Janusz Serafin CSsR o książce „Wiara – racjonalna czy naiwna?”

Janusz Serafin CSsR o książce „Wiara – racjonalna czy naiwna?”

Zacznijmy od cytatu; są to słowa filozofa Kaia Nielsena: Wiara religijna – a przynajmniej wiara w Boga – powinna być niemożliwa dla kogoś żyjącego w naszym stuleciu, kto myśli o tych kwestiach rozważnie, jest odpowiednio wyedukowany i przygotowany filozoficznie (s. 202). Ktoś mógłby powiedzieć: „Nie ma się czym przejmować, to wyskok jakiegoś ekstremisty”. Niestety, nie byłaby to prawda; to postawa dość powszechna wśród dzisiejszej inteligencji zachodniej, zwłaszcza w świecie nauki: postawa odrzucenia religii jako czegoś irracjonalnego, naiwnego, archaicznego, antynaukowego. I jest to tendencja ekspansywna, szerząca się zwłaszcza w młodym pokoleniu. Musi ona budzić niepokój duszpasterzy i pobudzać do przeciwstawiania się jej – w imię dobra ludzi i w imię po prostu prawdy.

A trzeba przyznać, że mamy tu do czynienia z poważnym wyzwaniem intelektualnym. Bo kiedy się zapoznaje z argumentami najwybitniejszych myślicieli ateistycznych (nie ma ich zresztą wielu; większość to zwykli krzykacze i demagodzy), uderza ich wnikliwość. A zatem ze strony chrześcijan trzeba co najmniej takiej samej wnikliwości. Autor książki przytacza wiele z tych argumentów, rzeczywiście dających do myślenia.

Książka wpisuje się właśnie w nurt obrony chrześcijaństwa przed zarzutami irracjonalności. Innymi słowy, ukazuje racjonalność naszej wiary. Z tym że tej racjonalności Autor nie rozumie w sensie racjonalizmu. Rozumie ją jako zgodność z rozumem, ale nie ścisłą zgodność z naukowym, matematyczno-empirycznym sposobem myślenia, bo to tylko jedna i bynajmniej nie jedyna możliwa z postaci rozumności.

Autor ukazuje racjonalność chrześcijaństwa na kilku różnych (z pewnością nie wszystkich możliwych) polach, np. filozofii, biblistyki, teorii ewolucji, religioznawstwa. Robi to w sposób bardzo profesjonalny, imponując wiedzą i precyzją myślenia. Ale też trzeźwością i obiektywizmem; jego tok myślenia jest spokojny, wolny od jakiegokolwiek zacietrzewienia i tendencyjności. Potrafi uznać także wartość argumentów ateistycznych, nie lekceważy ich. Dowodzi z powodzeniem racjonalności chrześcijaństwa, ale to nie znaczy, że „dowodzi” jego „prawdziwości” (apologetycznie rozumianej) bądź istnienia Boga. To bowiem jest niemożliwe, zresztą wierzący tego nie potrzebują. Ale nawet samo odparcie twierdzenia o irracjonalności wiary ma ogromne znaczenie teoretyczne i praktyczne. Choć owszem, trzeba przyznać, że także ateizm jest – w tym samym sensie – racjonalny. Z logicznego punktu widzenia między wiarą i niewiarą jest pewnego rodzaju symetryczność. Dlatego widoczna u wielu ateistów arogancka pewność siebie jest postawą całkowicie nieuzasadnioną i nierzetelną intelektualnie. Nie próbują oni zapoznać się z argumentami teistów, a także nie przychodzi im do głowy, że bardzo często dokładnie te same argumenty, które stosują przeciw religii, mogą być użyte przeciw nim. Na przykład: Zgodnie z drugim argumentem wierzenia religijne są przykładem myślenia życzeniowego, które definiujemy jako wiarę, że coś jest prawdziwe nie dlatego, że dysponujemy dowodami [na to], ale ponieważ chcemy, żeby to okazało się prawdą. Chcielibyśmy, aby istniał kochający Ojciec, który nas chroni, nagradza i ofiarowuje wieczne szczęście po śmierci, więc wierzymy, że taki byt istnieje. […] Ale jeśli wiara religijna jest wynikiem myślenia życzeniowego, dlaczego nie mielibyśmy wyjaśnić w ten sposób także niewiary? Ateizm może być wynikiem pragnienia, aby uznać wszechświat za miejsce bez Boga. Wielu ateistów może nie wierzyć, ponieważ nie chcą, aby Bóg istniał (s. 135, 136). Bardziej szczegółowo: Chrześcijaństwo uważa, że najistotniejszym powodem teoretycznego lub praktycznego ateizmu jest pycha. Człowiek nie chce przyznać, że potrzebuje wskazania kierunku, opieki i przebaczenia Boga. Istnieje nawet argument przeciw istnieniu Boga przekonujący wielu współczesnych ludzi. Możemy go nazwać „argumentem ze stylu życia”. Składa się z dwóch elementów: 1. Nie żyję i nie chcę żyć życiem, którego chciałby dla mnie Bóg, gdyby istniał. 2. Oznacza to, że Bóg nie istnieje. Już na pierwszy rzut oka argument ze stylu życia jest błędny z logicznego punktu widzenia, nie przeszkadza to jednak, aby oddziaływał na wielu ludzi (s. 52).

Czy jednak przedstawione przez Autora argumenty mogą przekonać do wiary? Nie sądzę; zresztą nie jest to ich celem. Rozum jako taki może wprawdzie „podprowadzić” do wiary, ale nie może przekroczyć jej progu. Natomiast gdy człowiek już uwierzy, rozum może mu pomóc w pogłębieniu wiary. Zresztą analogiczna relacja (oczywiście z uwzględnieniem wszystkich różnic) zachodzi też między rozumem a niewiarą.

W książce pojawia się wiele razy pojęcie „wiarygodność” – jest ono widocznie dla Autora szczególnie istotne. Wiarygodność to, by się tak wyrazić, „wyższy stopień” racjonalności. Racjonalność jest ważna w zasadzie tylko z intelektualnego punktu widzenia, natomiast wiarygodność jest ważna z praktycznego, życiowego punktu widzenia. Otóż dla Autora chrześcijaństwo jest nie tylko racjonalne, ale też – więcej – wiarygodne.

Zaskakująca dla polskiego czytelnika jest dość duża liczba wzmianek o kantyzmie i feminizmie. Dokładnie chodzi o Kantowski idealizm epistemologiczny, który – jak się okazuje – jest silnie zakorzeniony w zachodnim (a przynajmniej amerykańskim; Autor jest Amerykaninem) świecie naukowym. Sam Kant z pewnością się nie spodziewał (i nie miał takich intencji), że ta jego teoria zyska tak destrukcyjną antyreligijną siłę… Z kilku wzmianek widać też, jak znaczną siłę antychrześcijańską stanowi na Zachodzie feminizm. To przestroga, żeby nie lekceważyć tej ideologii.

Istotne są także fragmenty mówiące o konsekwencjach nieistnienia prawdy obiektywnej (jest jej poświęcony cały rozdział), wartości obiektywnych (a są one pierwszą ofiarą nieistnienia Boga), np.: Jeśli nie istnieją obiektywne wartości, wówczas jedynym możliwym celem będą dla człowieka jego pragnienia, a jedynymi metodami ich osiągnięcia siła i polityka (s. 23) – a dobrze wiemy, jak ona bywa cyniczna i brutalna… Jest to istotne, bo dziwnie mało się o tym mówi, tak jakby prawda obiektywna była tylko jakąś ideą teoretyczną, abstrakcyjną, a nie fundamentalnie, paląco ważną życiowo, decydującą o całym kształcie cywilizacji. Podobny cytat: Jeśli moralność jest jedynie wynikiem ewolucji, wówczas uważam ją za chwiejną podstawę dla przyjęcia wartości, jakimi są ludzka godność i wartość, traktowanie ludzi jako celu samego w sobie oraz obowiązek zachowań moralnych nawet w sytuacjach, kiedy można bezkarnie postąpić niemoralnie (s. 26).

Za perełki książki uważam oryginalny, błyskotliwy „dowód nie wprost” istnienia Boga rozumianego po chrześcijańsku (s. 34–35) oraz równie błyskotliwy „dowód” istnienia Boga z potępienia ludobójstwa (s. 27). Obu nie można nic zarzucić z logicznego punktu widzenia. Zwłaszcza ten drugi jest ważny filozoficznie, gdyż pokazuje, jak konieczna jest idea Boga w etyce, która rościłaby sobie prawo do uniwersalności.

Autor podsumowuje swą refleksję następująco: Niedawne dyskusje filozoficzne na temat religii pokazały, że wierzący zwycięsko obronili swoje poglądy przed krytykami religii. Nie udowodnili [wprawdzie], że chrześcijaństwo lub teizm są prawdziwe, lecz moim zdaniem wiarygodnie odparli wszystkie rzekome racje unieważniające, z którymi się zetknąłem (s. 139). Jeśli ta myśl jest słuszna, to książka jest warta lektury i przemyślenia.

Janusz Serafin CSsR, redemptorysta, redaktor kwartalnika „Homo Dei” oraz tłumacz i członek zespołu redakcyjnego Wydawnictwa Homo Dei.

Stephen T. Davis, Wiara – racjonalna czy naiwna? Filozof broni chrześcijaństwa, Wydawnictwo W drodze, Poznań 2020, s. 208