej ortodoksji z otwartością na dokonania współczesnej świeckiej kultury.

W opowiadaniu Gabriela Garcí Márqueza Nie ma kto pisać do pułkownika pojawia się postać ojca Angela, który raz w miesiącu obwieszcza biciem dzwonów, czy grany w miasteczku film jest moralny, czy też nie. Dwanaście uderzeń oznacza potępienie filmu, ostrzeżenie, że parafianie nie powinni go oglądać.

Kolumbijski pisarz wprowadzając do opowiadania drugoplanową postać ojca Angela oczywiście dworuje sobie z przedsoborowego Kościoła, który bardzo surowo traktował produkty kultury masowej. Ocena Kościoła przed Vaticanum II sprowadzała się najczęściej do piętnowania kina za sianie zgorszenia.

Choć bp Robert Barron, autor znakomitego zbioru ewangelizacyjnych felietonów Ziarna Słowa. Odnajdywanie Boga w kulturze, zdaje sobie sprawę z „głębokich moralnych dysfunkcji w kulturze” i że kultura konsumpcyjna wypiera religijny światopogląd, to jednak nie potępia jej całościowo tak jak ojciec Angel, tylko próbuje zrozumieć i opisać. Wychodzi naprzeciw dokonaniom współczesnej kultury, gdyż uważa, że mimo reformacji i oświecenia ziarno zasiane przez Chrystusa jest wciąż obecne w dziełach artystycznych, a przede wszystkim w ludziach. I do ziaren Słowa ukrytych w zakamarkach ludzkich serc odwołuje się Robert Barron.

Analizując filmy Robert Barron nie zwraca uwagi na środki wyrazu czy też nawiązania do innych dzieł, nie zajmuje się więc tym, co jest chlebem powszednim krytyka filmowego. Natomiast twórczo streszcza fabuły i przy użyciu filozoficznych i teologicznych instrumentów odkrywa w nich głębokie sensy, podejmuje też z nimi polemikę.

Bardzo interesująco wypada analiza filmu sf Władcy umysłów na podstawie opowiadania Philipa K. Dicka. Duchownego nie interesuje to, bo i nie musi, że odtwórca głównej roli Matt Damon był na fali po udziale w przebojowej serii o Bournie i rola młodego polityka prześladowanego przez strażników Losu doskonale wpisywała się w jego aktorskie emploi uczciwego Amerykanina wplątanego w nieludzkie reguły gry. Roberta Barrona interesuje natomiast wizja świata zaprezentowana w dramacie George’a Nolfi. Otóż w postaci tajemniczego Prezesa dostrzega aluzję do Boga przedstawionego, jak tego chciał Sartre, jako instancja kierująca życiem ludzi na zasadzie ograniczania ich praw. Bóg ma inny plan wobec bohatera zagranego przez Matta Damona: nie chce, by poślubił Elise, tylko został prezydentem USA i bezlitośnie, przy pomocy mężczyzn przypominających anioły, egzekwuje swoje zamiary.

Według autora Ziaren Słowa, w omawianym filmie mamy do czynienia ze złą teologią głoszącą, że Bóg zabiera ludziom ich najważniejszą wartość, czyli wolność. Na przeszkodzie marzeń i pragnień Matta Damona stoi Wielki Plan. Nic więc dziwnego, że sympatia widzów jest po jego stronie a nie ukrytego Prezesa. Tymczasem – jak pisze Barron – klasyczna chrześcijańska teologia nie zabiera człowiekowi wolności, gdyż Chrystus poprzez wcielenie stał się bardziej ludzki niż niejeden człowiek.

Pełna wersja recenzji dostępna jest na stronie: piotrsamolewicz.pl