„Dzikie serce” – refleksje Janka z bloga operator-paramedyk.pl

„Dzikie serce” – refleksje Janka z bloga operator-paramedyk.pl

Janek (operator-paramedyk.pl) był uprzejmy podzielić się swoimi przemyśleniami o książce Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy w obszernym artykule. Cytujemy fragmenty recenzji, w której odniósł się także do wielu tematów związanych z publikacją:

Są takie sprawy – książki, filmy, wydarzenia, gry – które kształtują naszą cywilizacje i na trwale zapisują się w pamięci społeczeństwa. A przynajmniej kształtują fragmenty naszej cywilizacji i są zapamiętywane przez grupy społeczne. Dla mnie i wielu moich znajomych, na przykład, świat nie był już nigdy taki sam po tym, jak zobaczyłem żółte litery „Star Wars” lecące po gwieździstym tle i usłyszałem „No, I’m your father!”. Albo po przeczytaniu monologu Vimesa o mieście w „Straż! Straż!” Pratchetta. Albo po pierwszej grze w „Rainbow Six”. Ale w sumie nie o wspomnieniach miałem, więc już przechodzę do sedna.

Dla części Kościoła w Polsce – i to większej, niż jest tego świadoma – takim wydarzeniem było wydanie 10 lat temu książki Dzikie serce. Znanej wcześniej z przynoszonych zza oceanu opowieści, że jakiś amerykański protestant mówi rewolucyjnego o duchowości dla mężczyzn. Sam przeczytałem ją pierwszy raz mniej-więcej sześć lat temu, a potem słuchałem (bo mam ją formie audiobooka) jeszcze dwukrotnie. W listopadzie dostałem od Wydawnictwa W Drodze nowe, uzupełnione wydanie i chciałem się z Wami podzielić moimi przemyśleniami z tego, jak je odbieram po sześciu latach drogi.

Najpierw małe wprowadzenie dla tych, którzy w ogóle nie wiedzą, o co chodzi w książce Eldredge’a. W Dzikim sercu, wydanym pierwszy prawie 20 lat temu, autor stanął w poprzek ideologii gender i najróżniejszym trendom w społeczeństwie i powiedział, że mężczyzna nie będzie sobą, jeżeli… nie będzie mężczyzną. A żeby to zrobić musi uleczyć ranę, którą w sobie nosi, stanąć do bitwy o swoje serce i ją wygrać, uratować piękną, z którą spędzi życie. Wtedy dopiero może zacząć przeżywać prawdziwe przygody. Tak w skrócie. Poszczególne rozdziały prowadzą czytelnika przez kolejne kroki tej drogi.

Efektem wydania książki w Polsce było nagle przebudzenie się niektórych księży którzy odkryli, to, co genialnie podsumował ks. Piotr Pawlukiewicz: że dla faceta szczytem duchowości wcale nie jest trzymanie się w kółku za rękę i mówienie o swoich grzechach (najlepiej seksualnych). A za tym odkryciem poszła refleksja, że Kościół w Polsce (jak i z resztą na świecie) nie ma na początku XX wieku wielu sensownych propozycji dla mężczyzn. Na tej fali zaczęły powstawać grupy duszpasterskie stargetowane na naszą płeć. Taką grupą była na przykład Męska Strona Rzeczywistości – w której do Dzikiego serca domieszano parę myśli świętego Ignacego z Loyoli – w której działałem przez trzy lata i z której wyszła Ekstremalna Droga Krzyżowa. Część z tych inicjatyw ciągle działa, parę upadło, cały czas powstają nowe. A w praktycznie każdej z nich jednym z kluczowych słów jest „wyzwanie” – więc można powiedzieć, że echa Dzikiego serca brzmią do dzisiaj.

W międzyczasie po Eldredge’u przetoczyła się fala krytyki: że tak naprawdę popiera partiarchalny wizerunek macho, że wszystko dyktowała mu żona, że zaczął promować fajną ideę tylko po to, żeby oprzeć na niej swój biznes… Nie mnie oceniać, ile z tego miało sens. Na pewno faktem jest, że dla wielu osób ta książka była bardzo ważnym punktem kontrolnym na drodze do poznawania siebie. W tym dla mnie… (…)

Całość artykułu dostępna jest pod tym adresem.